Idiotyczny żart. Zgłosił TOPR-owcom, że przysypała go lawina

Telefon z prośbą natychmiastową pomoc postawił na nogi ratowników górskich. Do TOPR-u zadzwonił mężczyzna, twierdzący że wraz z przyjaciółmi został przysypany przez lawinę.

 

Natychmiast rozpoczęła się akcja ratunkowa. Do lotu przygotowano śmigłowiec, na miejsce wyruszył także ratownik dyżurny z Morskiego Oka.

 

Po mniej więcej 20 minutach ratownikom udało się jeszcze raz dodzwonić do zgłaszającego, chcieli dopytać o szczegóły lokalizacji. Wtedy jednak okazało się, że mężczyzna nie potrafi ich podać.

 

Ratownicy nabrali podejrzeń, że to fałszywy alarm. Po kolejnych rozmowach, niemal godzinę po zgłoszeniu, mężczyzna przyznał się, że nie jest pod lawiną, a... w swoim łóżku w Raciborzu.

 

Teraz ten  żart może słono kosztować, ratownicy mogą pociągnąć mężczyznę do odpowiedzialności. Przygotowanie takiej akcji ratunkowej kosztuje 5 tysięcy euro, czyli ponad 21 tysięcy złotych