Nie było znieważenia Kaczyńskiego na Wawelu. Prokuratura odmawia wszczęcia śledztwa

Nie było znieważenia Kaczyńskiego na Wawelu. Prokuratura odmawia wszczęcia śledztwa
fot. PAP

Według prokuratury, okrzyki wznoszone wtedy w stronę Jarosława Kaczyńskiego można ocenić co najwyżej jako wyraz dezaprobaty i negatywnej oceny jego osoby lub lekceważenie, ale nie jako znieważenie w rozumieniu prawa karnego.

 

Sprawa dotyczy przyjazdu Jarosława Kaczyńskiego na Wawel 18 marca – tj. w miesięcznicę pogrzebu jego brata i bratowej Lecha i Marii Kaczyńskich, podczas którego grupa protestujących osób wznosiła okrzyki "Hańba", "Wawel królów, nie prezesów", "Będziesz siedział" i prezentowała transparent "Stop upartyjnieniu Wawelu".

 

Doniesienie o możliwości znieważenia Jarosława Kaczyńskiego jako osoby prywatnej i funkcjonariusza publicznego złożył - w imieniu Stowarzyszenia "Ogólnopolski Komitet Obrony przed Sektami i Przemocą" - jego przewodniczący Ryszard Nowak. Powołał się w nim na artykuł opublikowany na jednym z portali informacyjnych pt. "Prezes PiS przyjechał na Wawel. Usłyszał okrzyki +będziesz siedział+", będący przedrukiem depeszy z serwisu PAP.

 

Zdaniem prokuratury, nie można mówić, że doszło do znieważenia Jarosława Kaczyńskiego jako osoby i jako funkcjonariusza publicznego. Pomimo że okrzyki były kierowane pod adresem Jarosława Kaczyńskiego, jednak po analizie ich treści prokurator doszedł do wniosku, że nie można ich zakwalifikować jako słów uznawanych powszechnie za obelżywe w rozumieniu przepisów prawa.

 

Zdaniem prokuratury, nie każde zachowanie naruszające pewne standardy kultury, obyczaju, przyzwoitości może być traktowane jako zachowanie znieważające.

 

Nie jest też dopuszczalne utożsamianie zniewag z lekceważeniem – istotą znieważenia jest okazanie pogardy, która głębiej wyraża ujemny stosunek do wartości, jaką prezentuje sobą dany człowiek, aniżeli lekceważenie.

 

Prokuratura uznała, że okrzyki wznoszone przez zebrane osoby, kierowane niewątpliwie do Jarosława Kaczyńskiego, można ocenić co najwyżej jako wyraz dezaprobaty i negatywnej oceny jego osoby, być może też jako lekceważenie, tym niemniej nie jest to wystarczające dla wyczerpania kompletu znamion występku z art. 216 czy 226 kk, tj. znieważenia osoby fizycznej lub funkcjonariusza publicznego. Ponadto Jarosław Kaczyński przybył na Wawel jako osoba prywatna, a nie jako poseł na Sejm.

 

Prezesowi PiS towarzyszyli wtedy m.in. marszałek Sejmu Marek Kuchciński, marszałek Senatu Stanisław Karczewski, minister infrastruktury Andrzej Adamczyk i wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki.

 

Krakowska prokuratura prowadzi już śledztwo w sprawie wydarzeń z 18 grudnia zeszłego roku, kiedy kilkadziesiąt osób próbowało zablokować wjazd polityków PiS, m.in. prezesa Jarosława Kaczyńskiego i premier Beaty Szydło, na Wzgórze Wawelskie.

 

Tego dnia prezes PiS w miesięcznicę pogrzebu swojego brata i bratowej przyjechał złożyć kwiaty na ich sarkofagu. Demonstrujący skandowali m.in. "Wolność, równość, demokracja", "Solidarni z opozycją". Kilkanaście osób usiadło na podjeździe, potem niektórzy z nich się położyli i zostali usunięci siłą przez policjantów. Protestujący przeciwko polityce rządu blokowali także wyjazd z Wawelu samochodów, którymi podróżowali posłowie PiS, w kierunku pierwszego z aut rzucone zostały jajka. Na murze otaczającym Wawel wyświetlano m.in. hasła: "Idź pan do diabła", "Mamy smoka i nie zawahamy się go użyć".

 

Śledztwo obejmuje trzy wątki. Pierwszy dotyczy publicznego znieważenia funkcjonariuszy publicznych, czyli wicemarszałka Sejmu Ryszarda Terleckiego i posła na Sejm Jarosława Kaczyńskiego "podczas i w związku z pełnieniem obowiązków służbowych przez wykrzykiwanie i wyświetlanie przy pomocy rzutnika obraźliwych haseł" na murach Zamku Wawelskiego. Kolejny wątek śledztwa dotyczy "zmuszania przemocą lub groźbą bezprawną" wicemarszałka Ryszarda Terleckiego, premier Beaty Szydło i posła Jarosława Kaczyńskiego do zaniechania wjazdu na Wzgórze Wawelskie i uniemożliwiania wyjazdu. Trzeci badany wątek śledztwa dotyczy pomówienia i znieważenia Terleckiego i Kaczyńskiego jako osób prywatnych przez "publiczne wykrzykiwanie i wyświetlanie przy pomocy rzutnika obraźliwych haseł" na murach Zamku Wawelskiego.

 

(PAP)