Francja: w sondażu Emmanuel Macron - 24 procent głosów, Marine Le Pen - 22 procent

Francja: w sondażu Emmanuel Macron - 24 procent głosów, Marine Le Pen - 22 procent
PAP/EPA/THIBAULT VANDERMERSCH

Europa śledziła pierwszą turę francuskich wyborów z zapartym tchem i w napięciu będzie też oczekiwała, kto ostatecznie zasiądzie w Pałacu Elizejskim. Stawką w tych wyborach jest także przyszłość Unii Europejskiej i miejsce Francji we Wspólnocie, której jest współzałożycielką. Eurosceptyczna Le Pen czy euroentuzjastyczny Macron?

 

Front Narodowy Marine Le Pen jest partią skrajnie prawicową, wrogą imigrantom, niechętną Unii Europejskiej. Na wiecach wyborczych Le Pen zapowiadała, że podejmie "walkę z potopem imigracji" i "wydobędzie Francję z więzienia UE". W obecnej kampanii sondaże bardzo długo wskazywały na zwycięstwo w pierwszej turze liderki FN, która wyraźnie wyprzedzała wszystkich konkurentów. Zamiar głosowania na nią deklarowało aż 28 proc. badanych. Na tydzień przed pierwszą turą wyborów w sondażowych deklaracjach wyprzedził ją odrzucający podział na lewicę i prawicę Macron.

 

Marine Le Pen od początku zapowiadała wyjście Francji ze strefy Schengen i referendum w sprawie pozostania w UE, ale starała się o łagodne sformułowania. Pod wpływem nieprzychylnych sondaży uznała, że pomóc jej może powrót do radykalnego stylu i tradycyjnych tematów FN: walki z imigracją i bezpieczeństwa. Na tydzień przed pierwszą turą, rezygnując z poprawności politycznej, piętnowała muzułmanów i zapowiedziała, że aż do ustalenia nowych, o wiele ostrzejszych reguł wstrzyma wszelką imigrację, również legalną.

 

Sondaże przedwyborcze wskazywały, że w drugiej turze Macron zdecydowanie pokona szefową Frontu Narodowego. Ten centrowy polityk podkreśla, że Francuzi potrzebują Europy. "Wzmocnimy sojusz z Niemcami, by odbudować Europę naszych ambicji" – zapowiadał na jednym z wieców wyborczych Macron, który określa się jako "kandydat postępu". "Nie będziemy się bać ani przez chwilę, (...) bo budujemy przyszłość w Europie, którą wzmocnimy. Nie pozwolimy, by cywilizowany świat się rozpadł; jesteśmy za to odpowiedzialni" - mówił.

 

Startujący jako kandydat niezależny Macron, były minister gospodarki w rządzie socjalistycznym, uważa, że trzeba rozmawiać z Rosją, bo jest to wielki kraj, ale nie przymykając oczu na przypadki łamania praw człowieka. "Będziemy dbać o nasze bezpieczeństwo, ale broniąc naszych wartości" - zapowiedział.

 

Agencja Associated Press napisała w jednym z komentarzy, że francuskie wybory prezydenckie są postrzegane jako papierek lakmusowy, mający dać odpowiedź na pytania o przyszłość Europy i postępy populizmu na całym świecie. Reuters też podjął ten wątek, pisząc, że wynik wyborów pokaże, czy "populistyczna fala, na której Wielka Brytania zagłosowała za opuszczeniem UE, a Donald Trump został wybrany na prezydenta USA, wciąż rośnie, czy też zaczyna opadać".

 

W każdym razie - jeśli potwierdzą się wyniki sondaży exit poll - zasadniczo zmieni się francuski krajobraz polityczny, zdominowany od 60 lat przez mainstreamowe ugrupowania centrolewicy i centroprawicy - pisze Reuters.

 

(PAP)