Indie: prawie 30 zabitych podczas protestów przeciwko skazaniu guru

Podczas zamieszek w mieście Pańćkula koło Ćandigarh zwolennicy skazanego Gurmeeta Ramy Rahima Singha podpalali budynki, wywracali i palili samochody oraz atakowali ekipy telewizyjne transmitujące protest.

 

Policja próbowała użyć armatek wodnych, by rozpędzić agresywny tłum; rzecznik guru z kolei zaapelował o zachowanie spokoju.

 

Jak podaje "Hindustan Times", w Pańćkuli zginęło już 29 osób.

 

Agencja AP, powołując się na głównego lekarza państwowego szpitala cywilnego w Pańćkuli, informuje także o setce rannych.

 

Do rozpędzenia tłumu wysłano 15 tys. policjantów i wojskowych z formacji paramilitarnych. Funkcjonariusze użyli armatek wodnych, gazu łzawiącego i strzelali w powietrze, próbując powstrzymać tłum przed niszczeniem wozów transmisyjnych i pojazdów policyjnych.

 

Protesty dotarły nawet do Delhi, gdzie podpalono kilka autobusów oraz dwa puste wagony kolejowe. W kilku dzielnicach tymczasowo zakazano zgromadzeń publicznych.

 

Gurmeet Ram Rahim Singh, wielbiony przez swoich zwolenników przywódca grupy Dera Sacha Sauda, został uznany przez sąd w Pańćkuli za winnego zgwałcenia dwóch wyznawczyń w 2002 r. w siedzibie organizacji w mieście Sirsa. Guru zaprzecza tym oskarżeniom.

 

Grupa, która według swojego przywódcy ma ponad 50 mln zwolenników, popularyzuje wegetarianizm oraz prowadzi kampanie przeciwko uzależnieniu od narkotyków. Pomaga też biednym parom w organizacji wesel, czym zdobywa sobie popularność niezamożnych indyjskich mas.

 

Sekta Dera Sacha Sauda nie jest jedyną tego rodzaju organizacją. Liderzy podobnych grup w Indiach często mają nawet własne broniące ich małe armie.

 

Sam Singh, który oprócz tego, że jest duchowym liderem, działa także jako producent, reżyser i scenarzysta filmów, w których występuje jako bohater. Wyrok w jego sprawie zostanie najprawdopodobniej ogłoszony jeszcze przed końcem sierpnia.

 

(PAP)