Frustracja społeczno-ekonomiczna to jeden z powodów terroryzmu

Frustracja społeczno-ekonomiczna to jeden z powodów terroryzmu
fot.PAP/EPA
"Przypuszczam, że Unię Europejską czeka poważna dyskusja, gdzie będziemy świadkami podziałów między tymi, którzy są za polityką otwartych drzwi, a tymi którzy uważają, że należy bardziej kontrolować przepływ ludności do Unii Europejskiej" - powiedział dr Bartosz Rydliński, politolog z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.
 
"Przypuszczam również, że doświadczenia brytyjskie mogą być inspiracją dla tych państw, które są zwolennikami tego, żeby chronić jednak swoich obywateli. Wielka Brytania powiedziała, że brat i ojciec zamachowca z Manchesteru nie mają prawa wstępu do Wielkiej Brytanii, czeka ich po prostu więzienie za to, że wiedzieli o zamachu i nie powiadomili odpowiednich służb. Przypuszczam, że jest to jeden ze scenariuszy, który może być w przyszłości na agendzie Unii Europejskiej" - zauważył Rydliński.
 
Zdaniem politologa, "to nie chodzi o przyjmowanie czy nieprzyjmowanie uchodźców". "Trzeba bardziej zastanowić się jaką politykę stosować względem asymilacji mniejszości muzułmańskiej w państwach europejskich. Na pewno otwarcie rynku pracy. Można powiedzieć, że frustracja społeczno-ekonomiczna to jeden z powodów terroryzmu" - tłumaczył.
 
Dodał też: "przypuszczam, że państwa muszą traktować tych muzułmanów, którzy chcą być na rynku pracy jako pełnoprawnych obywateli". Jego zdaniem muszą oni mieć pełne prawa społeczno-ekonomiczne, których - jak powiedział - "na przykład we Francji nie mają. Wiemy, że biali Francuzi mają większe szanse na rynku pracy niż muzułmanie".
 
"Możemy powiedzieć, że w Belgii i we Francji mamy do czynienia nie tyle z polityką multikulturowości, ile z polityką asymilacji. Tyle, że ci muzułmanie byli często zamykani w takich społeczno-ekonomiczno-politycznych i religijnych gettach. Zarówno w Brukseli jak i w Paryżu ich adres definiował ich szanse życiowe. Albo brak tych szans" - ocenił politolog i dodał: "im dalszy numer dzielnicy, tym ciężej było nawet dobrze wykształconym muzułmanom dostać się na rynek pracy, na dobre miejsce w biznesie czy w nauce, czy w administracji".
 
Rydliński uważa, że państwo musi oddziaływać na tych obywateli, żeby mieli oni większe szanse. "Być może trzeba stworzyć programy pilotażowe, żeby te mniejszości włączać na rynek pracy, bo jeżeli te osoby ciągle czują się inne, gorsze - z tego bierze się frustracja" - stwierdził. Jak mówi - jest to miejsce dla "oszołomów radykalnego islamu". "Te osoby sfrustrowane, zgubione, wyalienowane wchodzą pod skrzydła tych imamów i późnej uczą się swoich radykalnych postaw i nienawiści do swoich współobywateli innego koloru skóry i innego wyznania" - powiedział.
 
"W jakimś sensie możemy powiedzieć, że to ekonomia jest kluczem do tego. Również państwo opiekuńcze, wyrównywanie szans w dostępie do przedszkoli, żłobków, dobrych szkół, uniwersytetów. To jest, można powiedzieć jedna z odpowiedzi na ten kryzys, który obserwujemy w Europie" - ocenił.
 
Dr Rydliński uważa też, że sami muzułmanie powinni współpracować z rządami krajów, w których żyją.
 
"Dobrze też, żeby muzułmanie, którzy są w polityce europejskiej, potrafili się po pierwsze odciąć od zamachów, a po drugie stać na straży ochrony interesów swoich współbraci i swoich współsióstr, bo nikt nie powiedział, że nie załatwimy problemów muzułmanów bez muzułmanów. Oni musza być częścią rozwiązania systemowego w Unii Europejskiej" - podsumował. 
 
(PAP)