14 godzin przesłuchania. Była prezydent Korei Południowej w prokuraturze

Była szefowa państwa nie odpowiedziała na pytania dziennikarzy, gdy po prawie 22 godzinach opuszczała budynek prokuratury w Seulu. Było to pierwsze przesłuchanie Park, od kiedy 10 marca Trybunał Konstytucyjny utrzymał w mocy decyzję parlamentu o impeachmencie wobec niej.

 

Park nie sprawuje urzędu od 9 grudnia 2016 roku, gdy parlament opowiedział się za jej odsunięciem od władzy w związku z oskarżeniami o płatną protekcję i korupcję.

 

Byłej prezydent zarzuca się nadużycie konstytucyjnych uprawnień poprzez zmowę z przyjaciółką Czoi Sun Sil, która jest oskarżona o wywieranie nacisków na duże przedsiębiorstwa, by wpłacały pieniądze na fundacje wspierające inicjatywy polityczne Park. Czoi zarzucono próby wyłudzenia olbrzymich sum pieniędzy od czołowych koncernów południowokoreańskich, m.in. Samsunga. Kobieta zaprzecza i twierdzi, że nie działała w zmowie z Park. Południowokoreańska prokuratura uważa, że obie były zamieszane w skandal.

 

Prokuratorzy nie chcieli ujawnić, czy Park będzie jeszcze przesłuchana ani czy będą domagali się, by sąd wystawił nakaz aresztowania byłej prezydent. Nie przedstawili też szczegółów przesłuchania; powiedzieli jedynie, że Park współpracuje ze śledczymi.

 

65-letnia Park, która została odsuniętą od władzy jako pierwszy demokratycznie wybrany południowokoreański szef państwa, we wtorek po przyjeździe do siedziby prokuratury wygłosiła krótkie oświadczenie. "Przepraszam naród. Będę uczciwie współpracować podczas śledztwa" - zapewniła. Była to jej pierwsza publiczna wypowiedź od usunięcia z urzędu.

 

Jeden z prawników Park, Sohn Bum Gju, poinformował, że przesłuchanie trwało 14 godzin i zakończyło się tuż przed północą z wtorku na środę lokalnego czasu. Następnie Park i jej adwokaci jeszcze raz przejrzeli zeznania i opuścili prokuraturę ok. godz. 7 w środę (ok. godz. 23 czasu polskiego we wtorek).

 

Park nie została formalnie oskarżona, ale może jej grozić ponad 10 lat więzienia, jeśli zostanie uznana za winną przyjmowania łapówek od szefów wielkich konglomeratów w zamian za przysługi.

 

Sohn oświadczył, że Park chciałaby wyrazić wdzięczność prokuratorom. "Doceniamy prokuraturę i pracujących tam ludzi, którzy próbują odkryć prawdę. Widzimy, że prawda wychodzi na jaw" - dodał.

 

Ujawniony w ubiegłym roku w Korei Południowej wielki skandal korupcyjny wyprowadził na ulice miliony ludzi, którzy domagali się odejścia Park. Doszło praktycznie do paraliżu prac rządu w Seulu.

 

Przedterminowe wybory prezydenckie w Korei Południowej odbędą się 9 maja.

 

(PAP)