Biegli badają tajemnicze szczątki w Tatrach

Mało prawdopodobne jest, że człowiek, którego szczątki odnaleziono w Dolinie Roztoki w Tatrach, padł ofiarą zwierząt -uważa przyrodnik i ratownik TOPR Tomasz Zwijacz Kozica. Podkreśla, że na miejscu nie było ewidentnych śladów zwierząt, ale od zdarzenia minęło dużo czasu.
 
„W przyrodzie wszystko jest możliwe, ale jest to bardzo mało prawdopodobne, aby niedźwiedź zaatakował przechodzącego czy obozującego turystę; to jest prawie niemożliwe” – powiedział PAP Tomasz Zwijacz Kozica, kierownik Zespołu Badań Naukowych i Planowania Ochrony Przyrody oraz ratownik TOPR, który uczestniczył w poszukiwaniach szczątków.
 
Przyrodnik zauważył, że na miejscu znaleziska nie było żadnych ewidentnych śladów zwierząt.
 
„Minęło już bardzo wiele czasu od chwili zgonu. Nie natrafiliśmy na żadne czytelne ślady zwierząt, jednak znaleziona odzież i ekwipunek były w stanie rozsypki. Na pozostałościach odzieży nie można było zidentyfikować na przykład śladów targania, szarpania przez jakieś zwierzę. W najlepszym stanie były dwa znalezione plecaki” – mówił PAP Zwijacz Kozica.
 
Zwrócił uwagę, że szczątki były rozciągnięte na dość dużym terenie, więc musiała nastąpić ingerencja - być może zwierząt, które dobrały się do szczątków.
 
„Trudno nam teraz odtwarzać, co się wydarzyło. Potrzebne będą dokładne analizy znalezionych szczątków i przedmiotów. Nie jest nawet pewne, czy turysta tam obozował. Być może tak, ale teraz trudno to stwierdzić jednoznacznie. Nie wiadomo, co się stało, jak doszło do zgonu. To jest już sprawa dla śledczych” – wyjaśnił.
 
Teren znaleziska nie jest daleko od przebiegu popularnego szlaku turystycznego przez Dolinę Roztoki, bo znajduje się około 200 metrów od często uczęszczanego traktu. Przyrodnik zwrócił uwagę, że teren ten jest trudno dostępny i być może dlatego nikt wcześniej nie odnalazł szczątków.
 
Chociaż poza szlakami w Tatrach nie można się poruszać, zdarza się, że ktoś wypuszcza się na taką wyprawę, ryzykując swoje zdrowie lub życie.
 
Na szczątki natknęli się 7 września pracownicy naukowi Tatrzańskiego Parku Narodowego, którzy badali drzewostan w Dolinie Roztoki. Wśród resztek ubrań i wyposażenia turystycznego odnaleziono kość ramieniową. Podczas dalszych poszukiwań odnaleziono kolejne ludzkie kości, w tym czaszkę.
 
Według śledczych szczątki mogły tam leżeć nawet 10 lat, ponieważ wśród rzeczy były produkty spożywcze, na których widniały daty przydatności do spożycia – na jednym grudzień 2008 r., na kolejnym 2009 r. Śledczy przypuszczają, że zgon mógł nastąpić w latach 2007–2009.
 
Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Zakopanem. Do wszystkich jednostek policji w Polsce przesłano komunikat z prośbą o przeszukanie baz osób zaginionych w wytypowanym okresie. Znalezione szczątki ludzkie trafiły do Zakładu Medycyny Sądowej Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie ma zostać wyizolowany profil DNA. Śledczy chcą zrekonstruować wygląd twarzy na podstawie znalezionej czaszki.
 
Dolina Roztoki to odgałęzienie Doliny Białki. Można do niej wejść ze szlaku prowadzącego do Morskiego Oka na wysokości Wodogrzmotów Mickiewicza i przejść nią obok wodospadu Wielka Siklawa do Doliny Pięciu Stawów Polskich.
 
Szymon Bafia
 
(PAP)/Superstacja