Kontrowersyjny doradca Trumpa rezygnuje! Przez kontakty z Putinem?

Flynn, emerytowany generał piechoty morskiej i były dyrektor Agencji Wywiadu Ministerstwa Obrony USA, był 25. doradcą ds. bezpieczeństwa narodowego w historii Stanów Zjednoczonych. Funkcję tę sprawował zaledwie przez trzy tygodnie i trzy dni - najkrócej w historii.

 

"Niestety z powodu szybkiego tempa wydarzeń, nieumyślnie przedstawiłem (ówczesnemu) prezydentowi elektowi i innym niekompletne informacje dotyczące moich rozmów telefonicznych z rosyjskim ambasadorem. (...) Szczerze przeprosiłem prezydenta i wiceprezydenta, a oni przyjęli moje przeprosiny" – napisał Flynn w liście rezygnacyjnym. List ten Biały Dom przekazał dziennikarzom drogą mailową.

 

Po dymisji Flynna funkcję p.o. doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego prezydent Donald Trump powierzył emerytowanemu generałowi piechoty Josephowi Keithowi Kelloggowi, który obecnie jest szefem personelu Rady Bezpieczeństwa Narodowego.

 

Wśród kandydatów na następców Flynna na stanowisku doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego obok Kellogga wymienia się byłego dyrektora CIA Davida Petraeusa oraz wiceadmirała Roberta Harwarda, byłego wiceszefa Centralnego Dowództwa USA (CENTCOM). W przeciwieństwie do innych stanowisk w gabinecie prezydenta nominacja na stanowisko doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego nie musi być zatwierdzona przez Senat.

 

Rezygnację Flynna poprzedziła kolejna seria rewelacji opublikowanych w internetowym wydaniu "Washington Post" we wtorek nad ranem czasu polskiego. Dziennik podał, że pod koniec stycznia p.o. minister sprawiedliwości i prokurator generalnej Sally Yates poinformowała wysokiej rangi urzędników Rady Bezpieczeństwa Narodowego oraz radcę prawnego Białego Domu Donalda McGahna, że Flynn zataił przed najbliższym otoczeniem prezydenta Trumpa tematykę swoich rozmów z ambasadorem Rosji w Waszyngtonie Siergiejem Kislakiem.

 

"Jest niejasne - czytamy na łamach "Washington Post" – co radca prawny Białego Domu Donald McGahn zrobił z tą informacją". Yates została zwolniona przez Trumpa 30 stycznia po tym jak poinstruowała adwokatów resortu sprawiedliwości, by nie bronili w sądach antyimigracyjnego dekretu nowego prezydenta.

 

Podając częściowo nieprawdziwy opis swoich rozmów z ambasadorem Kislakiem, Flynn - zdaniem Yates - naraził się na możliwość szantażu ze strony władz Rosji. Z opinią Yates zgodzili się pod koniec sprawowania władzy przez Baracka Obamę dyrektor wywiadu James Clapper oraz John Brennan, ówczesny szef CIA.

 

Cytowani anonimowo przez "WP" byli i obecni przedstawiciele władz federalnych wyrażali przekonanie, że wiceprezydent Mike Pence został wprowadzony w błąd przez Flynna. Nie wykluczyli jednocześnie, że o kontaktach Flynna z rosyjskim ambasadorem wiedzieli inni doradcy prezydenta elekta Trumpa z zespołu przejmującego władzę. Doradczyni Trumpa Kellyann Conway jeszcze w poniedziałek zapytana o szanse Flynna na zachowanie stanowiska powiedziała, że prezydent Trump "darzy swojego doradcę ds. bezpieczeństwa pełnym zaufaniem".

 

Kilka godzin później rzecznik Białego Domu Sean Spicer poinformował w oświadczeniu, że prezydent dokonuje analizy sytuacji. Taka modyfikacja oświadczeń przez przedstawicieli władz skłoniła Johna Robertsa, korespondenta w Białym Domu sieci telewizyjnej Fox News, do przypomnienia starej waszyngtońskiej zasady: "Jeśli prezydent darzy cię +pełnym zaufaniem+, to zacznij szukać nowej pracy".

 

(PAP)