7 lat więzienia za spowodowanie śmierci dziennikarza z Mławy

Ogłaszając wyrok sąd zmienił kwalifikację czynu z zabójstwa na spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, którego skutkiem był zgon Łukasza Masiaka. O taką kwalifikację, która jest zagrożona karą od 2 do 12 lat pozbawienia wolności (a nie, jak w przypadku zabójstwa, karą od 8 do 25 lat więzienia lub dożywocia) wnosiła obrona Bartosza N.

 

Sąd ustalił, że Bartosz N. kopnął w szyję Łukasza Masiaka, w czego wyniku doszło do pęknięcia tętnicy kręgowej oraz masywnego krwawienia, "przy czym następstwem tego czynu była spowodowana nieumyślnie śmierć" dziennikarza. W ocenie sądu, który powołał się m.in. na zeznania świadków, Bartosz N. nie działał z premedytacją, czyli z zamiarem bezpośrednim pozbawienia życia.

 

Jak powiedział uzasadniając wyrok sędzia Mariusz Królikowski, zebrany w sprawie obszerny materiał dowodowy "nie przekonuje, aby działalność dziennikarska miała związek ze śmiercią Łukasza Masiaka". "Przyczyną był zatarg natury towarzyskiej" - dodał sędzia, przywołując kolejne zeznania świadków.

 

Prokuratura, a także pełnomocnik wdowy po Łukaszu Masiaku oraz ona sama - jako oskarżycielka posiłkowa - wnosili o uznanie Bartosza N. za winnego zabójstwa i wymierzenie mu 25 lat pozbawienia wolności. Sąd, przychylając się do wniosku pełnomocnika, orzekł, że oskarżony ma zapłacić wdowie 50 tys. zł zadośćuczynienia.

 

Wyrok, który zapadł we wtorek przed płockim Sądem Okręgowym, jest nieprawomocny. Przysługuje od niego apelacja do Sądu Apelacyjnego w Łodzi. Bartosz N. przyjął wyrok ze spokojem. Wdowa po Łukaszu Masiaku opuszczała salę sądową wyraźnie poruszona, ze łzami w oczach.

 

Prokurator Agnieszka Zdrojkowska z płockiej prokuratury okręgowej, powołując się na wcześniejszą - jeszcze w trakcie procesu - zapowiedź sądu o możliwej zmianie kwalifikacji czynu Bartosza N., przyznała, że ogłoszony we wtorek wyrok nie jest dla niej zaskoczeniem. Zaznaczyła przy tym, że nie zgadza się z przyjętą ostatecznie przez sąd kwalifikacją. Dodała jednocześnie, iż śledczy rozważą wniesienie apelacji. "Z całą pewnością zażądamy pisemnego uzasadnienia wyroku" - oświadczyła prokurator.

 

Pełnomocnik wdowy po Łukaszu Masiaku mecenas Marek Borowy zapowiedział złożenie apelacji. Zaznaczył, że nie zgadza się z kwalifikacją czynu Bartosza N., jaką przyjął sąd. "Próbowaliśmy udowodnić, że Bartosz N. na chwilę przed zdarzeniem kontaktował się z mężczyzną, który określany jest jako lokalny przestępca, gangster, i zaraz po zdarzeniu również skontaktował się tym mężczyzną. Spotkał się z nim także na terenie Mławy. Należy podkreślić, że pan Łukasz pisał o tym mężczyźnie artykuły" - powiedział adwokat. Dodał, że mężczyzna, z którym miał się kontaktować Bartosz N., jest obecnie poszukiwany w innej sprawie.

 

"Dlatego uważamy, że to zdarzenie mogło mieć związek z działalnością pana Łukasza. Być może niekoniecznie było zlecone zabójstwo. Natomiast w sytuacji, kiedy sprawca kopie kogoś w szyję, powinien liczyć się z tym, że może zabić" - dodał mecenas Borowy. Przypomniał, że Bartosz N. ćwiczył sztuki walki, w tym boks.

