Berczyński zrezygnował z szefostwa rady nadzorczej Wojskowych Zakładów Lotniczych nr 1

W liście do szefa MON Antoniego Macierewicza, podobnie jak w poprzednim, Berczyński napisał, że z powodów osobistych nie może przyjechać do Polski i prosi o zwolnienie z obowiązków przewodniczącego. Podziękował też "za możliwość pracy w przemyśle lotniczym".

 

Wojskowe Zakłady Lotnicze nr 1 to państwowa spółka, która wchodzi w skład PGZ i podobnie jak cała państwowa zbrojeniówka jest pod nadzorem MON. Firma ma siedzibę w Łodzi i oddział w Dęblinie (dawne WZL nr 3). Najbardziej znana jest z remontów śmigłowców będących na wyposażeniu sił zbrojnych. Jak donosiła prasa, Berczyński szefem rady nadzorczej spółki został w październiku 2016 r.

 

W czwartek MON poinformowało, że minister Macierewicz przyjął dymisję Berczyńskiego z kierowania podkomisją do ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej. P.o. przewodniczącego podkomisji został dr Kazimierz Nowaczyk, dotychczas I wiceprzewodniczący. Berczyński pozostaje członkiem podkomisji. Według Macierewicza z obowiązków przewodniczącego zrezygnował "ze względów osobistych, głównie rodzinnych i zdrowotnych".

 

Berczyński kierował podkomisją od jej powołania przez MON w lutym 2016 r. Wcześniej - podobnie jak Nowaczyk i większość członków podkomisji - współpracował z parlamentarnym zespołem ds. katastrofy smoleńskiej, którym kierował Macierewicz.

 

10 kwietnia podkomisja opublikowała film podsumowujący dotychczasowe badania. Wynika z niego, że polski Tu-154M w Smoleńsku został rozerwany eksplozjami w kadłubie, centropłacie i skrzydłach, a destrukcja lewego skrzydła rozpoczęła się jeszcze przed przelotem nad brzozą. Za najbardziej prawdopodobną przyczynę eksplozji podkomisja uznała "ładunek termobaryczny inicjujący silną falę uderzeniową". "Czy tak właśnie stało się w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 r.?" - pytał lektor na zakończenie prezentacji.

 

To zupełnie odmienne wnioski niż te, do których doszła Komisja Badania Wypadków Lotniczych, której przewodniczącym był ówczesny szef MSWiA Jerzy Miller. W opublikowanym w lipcu 2011 r. raporcie komisja Millera stwierdziła, że przyczyną katastrofy było zejście poniżej minimalnej wysokości zniżania, a w konsekwencji zderzenie samolotu z drzewami, prowadzące do stopniowego niszczenia konstrukcji maszyny. Komisja podkreślała, że ani rejestratory dźwięku, ani parametrów lotu nie potwierdzają tezy o wybuchu na pokładzie samolotu.

 

W raportach zespołu parlamentarnego Berczyński był przedstawiany jako doświadczony konstruktor z działu wojskowo-kosmicznego firmy Boeing (jest emerytowanym principal staff engineer tego koncernu) i NASA, a także doradca Organizacji Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego (ICAO) i Departamentu Obrony USA. Był assistant professorem Uniwersytetu Concordia w Montrealu. Pracował też jako specjalista przy konstruowaniu samolotów w Canadair (obecnie Bombardier). Specjalizuje się w materiałach kompozytowych.

 

71-letni Berczyński jest absolwentem Politechniki Łódzkiej, gdzie od 1969 r. pracował w katedrze mechaniki technicznej. Studiował też matematykę na Uniwersytecie Łódzkim. W 1978 r. obronił doktorat na podstawie pracy o metodzie elementów skończonych. W 2002 r. skończył też interdyscyplinarne studia inżynierskie na Uniwersytecie Południowej Kalifornii.

 

W ostatnich dniach głośny był opublikowany 14 kwietnia wywiad, w którym Berczyński mówił o zakończonym bez podpisania umowy przetargu, w którym poprzedni rząd wskazał śmigłowce H225M Caracal produkcji Airbus Helicopters jako przyszłe maszyny polskich sił zbrojnych. Na pytanie "Dziennika Gazety Prawnej", czy minister obrony obsadził Berczyńskiego na stanowisku szefa rady nadzorczej łódzkich zakładów lotniczych, by ułatwić pracę podkomisji, jej ówczesny przewodniczący odpowiedział: "A więc opowiem, jak do tego doszło. Nie wiem, czy pani wie, ale to ja wykończyłem caracale. Znam się na tym, znam się na śmigłowcach, znam się na lotnictwie. Pamiętam, jak przeczytałem o tych caracalach, o tym, że polski rząd zamierza je kupić, to mi włosy stanęły dęba".

