Nie żyje Jewgienij Jewtuszenko, wybitny rosyjski poeta, scenarzysta i reżyser

Eugeniusz Jewtuszenko "Kradzione jabłka"

 

 

Parkan od sztormu się krzywił, 
a myśmy wśród cieni kładli, 
niby złodzieje szczęśliwi, 
w zanadrzu naręcza jabłek. 

Były te jabłka dojrzałe, 
jedliśmy je z dziwnym lękiem, 
lecz myśmy się wzajem kochali 
i właśnie to było piękne. 

I chroniąc nas, jak wspólniczka, 
przed światem, gdzie brudny deszcz leje, 
szeptała nam dacza – mniszka: 
„Kochajcie… Wy – nie złodzieje…” 

Mleczna poświata księżyca 
szeptała w okien zasłony: 
„To, co ukradło by życie 
przed wami – nie jest kradzione…” 

I daczy gospodarz miły, 
piłkarski – na rencie – witeź, 
i zdjęcia mgliste – mówiły: 
„Odważnie do przodu – rwijcie!” 

Więc pędziliśmy do bramki 
w tę miłość, jak w pole karne, 
środkiem boiska lub z flanki 
i strzałem – i salwą jabłek. 

Niewielkie, całkiem malutkie, 
jak gdyby w śnie były snami, 
piłkarskie się chwiały buty 
na cienkiej nitce pod nami. 

„Odważnie… – cicho szeptały. – 
grajcie, w wygraną swą wierzcie…” 
I w kulę ziemską kopały 
niewielką też taką z resztą!

 

A myśmy grali i grali. 
Może graliśmy daremnie, 
lecz myśmy siebie kochali 
i właśnie tak było pięknie. 

W brzeg morze biło z łoskotem, 
przed czymś tam nas uprzedzało, 
cóż – grzywka jak rybka złota 
na twoim czole pluskała. 

Nie bałem sie myśleć, że potem, 
w przyszłości zasnutej sztormem, 
za chciwość i za głupotę 
na strzępy życie się porwie. 

Niechaj mnie plotka oplata – 
wiem – miłość nie dla osłabłych. 
Zapach miłości – to zapach 
tych właśnie kradzionych jabłek. 

Będziemy szczęśliwi? Nie wiem… 
Lecz wszystko byśmy stracili, 
gdybyśmy nie skradli dla siebie 
możności skradnięcia tej chwili. 

Co znaczy krzyk stróży wzburzonych, 
gdy w bryzgach zimnych i ciemnych 
leżałem z głową na słonych 
jabłkach, skradzionych przeze mnie! 

Tłumaczenie: Marek Wawrzkiewicz