Gronkiewicz-Waltz: to komisja weryfikacyjna wskazała, że grzywnę ma zapłacić organ, nie osoba

Gronkiewicz-Waltz: to komisja weryfikacyjna wskazała, że grzywnę ma zapłacić organ, nie osoba
PAP/Jakub Kamiński

Komisja weryfikacyjna w sumie cztery razy ukarała prezydent Warszawy grzywnami za niestawiennictwo na jej rozprawach. W sumie chodzi o 12 tys. zł.

 

"Jak posłuchałam ministra (Patryka) Jakiego, to ręce opadły" - powiedziała Gronkiewicz-Waltz na zwołanej w piątek konferencji prasowej. "Po pierwsze (Jaki-PAP) mija się z prawdą, to jeszcze mija się z prawem, tak naprawdę to oni wyznaczyli, kto ma płacić tę grzywnę, to komisja napisała, że dotyczy to prezydenta Warszawy. W tym postanowieniu nie ma nawet mojego nazwiska, czyli nie osoba, tylko funkcja ma płacić tę grzywnę" - oceniła.

 

Przyznała, że z tytułu niewydawania decyzji dekretowych zawsze płacił prezydent. Według niej, od 2012 roku ratusz zapłacił 500 tysięcy zł.

"Ale on sam (Jaki-PAP) napisał i podpisał się pod tym postanowieniem, że to ma płacić prezydent, jakikolwiek prezydent, nieważne jakie ma nazwisko. Po prostu prezydent m.st. Warszawy" - stwierdziła. "Ja nie mam podstawy prawnej (by płacić grzywnę - PAP)" - powiedziała. Według niej komisja również nie ma podstawy prawnej, by na rachunek Ministra Sprawiedliwości te pieniądze przyjąć. "Ani to nie jest kara dla miasta, ani to nie jest kara dla osoby" - oceniła prezydent.

 

Gronkiewicz-Waltz stwierdziła również, że komisja wprowadziła ją w błąd informując jak może odwołać się od decyzji o grzywnach. Według niej najpierw napisano jej, że odwołanie od grzywny składa się do komisji, a potem że do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. "Sama komisja niech się trochę zorientuje, co pisze, do kogo pisze i jakie ma kompetencje" - dodała.

 

"Ponieważ złożyliśmy do WSA odwołanie, w związku z tym to sąd administracyjny, nie komisja, nie ja i nie prezydent, zdecyduje, kto ma zapłacić i czy ma w ogóle płacić" - powiedziała. Podkreśliła również, że "nie będzie wpadek pana (Patryka) Jakiego traktowała w sposób ulgowy". "Niech on się trochę nauczy. Ja rozumiem, że to potrwa, bo on jest politologiem z wykształcenia i na prawie się w ogóle nie zna. Dlatego uważa, że jak jest +wola polityczna+ to takie jest prawo" - zaznaczyła. "Tak jeszcze nie jest" - dodała.

 

Powołała się też na pismo od komisji, w którym jej zdaniem nie ma zapisu imiennego. Po konferencji dokument opublikowała na Twitterze. Odpowiedział na to członek komisji z ramienia Prawa i Sprawiedliwości - Sebastian Kaleta. "Z tego co mi wiadomo, to Warszawa ma jednego Prezydenta i jest to Pani HGW (Hanna Gronkiewicz-Waltz - PAP). Chyba, że w międzyczasie złożyła mandat, bo nie zauważyłem". Dodał, że prezydent ucięła w internetowej publikacji część dokumentu, w którym jest wymieniona z nazwiska.

 

W piśmie opublikowanym przez Kaletę czytamy: "Postanowieniem z dnia 26 czerwca 2017 r., Komisja uznając, że strona Prezydenta m.st. Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz pomimo wezwania nie stawiła się na rozprawę, ukarała ją grzywną w wysokości 3000 zł".

 

Odniosła się też do zastrzeżeń przewodniczącego komisji, że w jej imieniu, na rozprawach stawiają się profesjonalni prawnicy, którzy nie są zatrudnieni przez ratusz. Zaznaczyła, że biuro prawne urzędu miasta "jest bardzo skromne" i liczy 44 radców prawnych. "Tylko do trudnych spraw wynajmujemy prawników z zewnątrz" - zastrzegła Gronkiewicz-Waltz. Według niej "byłoby niefrasobliwością, gdyby tego nie robili".

 

"Komisja weryfikacyjna ma charakter precedensowy, więc tym bardziej musimy mieć profesjonalnych, zewnętrznych fachowców, prawników" - powiedziała. Zapewniła, że faktury za usługi prawników nie są duże i przytoczyła fakt, że jedna z faktur opiewa na 30 tysięcy złotych.

 

Hanna Gronkiewicz-Waltz odniosła się też do decyzji komisji weryfikacyjnej w sprawie działki przy ul. Siennej 29. Komisja odmówiła przyznania prawa użytkowania wieczystego biznesmenowi Maciejowi M. Oceniła, że prezydent zmierzała do osiągnięcia z góry założonego celu inwestycyjnego.

 

Szef komisji Patryk Jaki uzasadniał, że prezydent stolicy ustaliła nieprawidłowy krąg osób uprawnionych do roszczeń wobec połowy działki, przysługujących pierwotnie Rubinowi Oppenheimowi. Według komisji nie podjęła ona żadnych czynności zmierzających do ustalenia jego spadkobierców.

 

"Pan Patryk Jaki zapomniał o jednej rzeczy, że nic tam nie można wybudować w postaci nie tylko jakiegokolwiek budynku, ale również wieżowca. Ta działka, ponieważ my nie zgodziliśmy się na przyłączenie, jest za mała w stosunku do wymogów planu miejscowego. W związku z tym cała narracja na temat planu miejscowego i tego stanu na dzisiaj, to jest oczywiście tylko narracja i insynuacje" - dodała.

 

Zapytana przez dziennikarzy co jako prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz zrobiła w tej sprawie powiedziała, że "to jest pytanie tak naprawdę do osób, które pracowały nad decyzją". "Przede wszystkim do pana (Krzysztofa) Śledziewskiego (byłego pracownika Biura Gospodarki Nieruchomościami-PAP), który był świadkiem komisji. On był tą pierwszą osobą, pierwszą instancją, która przygotowywała i analizowała dokumenty" - powiedziała.

 

Oceniła, że komisja weryfikacyjna ma charakter polityczny; a jej celem jest "wypromowanie kandydatów na kandydatów, na prezydenta Warszawy".

 

Dodała, że "komisja weryfikacyjna lekceważy też ewidentny spór kompetencyjny toczący się przed NSA" i - jak stwierdziła - "nic sobie z tego nie robi". Pod koniec czerwca prezydent Warszawy poinformowała, że ratusz złożył wniosek do NSA w Warszawie o rozstrzygnięcie sporu kompetencyjnego. Jak uzasadniała, w Polsce są obecnie dwa organy powołane do rozstrzygania spraw reprywatyzacyjnych: komisja oraz prezydent miasta i w związku z tym nie ma możliwości, by prezydent był stroną w komisji. Gronkiewicz-Waltz już wcześniej mówiła, że do czasu rozstrzygnięcia tego sporu przez NSA komisja powinna zawiesić swoje działania.

 

(PAP)