Jędrzejczyk znów zwycięża. "Nikt mi tego pasa nie zabierze"

Brazylijka Andrade przystępowała do walki z Polką jako trzecia zawodniczka rankingu UFC mieszanych sztuk walki w kategorii słomkowej. Zapowiadała, że sprowadzi Jędrzejczyk do parteru, że roztrzaska szklaną szczękę Polki, że sprawi jej więcej kłopotów niż którakolwiek zawodniczka, z którą Jędrzejczyk walczyła w przeszłości. Mistrzyni tonowała te nastroje i zapewniała, że jest świetnie przygotowana i ma plan na każdą ewentualność.

 

Już pierwsza runda pokazała, że nie będzie to łatwa przeprawa, bo 25-letnia bardziej muskularna rywalka szukała okazji do powalenia Jędrzejczyk na ziemię. Ale jej próby spełzły na niczym, bo sprytna i zwinna Polka wychodziła z każdej opresji obronną ręką. "Mam jeszcze sporo do nauczenia. Joanna jest mistrzynią muai thai, więc doświadczenie było dziś po jej stronie” - powiedziała na konferencji po walce Andrade.

 

Olsztynianka kontrolowała przebieg pojedynku w iście profesorski sposób. Trzymała groźnie wyglądającą przeciwniczkę na dystans "częstując" ją celnymi kopnięciami, których w ciągu całej rywalizacji uzbierała ponad 70. Bezradna Andrade wciąż próbowała skrócić dystans i przyprzeć Jędrzejczyk do siatki, lecz polska zawodniczka umiejętnie schodziła jej z drogi i z każdą minutą zyskiwała na pewności siebie.

 

"Na początku okazałam jej zbyt wiele szacunku. Mój narożnik nawoływał mnie do zaryzykowania i tak też uczyniłam w ostatniej rundzie, ale w sumie zrobiłam zbyt mało i zbyt późno" - przyznała Andrade.

 

Po pięciu rundach wspaniałego spektaklu, który oglądało 17 834 widzów (same wpływy z biletów wyniosły 2,66 mln dolarów) sędzia główny podniósł w górę rękę Jędrzejczyk. Polka wygrała każdą rundę i ani przez chwilę jej zwycięstwo nie było zagrożone.

 

Jędrzejczyk: mistrz jest tylko jeden!

 

 

"Jest tylko jeden mistrz - Joanna Jędrzejczyk z Polski! Nikt mi tego pasa nie zabierze! Nikt!" - krzyczała do mikrofonu mistrzyni po ogłoszeniu werdyktu.

 

Chwilę później Andrade, która szybko odzyskała fason, niespodziewanie oświadczyła się swojej partnerce, a Jędrzejczyk triumfalnie wymachiwała biało-czerwoną flagą. Na konferencji przyznała, że była to jej najlepsza walka w karierze i że mimo upływającego czasu czuje się jak nowonarodzona.

 

"Jestem jak ptak wypuszczony z klatki. Czuję w sobie ogień. Teraz udam się na wakacje i odwiedzę Polskę, ale nie mogę się doczekać, kiedy wrócę do pracy z moim teamem. Bo chcę kolejny raz bronić mojego pasa" - podkreśliła.

 

Gdzie i kiedy znowu zobaczymy Polkę w oktagonie, w dużej mierze zależeć będzie od Dany White’a, który nazwał występ Jędrzejczyk "operacją chirurgiczną". Rywalka też pozostaje nieznana, choć wiele wskazuje na to, że może to być Rose Namajunas, numer 4. w rankingu wagi słomkowej, którą w lipcu 2016 pokonała Karolina Kowalkiewicz.

 

"Wygrałam z rankingową +trójką+ - Andrade. Pokonałam +dwójkę+ Kowalkiewicz. Od pierwszej na liście pretendentek Gadelhi okazałam się lepsza dwukrotnie" - wyliczyła Jędrzejczyk, która pobiła podczas walki osobisty rekord w kopnięciach i uderzeniach (225 - wcześniej 220 podczas UFC 193).

 

"Na początku roku mówiłam o tym, że chciałabym stoczyć trzy walki. Więc może pokażę się za miesiąc w Madison Square Garden? Co wy na to? (śmiech) Chciałabym też powalczyć w Polsce. Odpocznę trochę i wszystko się wyjaśni" - dodała.

Być może sporo do powiedzenia będzie mieć też nowy management Polki, agencja Paradigm, która skupia u siebie m.in. Conora McGregora, Michaela Bispinga i Chrisa Weidemana.

 

"To nieprawda, że wybrałam ich ze względu na Conora. Dla mnie liczą się relacje międzyludzkie, a oni są w tym najlepsi w branży. Poprzednio też miałam świetnych trenerów i doradców, ale chcąc wspinać się coraz wyżej trzeba szukać najbardziej optymalnych opcji" - tłumaczyła Polka.

 

Jędrzejczyk, która zaraz po walce dała się sfotografować z pączkiem z czekoladową polewą, tryskała dobrym humorem, ale konferencję opuściła wyraźnie wzruszona i ze łzami w oczach. To wszystko z powodu pytania jednego z dziennikarzy odnośnie opuszczenia American Top Team przez trenera Kami Barziniego. Szkoleniowiec od zapasów, który jest irańskiego pochodzenia, spędził w ATT 10 lat. Podczas UFC 211 po raz ostatni był w narożniku Joanny.

Tomasz Moczeniuk

 

(PAP/Superstacja)