Trener Bresnik: Janowicz jest trudny, ale nie jest "złym chłopcem"

Trener Bresnik: Janowicz jest trudny, ale nie jest złym chłopcem
si.robi/CC
Polska Agencja Prasowa: Jerzy Janowicz nie należy do potulnych i spokojnych zawodników. Niektórzy zaliczają go do grona "złych chłopców". Lubi pan pracę z takimi graczami?
 
Guenter Bresnik: Bycie jego trenerem to wyzwanie, ale nie nazwałbym go złym chłopcem. Jest trudny, ale... dobrzy zawodnicy przeważnie tacy są i mi to nie przeszkadza. To, co najbardziej lubię u Jerzego to jego dobra gra, świetny serwis, naprawdę niezły sposób poruszania się po korcie mimo swoich warunków fizycznych (203 cm wzrostu - PAP). Byłem pod wrażeniem, jak ćwiczył w grudniu na obozie przygotowawczym przed sezonem na Teneryfie. Pracował równie ciężko jak reszta chłopaków. Dawał z siebie bardzo dużo. Wiem, że jego reputacja nie jest pod tym względem tak dobra jak praca, którą wówczas wykonał.
 
PAP: Powiedział pan, że Polak jest trudny. Na czym to zatem polega?
 
G.B.: Wypytuje o wszystko. Jest pod tym względem wymagający. To naprawdę bystry gość i nie zadaje głupich pytań. Niektórzy jednak nie są przygotowani, by odpowiadać na nie i dla nich to problem. Dla mnie nie stanowi to kłopotu. Wyjaśniam mu, o co mi chodzi, on to rozumie i sprawa załatwiona. Ale prawda jest taka, że on nigdy nie zaakceptuje czegoś bez wyjaśnienia. Rozmawialiśmy o tym.
 
PAP: To była rozmowa czy raczej sprzeczka?
 
G.B.: Nie wdaję się w sprzeczki. Mówię zawsze, że jeśli ktoś ma zastrzeżenia czy wątpliwości, to ok, ale jeśli pytasz kogoś o radę, a nawet płacisz za otrzymanie jej, a potem go nie słuchasz, to chyba to nie jest to, czego potrzebujesz. Jerzy pytał o wskazówkę, dostawał ją i akceptował.
 
PAP: Jakiego rodzaju pytania zadawał?
 
G.B.: Gdy ćwiczyliśmy coś, to pytał: "Dlaczego to robimy, dlaczego taka, a nie inna praca stóp, dlaczego taki ruch". Po pewnym czasie to ustało, pewnie dostał dobre uzasadnienie. Dla mnie ważne było tylko, by omawiać to po treningu, a nie w trakcie, bo nie lubię przerywać zajęć na rozmowy.
 
PAP: Nieraz usłyszeć i przeczytać można było opinie, że Janowicz nie jest wystarczająco skupiony na tenisie, a zbyt dużo czas poświęca np. na gry komputerowe...
 
G.B.: Ja nie mogę pod tym względem narzekać. Słyszałem też o tym wielokrotnie, ale za każdy razem, gdy wspólnie pracowaliśmy, to był bardzo skupiony. Zawsze pytał, kiedy będzie kolejny trening i przychodził 15-20 minut przed zajęciami. Zawsze jednak mówię, że w moim przypadku to jest proste, bo jestem już starszym trenerem i ludzie mnie szanują. Mam znacznie łatwiej pod tym względem niż szkoleniowcy, którzy dopiero co skończyli 30 lat.
 
PAP: Powiedział pan, że Polak nie jest "złym chłopcem", ale spokojny też nie jest. Nieraz zdarza mu się rzucać rakietą o kort podczas meczu i wdawać w dyskusje z sędziami czy... kibicami. Ma też konflikt z niektórymi dziennikarzami. Zdaniem niektórych niepotrzebnie traci w ten sposób energię i gromadzi w sobie negatywne emocje...
 
G.B.: Nie zajmuję się tym, co się dzieje poza kortem. Powtarzam zawsze, że lubię zawodników, którzy nie są zbyt introwertyczni. Jerzy jest bardzo ekspresyjny. Jest w nim wiele emocji i ludzie chcą to zobaczyć. Oczywiście nie chodzi tu o negatywne sprawy, ale tacy gracze przyciągają kibiców do tenisa i dzięki nim nieraz może być naprawdę zabawnie.
 
PAP: Niedawno Janowicz startował w dwóch challengerach. Pan ostatnio miał okazję oglądać go w grze o stawkę podczas Wimbledonu, gdzie po raz pierwszy od dwóch lat dotarł do trzeciej rundy w Wielkim Szlemie. Nad czym szczególnie powinien popracować w najbliższych tygodniach?
 
G.B.: Jerzy przypomniał w Londynie, że stać go na wspaniałą grę. Bardzo dobrze spisał się w pierwszej rundzie z Denisem Shapovalovem, popisowo zagrał w drugiej z Francuzem Lucasem Pouille. Uważam, że pokazał tam, iż gra na poziomie czołowej "50" rankingu, a potencjał ma jeszcze większy. Oczywiście, wciąż może popracować jeszcze nieco nad prędkością serwisu w niektórych momentach, poruszaniem się i dojściem do siatki oraz wyborem zagrań. W spotkaniu trzeciej rundy z Francuzem Benoit Paire'em, mając "break pointa", zagrał skrót. To nie była dobra decyzja, bo daje się okazję rywalowi. Grając z czołówką powinna działać w takim wypadku automatyka, a nie zastanawianie się nad wyborem rozwiązania.
 
PAP: Janowicz zapowiedział, że przeprowadzi się do Wiednia. Uważa pan, że taki ruch i częstsze treningi z pana podopiecznym Dominikiem Thiemem są niezbędne, by wrócił do Top100?
 
G.B.: Nawet po przeprowadzce nie byłoby pewne, że będzie trenował niemal codziennie z Dominikiem. Jeśli Jerzy wróci do "100" czy nawet "70" światowej listy, to wtedy będzie miał zbliżony kalendarz do Thiema i będzie spędzał z nim więcej czasu. Dobrze na pewno będzie jednak, jeśli spędzi z nim kilka tygodni na koniec roku i podczas przygotowań do następnego sezonu. Przeprowadzka może być ważna z innego powodu. Wiem, że nie jest łatwo znaleźć sparingpartnerów w Polsce. W Wiedniu, w moim klubie, trenuje wielu dobrych zawodników, więc będzie miał się z kim mierzyć.
 
Rozmawiała: Agnieszka Niedziałek 
 
(PAP)