Filmowy Reksio uczy libańskie dzieci, jak chronić bociany

Filmowy Reksio uczy libańskie dzieci, jak chronić bociany
Plushy/Creative Commons

 

Liban to jeden z tych krajów śródziemnomorskich, w których ginie największa liczba ptaków podczas corocznej migracji. Na ptaki - głównie drapieżne i bociany - urządzane są polowania. Ptaki zabija się głównie dla sportu albo uśmierca po to, by je potem zjadać.
 
"Aby to zmienić, potrzebna jest praca u podstaw, edukacja" - powiedział PAP lider siedleckiej Grupy EkoLogicznej, dr Ireneusz Kaługa, który od lat zajmuje się ochroną i obrączkowaniem bocianów. W końcu kwietnia odbył w szkołach w Libanie serię spotkań, poświęconych ochronie bociana białego.
 
Akcję edukacyjną wsparła Ambasada RP w Bejrucie i pozarządowa organizacja ekologiczna T.E.R.R.E Liban, a także polscy miłośnicy bocianów, którzy pomogli sfinansować wykupienie praw do publicznych wyświetleń "Reksia" w Libanie i powielić płyty.
 
Prelekcji na temat bociana (z pokazem slajdów) wysłuchało w sumie ponad tysiąc uczniów. Żelaznym punktem tych spotkań był pokaz filmu "Reksio i Bocian" - jednego z odcinków kultowej serii filmów rysunkowych, w których Reksio ratuje rannego w skrzydło ptaka. Uczniowie i nauczyciele otrzymali również płyty z tym filmem.
 
"Dzieci libańskie fantastycznie reagują. Oglądały film z otwartymi ustami, a kiedy Reksio spadał z latawca albo cieszył się, że bociany mają gniazdo - śmiały się i żywiołowo reagowały. Po prelekcji zadawały dużo pytań: kiedy bociany przylatują do Polski, ile czasu wysiadują jaja, ile młodych mają w gniazdach, czy gnieżdżą się tylko raz..." - relacjonuje dr Kaługa.
 
Podczas prelekcji okazało się, że wśród uczniów na sali są również dzieci, których rodzice strzelają do bocianów. "Po jednym ze spotkań przyszedł do nas chłopak i powiedział, że jak wróci do domu - to powie, że do bocianów nie wolno strzelać, bo Polacy je chronią i czekają na nie co roku na wiosnę, że Polacy kochają bociany tak samo, jak mieszkańcy Libanu cedry (drzewa obecne w kulturze Libanu, a nawet w jego godle - PAP)" - opowiadał przyrodnik.
 
Najwięcej migrujących ptaków ginie na północy kraju. Ale i tam działają ludzie, którzy chcą pomagać - zaznaczył Kaługa. "Liban to kraj pełen wzgórz i wąwozów - bardzo malowniczych, ale też stwarzających świetne warunki dla ludzi, którzy strzelają. Niemal wszędzie, gdzie się zatrzymywaliśmy, leżały miliony łusek. Znaleźliśmy też miejsce, gdzie ktoś zostawił dziesięć zabitych ptaków drapieżnych. Były to gadożery, kanie czarne, orzełki włochate, same rzadkie gatunki" - opowiadał ornitolog.
 
Przyrodnicy odwiedzili też człowieka, który za własne pieniądze buduje woliery i ratuje kontuzjowane ptaki - często właśnie postrzelone, które przeżyły. "W wolierach były orzełki włochate, orliki krzykliwe, kanie rude i czarne, błotniaki stawowe, myszołowy zwyczajne i myszołowy wschodnie, w większości same rzadkości - gatunki, które migrują przez terytorium Libanu. Było też kilkanaście bocianów" - powiedział Kaługa.
 
Polski przyrodnik uważa, że warto walczyć o ochronę bocianów, a edukacja dzieci to tylko jedna z możliwości. "Prowadzimy edukację poprzez dzieci, które zaniosą do domu płyty, a być może zaczną o tym rozmawiać z rodzicami. Byłoby świetnie, gdybyśmy sami mogli się z rodzicami spotkać" – powiedział. Jak dodał, pomysłów nie brakuje. Na przykład takich, by dzieci z określonych szkół przyjechały do Polski latem na obrączkowanie bocianów.
 
"Kiedy mieliśmy wracać do Polski - okazało się, że chcą się z nami spotkać libańscy myśliwi! I właśnie w tym kierunku należy iść. Trzeba z nimi rozmawiać, poszerzać edukację o kolejne grupy - samorządowców, myśliwych, a jeśli to możliwe, przy wsparciu ambasady – nawet o wojskowych, którzy również chętnie do ptaków strzelają. Trzeba im mówić wprost, że to, co robią, jest złe. Ci ludzie potrzebują bardzo konkretnej wiedzy. Trzeba przygotować materiały - pokazywać akty prawne mówiące o tym, że bocian to gatunek chroniony, także na terenie Libanu" - wskazał dr Kaługa. Jak dodał, działania edukacyjne warto skoncentrować tam, gdzie ginie najwięcej ptaków - w północnym Libanie, na granicy z Syrią.
 
"Jedna wizyta to za mało, by był efekt; to działanie zakrojone na lata. Świata nie zmienimy, ale małymi krokami możemy zrobić choć trochę dobrego. Jestem pełen optymizmu" - podkreślił dr Kaługa.
 
Akcję na rzecz ochrony migrujących ptaków Grupa EkoLogiczna realizuje od 2013 r. w ramach programu "Bociany ponad granicami". Wcześniej, wraz z Ambasadą RP w Bejrucie i organizacją T.E.R.R.E Liban, siedleckie stowarzyszenie zorganizowało w Libanie konkurs fotograficzny na najlepsze zdjęcie migrujących bocianów. Zwycięzca konkursu w nagrodę przyjechał do Polski na obrączkowanie bocianów - obecnie jest członkiem Grupy EkoLogicznej i na miejscu aktywnie prowadzi kampanię na rzecz ochrony migrujących ptaków.
 
 (PAP)