Belgia w zadumie. Mija rok od zamachów na lotnisku Zaventem

Gdy rok temu o godz. 7.58 na podbrukselskim lotnisku Zaventem dwóch dżihadystów powiązanych z tzw. Państwem Islamskim, Ibrahim El Bakraoui i Najim Laachraoui, detonowali umieszczone w torbach ładunki wybuchowe domowej roboty zabijając 16 osób, nikt nie spodziewał się, że będzie kolejne uderzenie.

 

Niedługo później stało się jasne, że doniesienia o eksplozjach w hali odlotów to pierwszy akt tragedii, jaką zaplanowali terroryści. Drugi odbył się 10 kilometrów dalej, o godz. 9.11 na niewielkiej stacji metra Maelbeek położonej w dzielnicy europejskiej Brukseli. W wyniku eksplozji w wagonie metra zginęło kolejne 16 osób.

 

Równo 12 miesięcy po tych wydarzeniach kilkaset osób, w tym rodziny ofiar, pracownicy portu lotniczego, ludzie biorący udział w akcji ratunkowej, przedstawiciele najwyższych władz Belgii wraz z królem Filipem i królowa Matyldą zainaugurowali na lotnisku obchody rocznicowe.

 

Oficjalna ceremonia rozpoczęła się przed halą odlotów od minuty ciszy. Mąż pracownicy portu, która zginęła przed rokiem Eddy Van Calster wykonał rockową balladę, aby uczcić pamięć swojej żony, 51-letniej Fabienne.

 

Następnie odczytano nazwiska 16 osób siedmiu narodowości, który stracili życie przed rokiem. Król Filip złożył w imieniu całego narodu wiązankę kwiatów przy wejściu do hali odlotów.

 

Uroczystość upamiętniająca odbyła się też na stacji metra Maelbeek, gdzie trzeci z samobójców zabił kolejne 16 osób. Po godz. 9 para królewska spotkała się tam z rodzinami ofiar oraz pracownikami transportu miejskiego STIB. Pod pamiątkową tablicą, której centralnym elementem jest serce i napis "wszyscy razem", złożono kwiaty.

 

W sieci transportu STIBu czczono pamięć o tragicznych wydarzeniach minutą hałasu. Do pracowników STIB dołączali podróżujący komunikacją publiczną klaszcząc w czasie dłuższego postoju metra.

 

Przed południem tuż przy rondzie Schumanna odsłonięto pomnik poświęcony ofiarom ataków terrorystycznych autorstwa Jean-Henri Comperego. Długa na 20 metrów i wysoka na dwa metry rzeźba składa się z dwóch skierowanych ku sobie płyt ze stali nierdzewnej, które wyginają się górę w miarę zbliżania się do siebie.

 

Autor monumentu tłumaczył, że ma on symbolizować dwa przeciwstawne magnesy, które pomiędzy sobą tworzą przestrzeń do dialogu i nadziei przeciwstawiając się jednocześnie przemocy.

 

W uroczystości oficjalnego odsłonięcia pomnika, poza rodzinami ofiar, belgijskimi władzami i parą królewską, wzięli udział również szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker oraz przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk.

 

"Na nas wszystkich spoczywa odpowiedzialność, by nasze społeczeństwo było sprawiedliwsze i bardziej humanitarne. Nauczmy się siebie znowu słuchać, szanować nasze słabości" - apelował król Belgów. "Przede wszystkim bądźmy wrażliwi w tym dniu świadomości i wspomnienia. Nasz kraj jest wam to winny" - zwracał się Filip do rodzin ofiar.

 

Ofiary zamachów były również wspominane w instytucjach unijnych; minutą ciszy uczczono ich w siedzibach Parlamentu Europejskiego oraz Komisji Europejskiej. Pracownica tej ostatniej 48-letnia Włoszka Patricia Rizzo była wśród ofiar zamachowców.

 

"Pamięć ofiar jest i pozostanie na zawsze w naszych umysłach i sercach. Z wielkim smutkiem myślę o każdym z tych unicestwionych istnień ludzkich, takich osobach jak nasza koleżanka Patricia Rizzo, cierpieniach rannych i żalu ich rodzin i krewnych. Chciałbym wyrazić moje najgłębsze współczucie każdemu z nich" - oświadczył Juncker.

 

Rocznica zamachu to jednak nie tylko wspomnienia, ale również działania. Dzieci ze szkół z zamieszkanej w dużej części przez muzułmanów dzielnicy Molenbeek, która była zapleczem dla zamachowców, spotkały się z rodzinami ofiar.

 

Po południu w Brukseli planowane są obywatelskie obchody rocznicy ataków. Odbyć się mają też marsze ulicami miasta, a także wieczorne czuwanie modlitewne, któremu ma przewodniczyć kardynał Jozef De Kesel.

 

Mimo roku od zamachów wiele spośród ponad 300 osób, które zostało rannych dochodzi wciąż do siebie. Jednym z najcięższych przypadków jest 31 letnia Karen Northshield, która jako jedyna nie opuściła jeszcze szpitala.

 

Wstrząsającą historię walki o życie kobiety opisała gazeta "De Standaard". Karen chciała lecieć feralnego poranka do USA w odwiedziny brata, gdy kilka metrów od niej wybuchła bomba.

 

Byłą trenerkę uratowała bardzo dobra kondycja fizyczna. Jak sama teraz opowiada zanim jeszcze przewieziono ją do szpitala jej serce stanęło trzy razy. Teraz mimo przebytych około 20 operacji nadal porusza się za pomocą stelaża lub na wózku z wszczepionym w udo metalowym mechanizmem, który ma pozwolić na regenerację rozszarpanej nogi. Kobieta miała rozległe poparzenia, połamane kończyny i obrażenia wewnętrzne. Z powodu infekcji usunięto jej żołądek.

 

"Nikomu nie życzyłabym tego co przechodzę przez ostatnie 12 miesięcy. Płakałam całymi dniami. Nikt nie wie przez co muszę przechodzić codziennie" - powiedziała w reportażu opublikowanym przez "De Standaard".

 

W zamachach z 22 marca 2016 roku zginęły w sumie 32 osoby oraz trzech zamachowców. Rannych zostało ponad 320 osób. Nie był to pierwszy, ale najtragiczniejszy atak terrorystyczny jaki przeprowadzono w Belgii. Mimo 12 miesięcy od zamachów na ulicach Brukseli wciąż obowiązują zaostrzone środki bezpieczeństwa. Przed ważniejszymi urzędami stoi wojsko, a policja przeprowadza obławy na potencjalne kryjówki terrorystów.

 

(PAP)