 

Dalej Berczyński powiedział, że caracale "to jest przekręt, że Polska nie może tak strasznie przepłacać". "To był kwiecień 2015 r., jeszcze rządziła PO. Potem wybory wygrał PiS, ministrem obrony został Antoni Macierewicz, który powiedział: +Bądź moim pełnomocnikiem w sprawie śmigłowców+. I tak, krok po kroku, zaproponowano mi, bym włączył się w pracę w WZL w Łodzi" - dodał Berczyński.

 

Airbus Helicopters zapowiadało inwestycje i miejsca pracy w zakładach w Łodzi i Dęblinie, a także w Radomiu. W Łodzi - według zapowiedzi - miała powstać linia montażowa śmigłowców, a w Dęblinie - silników. MON wymagało w przetargu uruchomienia linii montażu, remontów i obsługi śmigłowców.

 

Wypowiedź Berczyńskiego dla "DGP" Platforma Obywatelska uznała za przyznanie się do działań nielegalnych i do tego, że powodem decyzji nie były - podawane oficjalnie jako przyczyna rezygnacji - kwestie offsetowe. W ocenie PO sprawą powinna z urzędu zająć się prokuratura lub komisja śledcza. Wyjaśnień od MON domagała się Nowoczesna. Zaś wicemarszałek Sejmu Stanisław Tyszka z klubu Kukiz'15 powiedział, że dla dobra Polski PiS powinno zmienić ministra obrony.

 

W dniu publikacji wywiadu MON oświadczyło, że "rezygnacja z kontraktu na śmigłowce Caracal nastąpiła na skutek niewywiązania się z zobowiązań offsetowych przez stronę francuską", czyli Airbus Helicopters. Przypomniano, że negocjacjami offsetowymi zajmowało się Ministerstwo Gospodarki (obecnie rozwoju).

 

MON zaznaczyło, że "wypowiedź dr. Wacława Berczyńskiego nie ma żadnego związku z prowadzonymi i zakończonymi negocjacjami umowy offsetowej ws. kontraktu na zakup śmigłowców Caracal". Podkreśliło też, że Berczyński nie był członkiem zespołu, który badał oferty offsetowe, "nie wypowiadał się na ten temat, nie informował Ministra Obrony Narodowej o swoim stanowisku i nie miał żadnych podstaw do wpływania na kształtowanie się decyzji Ministerstwa Rozwoju i Finansów".

 

W piątek MON ponownie opublikowało na swojej stronie internetowej ten komunikat.

 

We wtorek PO zapowiedziało, że złoży zawiadomienie do prokuratury w Szczecinie o możliwości popełnienia przestępstwa przez dr. Wacława Berczyńskiego w związku z jego wypowiedzią o "wykończeniu caracali". Prokuratura Regionalna w Szczecinie od października 2016 r. bada okoliczności przeprowadzenia przetargu na zakup śmigłowców przez wojsko. Doniesienie w tej sprawie złożyli posłowie PiS, którzy uznali, że wymagania przetargowe mogły preferować tylko jednego z oferentów - Airbus Helicopters. Według PiS przestępstwa mogli się dopuścić ówczesny szef MON Tomasz Siemoniak, wiceminister Czesław Mroczek (dziś posłowie PO) oraz osoby im podległe.

 

W czwartek "DGP" napisał, że Berczyński miał upoważnienie do wglądu w dokumentację przetargu, w którym wybrano caracale, i "co jakiś czas słał pisma z prośbą o wybrane dokumenty z postępowania i otrzymywał je do wglądu". Tego samego dnia sejmowa komisja obrony odrzuciła wniosek PO o kontrolę komisji w MON w sprawie przetargu na śmigłowce.

 

Posłowie PO mówili wówczas, że dymisja Berczyńskiego z podkomisji smoleńskiej potwierdza "najgorsze przypuszczenia" o jego wpływie na przetarg na śmigłowce. Ich zdaniem odejście Berczyńskiego powinno pociągnąć za sobą zamknięcie prac podkomisji oraz dymisję szefa MON.

