Pszczółka Maja, 300 reprywatyzacji rocznie i grzywna za odmowę składania zeznań, czyli pierwsza rozprawa komisji weryfikacyjnej

Pierwszym świadkiem komisji był Krzysztof Śledziewski - były urzędnik stołecznego ratusza. Śledziewski zeznawał w sprawie dotyczącej nieruchomości przy Twardej 8 i 10. W efekcie reprywatyzacji z działki na Śródmieściu musiało przenieść się (na Mokotów) jedno ze stołecznych gimnazjów. Przyznał, że pozostaje w sporze sądowym z władzami miasta po tym jak został zwolniony z ratusza; żąda odszkodowania. Według świadka tzw. "góra" w stołecznym ratuszu oczekiwała 300 decyzji reprywatyzacyjnych rocznie; Hanna Gronkiewicz-Waltz raz zaingerowała w decyzję; przez pewien okres prezydent osobiście nadzorowała Biuro Gospodarki Nieruchomościami. 

 

Podczas przesłuchania Śledziewski powiedział, że 90 proc. decyzji reprywatyzacyjnych w ratuszu było wydawanych dla prawowitych spadkobierców ludzi, którzy np. zginęli w Katyniu, represjonowanych, "ale była też grupa ludzi, która traktowała reprywatyzację biznesowo". Jak mówił wiedzieli o tym wszyscy, którzy widzieli dokumenty.

 

Drugim wezwanym świadkiem była Gertruda Jakubczyk-Furman - była naczelnik wydziału spraw dekretowych BGN. Jakubczyk-Furman po stawieniu się przed komisją wniosła o zmianę swego statusu - ze świadka na stronę w postępowaniu administracyjnym. Jej pełnomocnik Łukasz Chojniak argumentował, że sytuacja Jakubczyk-Furman jest specyficzna, ma ona postawiony zarzut w postępowaniu karnym, dotyczącym tzw. deliktu urzędniczego przy sprawowaniu czynności związanych z procedurą reprywatyzacyjną i zeznawanie w charakterze świadka mogłoby naruszyć jej interes prawny. Komisja w głosowaniu nie zgodziła się na zmianę jej statusu - siedmiu członków było przeciw, a dwóch się wstrzymało.

 

Wówczas wezwana złożyła oświadczenie, w którym w całości odmówiła zeznań przed komisją. Eksperci prawni komisji stwierdzili jednak, że w postępowaniu administracyjnym nie ma możliwości odmowy zeznań w całości, można jedynie odmówić na poszczególne pytania. Wskazano też, że można ukarać grzywną świadka za bezzasadną odmowę zeznań. Komisja przeprowadziła głosowanie, w którym pięciu z dziewięciu jej członków poparło ukaranie Gertrudy Jakubczak-Furman grzywną w wysokości 3 tys. zł. 

 

Trzecim świadkiem był Jerzy Mrygoń - były p.o. wicedyrektor Biura Gospodarki Nieruchomościami. 

 

Mrygoń był pytany przez przewodniczącego komisji Patryka Jakiego, czy jako radca prawny w BGN uważa, że reprywatyzacja Twardej 8, którą podpisał z upoważnienia prezydent Warszawy, była zgodna z prawem. "W moim przekonaniu decyzja, którą podpisałem była w stanie prawnym i faktycznym znanym organowi była prawidłowa" - odparł świadek; wcześniej nazwał ją wręcz "wzorową". Na pytanie, czy decyzję reprywatyzacyjną podjął bez nacisków, świadek odparł: "nie otrzymałem fizycznego polecenia podpisania tej decyzji. Podpisy, które składałem, pełniąc obowiązki zastępcy dyrektora BGN, składałem w moim przekonaniu świadomie".

 

Mrygoń podkreślał, że czymś normalnym jest zaufanie do dokumentów urzędowych: aktów sporządzonych przez notariusza - wykonującego zawód zaufania publicznego, dokumentów z pieczęcią z orłem w koronie, a także do decyzji niezawisłego sądu, ustanawiającego kuratora nieruchomości. "Musimy o tym pamiętać" - mówił. "A czy - przepraszam bardzo - gdyby z panem Marcinkowskim akt notarialny podpisała Pszczółka Maja to też by pan to przyjął?" - pytał Jaki. "Gdyby Pszczółka przedłożyła dokument tożsamości i złożyła zgodne ze stanem faktycznym oświadczenie, a notariusz by to potwierdził to tak" - odparł Mrygoń. Pełnomocnik Marcinkowskiego mec. Marek Gromelski apelował do Jakiego, by unikał takich "niestosownych" wypowiedzi. Wcześniej Jaki mówił, że dopiero po wybuchu afery reprywatyzacyjnej miasto zaczęło pieczołowicie analizować dokumenty, a wcześniej przyjmowano nawet "lipne" akty notarialne.

 

Mrygoń zaprzeczał by w BGN była norma by wydawało ono 300 spraw rocznie. "Jeżeli przyjąć średni czas po zgromadzeniu dokumentów potrzebny na opracowanie projektu decyzji (...) to można przyjąć, że taki pracownik był średnio w stanie przygotować projekt decyzji raz na miesiąc, raz na półtora miesiąca, to daje nam liczbę do 200 projektów decyzji rocznie" - ocenił świadek.

 

Mrygoń był trzecim świadkiem przesłuchanym przez komisję - jego przesłuchanie było najdłuższe, trwało prawie 5 godzin. Szef komisji Patryk Jaki zarządził przerwę do 29 czerwca.

 

Na czwartkową rozprawę jest wezwany Marcin Bajko, b. urzędnik ratusza oraz - jako strony postępowania - Maciej Marcinkowski (według komisji, "ze względu na dobro śledztwa część rozprawy z udziałem Macieja Marcinkowskiego zostanie utajniona") i prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz–Waltz (która nie stawiła się w poniedziałek informując o skierowaniu do NSA wniosku o rozstrzygnięcie sporu kompetencyjnego ws. komisji).

 

Jaki podał, że pismo pani prezydent wpłynęło do komisji i - po skserowaniu go oraz przedłożeniu wszystkim członkom komisji - będzie rozpoznane na kolejnym posiedzeniu.

 

(PAP)