KE rozpocznie procedury wobec krajów, które nie przyjmują uchodźców

Wcześniej Reuters podał powołując się na źródła unijne, że procedura zostanie wszczęta wobec Polski, Węgier oraz Czech. PAP potwierdziła te informacje w KE.

 

Unijny komisarz ds. migracji Dimitris Awramopulos ma we wtorek ogłosić comiesięczny raport na temat realizacji programu relokacji uchodźców z Grecji i Włoch. Miesiąc temu zapowiadał, że jeśli kraje, które nie biorą udziału w relokacji, mimo że nakazuje im to unijne prawo, nie przystąpią do niej do czerwca, KE rozpocznie kroki prawne.

 

"Po pierwsze Komisja jest strażnikiem traktatów. Po drugie unijne prawo musi być stosowane. Pierwszy i drugi punkt prowadzą nas do konkluzji, że Komisja ma monitorować i egzekwować prawo europejskie, a narzędziem, jakie dają jej traktaty, jest procedura o naruszenie prawa" - powiedział rzecznik KE.

 

Według informacji PAP w środę ma zostać wysłany formalny list, który jest rozpoczęciem procedury wobec kraju członkowskiego. Rzecznik KE podkreślał, że szef Komisji Jean-Claude Juncker w sobotnim wywiadzie dla tygodnika "Der Spiegel" zapowiadał, iż KE zajmie się tą sprawą w tym tygodniu. "Decyzje w sprawie naruszeń są przyjmowane razem jako pakiet; następny pakiet ma być przyjęty w środę" - zaznaczył Winterstein.

 

Polskie władze konsekwentnie sprzeciwiają się systemowi obowiązkowej relokacji uchodźców, wskazując, że mechanizm ten jest nieefektywnym narzędziem radzenia sobie z problemem migracji.

 

Nie zgadzamy się z szantażem, że jeśli nie przyjmiecie migrantów, to będziecie karani finansowo, zostaną wam odcięte fundusze europejskie; nie można tych kwestii łączyć, ponieważ subsydia europejskie wynikają m.in. z traktatów - powiedział w poniedziałek na konferencji prasowej szef MSZ Witold Waszczykowski.

 

Zdaniem szefa MSZ "nie można tych kwestii łączyć, ponieważ subsydia europejskie wynikają z traktatów, wynikają z porozumień dotyczących współpracy gospodarczej". Fundusze te - dodał - są zarazem "kompensatą dla państw słabszych, ekonomik słabszych za otwarcie swojego rynku na silne, wielkie i dominujące ekonomie państw zachodniej Europy".

 

Szef MSWiA Mariusz Błaszczak w poniedziałek po spotkaniu ministrów spraw wewnętrznych V4 mówił natomiast, że zapowiedzi dotyczące ukarania państw Grupy Wyszehradzkiej za nieprzyjmowanie uchodźców są bezpodstawne; polityka bezpieczeństwa jest polityką krajową, nie europejską.

 

"Mamy świadomość tego, że Komisja Europejska przedstawia różne groźby w stosunku do nas, ale jesteśmy solidarni. Uważamy, że Komisja Europejska nie ma racji. Uważamy, że zapowiedzi dotyczące ukarania państw z Grupy Wyszehradzkiej są bezpodstawne. Uważamy, że polityka bezpieczeństwa jest polityką krajową; nie jest polityką europejską" – powiedział minister. "My stoimy na straży bezpieczeństwa naszych państw. Ja – na straży bezpieczeństwa Polski, moi koledzy, panowie ministrowie, na straży bezpieczeństwa swoich krajów" – dodał.

 

Szef MSWiA przekazał, że tematem rozmów było m.in. "funkcjonowanie migracyjnego mechanizmu kryzysowego". "To jest koordynacja naszych wysiłków w sprawie pomocy tym, którzy są uchodźcami poza granicami Unii Europejskiej. Uważamy, że taka pomoc jest bardziej efektywna, bardziej skuteczna, niż przyjmowanie tych ludzi do UE" – dodał.

 

Z ostatniego, majowego raportu KE wynika, że Węgry, Polska i Austria jako jedyne nie dokonały relokacji ani jednej osoby. Natomiast Czechy, po relokowaniu niewielkiej liczby przestały brać udział w programie. Według źródeł PAP Komisja nie zamierza wszczynać procedury wobec Austrii, bo kraj ten zaczął podejmować zobowiązania dotyczące relokacji.

 

We wrześniu 2015 roku państwa członkowskie UE zgodziły się na przeniesienie 160 tys. uchodźców z Włoch oraz Gracji; termin na zakończenie działań wyznaczono na wrzesień 2017 roku. Dotychczas około 20 tys., czyli nieco ponad 12 proc. ustalonej liczby osób, zostało faktycznie przeniesionych.

 

Rozpoczęcie procedury o naruszenie prawa UE może prowadzić w konsekwencji do kar finansowych dla kraju członkowskiego. Aby do tego doszło, musi zostać zakończona kilkuetapowa procedura w KE, a sprawa zostać rozstrzygnięta przez Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu. Batalia jest jednak długa, a kary - choć potencjalnie dotkliwe - możliwe byłyby najwcześniej za kilka lat.

 

(PAP)