 

Natomiast marszałek Senatu Stanisław Karczewski (PiS) przyznał, że dymisja przewodniczącego podkomisji go zaskoczyła, ale podkreślał, że nie zmienia ona dobrej opinii o Berczyńskim. Wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin powiedział, pytany o Berczyńskiego, że "niektórzy politycy, a tym bardziej niektórzy eksperci pod gradem przenikliwych pytań dziennikarskich czasami mówią o jedno, dwa zdania za dużo".

 

Premier Beata Szydło pytana w piątek o dymisję Berczyńskiego z podkomisji powiedziała, że to decyzje ministra obrony. Zwróciła uwagę, że negocjacje z Airbus Helicopters w sprawie offsetu prowadziło Ministerstwo Rozwoju. Podkreśliła też, że nie rozważa dymisji szefa MON.

 

W piątek PO zapowiedziała, że jeszcze tego samego dnia złoży wniosek o wotum nieufności dla szefa MON. Lider PO Grzegorz Schetyna zwrócił uwagę na wypowiedź Berczyńskiego o śmigłowcach. "Wielki przetarg na 13,5 mld zł przygotowany przez ministerstwo obrony narodowej zostaje wywrócony przez osobę, która znika w nagły sposób z Polski, która rezygnuje z uczestnictwa w życiu publicznym w Polsce. To jest początek wielkiej afery" - ocenił Schetyna.

 

Z kolei, rzeczniczka PiS Beata Mazurek powiedziała, że wniosek o odwołanie Macierewicza nie ma najmniejszych szans. Pytana o rezygnację Berczyńskiego z kierowania podkomisją powiedziała, że "jeżeli (Berczyński) rezygnuje z powodów zdrowotnych, to nie jest to dla mnie zdziwieniem, dlatego, że szef zespołu zawsze ma więcej pracy, niż jego szeregowy członek".

 

Przetarg na wielozadaniowe śmigłowce dla wojska rozpisano wiosną 2012 r. W kwietniu 2015 r. MON wstępnie wybrało ofertę Airbus Helicopters, uznając, że tylko ona spełniła wymogi formalne. Oferty konkurencji odrzucono m.in. ze względu na zbyt odległy termin dostawy (śmigłowce AW149 oferowane przez WSK PZL-Świdnik będące własnością włoskiej Leonardo Helicopters) i brak uzbrojenia (śmigłowce Black Hawk w wersji eksportowej, które oferowały PZL Mielec należące do amerykańskiej firmy Sikorsky, która obecnie jest własnością koncernu Lockheed Martin). 30 września 2015 r. rozpoczęły się negocjacje umowy offsetowej, której podpisanie było warunkiem zawarcia kontraktu.

 

W kwietniu 2015 r. zaprotestowało będące wówczas w opozycji PiS oraz związki zawodowe działające w zakładach w Mielcu i Świdniku. Ówczesny szef MON Tomasz Siemoniak wielokrotnie podkreślał, że przetarg był rzetelny, a warunki dla wszystkich oferentów były takie same. W maju 2015 r. PiS w sprawie przetargu zawiadomiło prokuraturę, która początkowo odmówiła wszczęcia śledztwa. Po objęciu funkcji szefa MON Antoni Macierewicz podjął decyzję o przeglądzie postępowań dotyczących zakupów, w tym na śmigłowce.

 

Na początku października 2016 r. Ministerstwo Rozwoju uznało dalsze rozmowy offsetowe za bezprzedmiotowe. Według rządu oferta Airbus Helicopters nie odpowiadała interesom ekonomicznym i bezpieczeństwu Polski, a wartość proponowanego offsetu była niższa od oczekiwanej.

 

W lutym 2017 r. MON rozpisało postępowanie na 16 śmigłowców - po osiem w wersjach bojowego poszukiwania i ratownictwa (CSAR) dla Wojsk Specjalnych oraz do zwalczania okrętów podwodnych (ZOP), wyposażonych dodatkowo w sprzęt medyczny pozwalający na prowadzenie akcji poszukiwawczo-ratowniczych. Pod koniec marca MON poinformowało, że zamierza kupić osiem śmigłowców dla Wojsk Specjalnych oraz cztery (z opcją na cztery następne) maszyny do zwalczania okrętów podwodnych, zdolnych także do akcji ratowniczych na morzu. Trwa analiza wstępnych ofert złożonych przez trzy podmioty, które uczestniczyły w poprzednim przetargu. Centrum serwisowania nowych śmigłowców - według zapowiedzi MON - ma powstać w Łodzi.

 

(PAP)