 

"W moim odczuciu jest to wyrok obiektywny" - oświadczył obrońca Bartosza N. mecenas Sergiusz Doniecki. Na pytanie, czy Bartosz N. chciał zabić, jego adwokat odparł: "Oczywiście, że nie. Dla mnie jest to oczywiste i było to oczywiste od samego początku procesu. Tego typu twierdzenia są całkowicie nieuprawnione". Obrońca Bartosza N. przyznał, że rozważy wraz ze swym klientem apelację od wyroku "w zakresie kary, ale w jakimś niedużym zakresie".

 

Do zabójstwa Łukasza Masiaka, b. dziennikarza "Głosu Mławy", a od 2010 r. własnego portalu internetowego naszamlawa.pl, doszło w nocy 14 czerwca 2015 r. w kręgielni, w jednym z nocnych lokali w Mławie. Według biegłych, mężczyzna zmarł w wyniku kopnięcia w głowę. Bartosz N. zbiegł i ukrywał się przez ponad pół roku. Wydano za nim Europejski Nakaz Aresztowania. Na początku lutego 2016 r. zgłosił się do płockiej Prokuratury Okręgowej. Postawiono mu wtedy zarzut działania z zamiarem ewentualnego pozbawienia życia mławskiego dziennikarza. Bartosz N. nie przyznał się do zabójstwa, utrzymując, że doszło do nieszczęśliwego wypadku.

 

W śledztwie prokuratura weryfikowała wersję Bartosza N. o nieszczęśliwym wypadku. Ostatecznie, po uzyskaniu opinii biegłych lekarzy, nie zmieniono przyjętej wcześniej kwalifikacji, czyli działania z zamiarem ewentualnym pozbawienia życia. W trakcie postępowania Bartosz N. został skierowany na obserwację w Regionalnym Ośrodku Psychiatrii Sądowej w Gostyninie (Mazowieckie), która wykazała, że w chwili zdarzenia był poczytalny. W ocenie śledczych Bartosz N., będąc osobą wysportowaną, po kursie instruktora kulturystyki i boksu, powinien zdawać sobie sprawę, że jego działanie może przynieść śmiertelny skutek.

 

Już podczas procesu sąd na wniosek obrony zdecydował o przeprowadzeniu w mławskiej kręgielni eksperymentu, polegającego na odtworzeniu przebiegu zdarzeń związanych ze śmiercią Łukasza Masiaka.

 

Po śmierci Łukasza Masiaka "Tygodnik Gazeta Mławska" informował m.in. o niewyjaśnionym napadzie na dziennikarza, do którego doszło w styczniu 2014 r. w pobliżu jego domu - zamaskowany sprawca użył wtedy gazu i pobił dziennikarza. Według gazety, Masiak łączył to wydarzenie z zamieszczaniem tekstów na swoim portalu i opisywał to zdarzenie tak: "Na pewno chodziło o zamieszczanie tekstów na portalu. Innej możliwości nie widzę". Dziennikarz otrzymał też wcześniej nekrolog przesłany listem.

 

Wdowa po Łukaszu Masiaku potwierdziła podczas procesu Bartosza N., że jej mąż otrzymywał pogróżki i ostrzeżenia, by nie zajmował się zawodowo niektórymi tematami. Przyznała też, że dziennikarz zamierzał sprzedać portal internetowy, który prowadził. Według niej, krótko przed śmiercią przygotowywał kolejny artykuł o dopalaczach.

 

Odnosząc się do publikacji mediów na temat gróźb wobec Łukasza Masiaka i jego pobicia, policja informowała po śmierci dziennikarza, że złożył on dwa zawiadomienia dotyczące napaści - w styczniu 2014 r. oraz przesłania na jego adres nekrologu - w grudniu 2014 r. Nie udało się ustalić sprawców tych czynów. Według policji dziennikarz zeznawał wtedy, iż nie miał żadnych wrogów ani problemów życiowych, których wynikiem mogły być napad i anonim z nekrologiem.

 

Po śmierci mławskiego dziennikarza Helsińska Fundacji Praw Człowieka zaapelowała o rzetelne śledztwo i wyjaśnienie wszystkich okoliczności tego zdarzenia. Z podobnym apelem występowały także Press Club Polska i Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

 

(PAP)