Zadanie wykonane. Polska pokonała Kazachstan 3:0

Polscy piłkarze przystąpili do meczu z Kazachstanem trzy dni po wyjazdowej porażce 0:4 z Danią. Terminarz eliminacji ułożył się dla nich znakomicie - mogli szybko zrehabilitować się za występ w Kopenhadze, podejmowali bowiem zdecydowanie ostatni zespół w grupie. Wprawdzie Kazachowie u siebie, na sztucznej trawie w Astanie, potrafią sprawić niespodzianki, m.in. zremisowali rok temu z Polakami 2:2, ale na wyjazdach przegrali dotychczas wysoko wszystkie mecze.

 

W Warszawie od rana było zimno i deszczowo. Już we wczesnych godzinach przedpołudniowych zapadła decyzja, że piłkarze zagrają pod dachem.

 

W porównaniu z meczem w Kopenhadze trener Adam Nawałka dokonał trzech zmian. Będącego w nieco słabszej formie Artura Jędrzejczyka zastąpił Maciej Rybus, ponadto od początku zagrali Maciej Makuszewski i Arkadiusz Milik, a na ławce usiedli Jakub Błaszczykowski i Karol Linetty. Selekcjoner wrócił do przynoszącego w przeszłości efekty ustawienia 4-4-2.

 

Spotkanie rozpoczęło się od ataku gospodarzy, choć Kazachowie nie zamierzali biernie patrzeć. Już w trzeciej minucie na groźny strzał z dystansu zdecydował się Asłan Darabajew. Piłka nieznacznie minęła słupek bramki Łukasza Fabiańskiego.

 

Ogólnie jednak w pierwszej połowie zdecydowaną przewagę mieli biało-czerwoni. "My chcemy gola" - krzyczeli kibice i szybko doczekali się pierwszej bramki. W 11. minucie po dośrodkowaniu Rybusa i podaniu głową Makuszewskiego celnym strzałem - również głową - popisał się Milik. Bramkową akcję wypracowali zatem trzej piłkarze, których z Danią nie było w podstawowej jedenastce.

 

Szybko uzyskane prowadzenie jakby uśpiło Polaków, bo niedługo później poważny błąd popełnił Kamil Glik, ale z "prezentu" nie skorzystał znany z występów w polskiej lidze Siergiej Chiżniczenko.

 

Później emocji było nieco mniej. Kibice najbardziej ożywili się w 37. minucie, gdy po efektownym podaniu Roberta Lewandowskiego w sytuacji sam na sam z bramkarzem znalazł się Milik, ale kopnął nad poprzeczką. Tuż po przerwie, w 47. minucie, po rajdzie Kamila Grosickiego dogodnej sytuacji ponownie nie wykorzystał napastnik Napoli.

 

Niedługo potem bardzo groźnie zrobiło się pod polską bramkę. Kazachowie strzelili nawet gola, przez chwilę bardzo się cieszyli, ale sędzia nie uznał ich trafienia ze względu na spalonego.

 

Gra była coraz szybsza, ale to nie przekładało się na ciekawe sytuacje podbramkowe, gdyż obu drużynom brakowało dokładności.

 

Dopiero w 73. minucie gospodarze stanęli przed dużą szansą. Lewandowski wykonywał rzut wolny z ok. 20 metrów. Kopnął precyzyjnie i mimo interwencji bramkarza piłka, jak się większości wydawało, a potwierdziły to telewizyjne powtórki, przekroczyła - i to dość wyraźnie - linię bramkową, ale potem wyszła w pole i sędzia nakazał grać dalej.

 

Co się jednak odwlecze... Dosłownie kilkadziesiąt sekund później po dośrodkowaniu z rzutu rożnego najwyżej wyskoczył Kamil Glik i strzałem głową pokonał bramkarza rywali.

 

W 83. minucie Polacy mogli zdobyć kolejną bramkę głową, ale Milik pomylił się bardzo niewiele.

 

Wkrótce potem sędzia podyktował rzut karny za faul na Lewandowskim. Sam poszkodowany pewnie wykorzystał "jedenastkę", ustalając wynik na 3:0.

 

Na ostatnie minuty na boisku pojawił się debiutujący w dorosłej reprezentacji Jan Bednarek, obrońca Southampton FC.

 

Po zwycięstwie nad Kazachami biało-czerwoni są blisko awansu na mundial w Rosji. Wyprzedzają o trzy punkty Danię i Czarnogórę. Do końca pozostały dwie kolejki w październiku, gdy Polska zmierzy się na wyjeździe z Armenią i u siebie z Czarnogórą.

 

(PAP)