Pocztowcy protestują. Chcą 1000 złotych podwyżki

"Według naszej wiedzy, wystąpienia odbyły się w kilku miastach przed rozpoczęciem pracy przez placówki. Obsługa klientów jest realizowana na bieżąco. Z informacji, którymi dysponujemy wynika, że przebieg wystąpień miał spokojny charakter" - przekazał w czwartek PAP rzecznik Poczty Polskiej.

 

Poczta Polska zatrudnia ok. 80 tys. osób. Jak podała w środę firma, każde 100 zł podwyżki dla wszystkich pracowników to w ujęciu rocznym dla Poczty wydatek rzędu 100 mln zł. Zarząd Poczty podejmując decyzje na temat kwestii płacowych musi równoważyć oczekiwania pracowników oraz możliwości finansowe firmy - napisano w komunikacie.

 

W Gdańsku i we Wrocławiu w czwartkowych protestach uczestniczyło po około 200 osób, m.in. listonoszy, pracowników stacjonarnych, kurierów.

 

W Gdańsku pikieta odbyła się przed budynkiem dyrekcji Poczty Polskiej na Targu Rakowym w Gdańsku. W ten sposób pocztowcy chcieli wyrazić swój sprzeciw wobec polityki kadrowej i płacowej firmy. Domagali się m.in. podwyższenia pensji o 1 tys. zł brutto.

 

Tomasz Leżyński, listonosz z urzędu pocztowego w Oliwie, tłumaczył PAP, że powodem protestu są niskie płace. "Boli nas to, że mało zarabiamy, mamy ciężką pracę" – argumentował. Dodał, że listonosz z ok. 15-letnim stażem zarabia ok. 2,2 tys. zł brutto.

 

Podkreślił, że protest zorganizowali pracownicy, bez udziału związków zawodowych. "To jest oddolna inicjatywa pracownicza (…), zebraliśmy się na Facebooku" – wyjaśnił. Dodał, że w czwartek podobne akcje mają się odbyć w 21 miastach w całym kraju, o różnych godzinach.

 

Protestujący wręczyli swoje postulaty zarządowi spółki w Gdańsku i przeszli ulicami śródmieścia pod urząd wojewódzki skandując m.in. "zarząd do roboty za 1500 zł". W złożonym piśmie poprosili wojewodę o pomoc w przekazaniu postulatów ministrowi infrastruktury i budownictwa Andrzejowi Adamczykowi.

 

We Wrocławiu, protestujący przeszli spod budynku głównego Poczty Polskiej pod dolnośląski urząd wojewódzki. Jak powiedział PAP Krzysztof Bobras, jeden z organizatorów wrocławskiej pikiety: "Domagamy się również odbudowania rezerwy chorobowo – urlopowej oraz reorganizacji rejonów, w których pracujemy". Wyjaśnił, że chodzi o zmniejszenie obszarów, w których muszą pracować pocztowcy. "Przejęliśmy część rejonów po konkurencji i dziś jesteśmy za bardzo obciążeni pracą" - podkreślił.

 

Wiceprzewodniczący NSZZ Solidarność Pracowników Poczty Polskiej Andrzej Piekarz powiedział w czwartek PAP, że nie wie, kto jest organizatorem protestu.

 

"Cały czas trwają nasze rozmowy z zarządem, dlatego m.in. nie włączyliśmy się w akcję. (...) Rozmawiamy z zarządem o wzroście wynagrodzeń, zatrudnienia w firmie po raz pierwszy od lat. I do zakończenia rozmów z zarządem uważamy, że robienie takich akcji nie powinno mieć miejsca" - powiedział Piekarz. Przyznał, że listonoszom przybyło dużo pracy i w konsekwencji są przeciążeni.

 

Piekarz przypomniał, że w Poczcie Polskiej działa ponad 70 związków zawodowych.

 

Poczta Polska poinformowała w środę, że przedstawiła pracownikom nowy Regulamin Premiowania, uzgodniony przez zespół roboczy złożony z przedstawicieli pracodawcy i strony społecznej.

 

"Zgodnie z nowymi zapisami, pracownicy okienek i listonosze będą mogli otrzymać nawet ponad 800 zł brutto premii w kwartale" - podała Poczta w komunikacie.

 

Poinformowano, że Poczta Polska wypłaciła już dodatkowe środki pracownikom. "Osoby zatrudnione na pełny etat, które zarabiają poniżej i równo 4 tys. zł brutto otrzymały ponad 350 zł. Zarząd wraz ze związkami zawodowymi, będzie kontynuował prace nad programem systematycznego wzrostu wynagrodzeń" - czytamy.

 

Dodano, że "pensje w Poczcie muszą wzrastać, a zatrudnienie w wybranych miastach powinno się zwiększyć". "Skończyliśmy z polityką cięcia kosztów osobowych i redukcji personelu, pracujemy nad strategią rozwoju, która przyniesie większe zyski i poprawę sytuacji pracowników. Skoncentrowaliśmy się na modernizacji i zwiększaniu przychodów, dzięki temu w najbliższych latach możliwe będzie sukcesywne podnoszenie pensji pracowników" - podkreślono w komunikacie.

 

(PAP)