Sąd utrzymał wyrok dla pijanego motorniczego z Łodzi

"Tragiczny wypadek - tramwaj wjeżdża na skrzyżowanie przy zamkniętym ruchu, tragiczne skutki tego wypadku i całkowita nieodpowiedzialność i bezmyślność motorniczego. Nagromadzenie okoliczności obciążających nie jest równoważone przez uprzednią niekaralność oskarżonego, częściowe przyznanie się do winy i skruchę. Skrucha ta niczego tu nie zmieni - zginęły trzy osoby, nie mówiąc o krzywdzie innych ludzi, którzy ucierpieli w wyniku wypadku" - podkreślił w uzasadnieniu wyroku sędzia Marek Surmacz.

 

Jak dodał, dominujący charakter okoliczności obciążających motorniczego jest bezsporny; nie tylko ze względu na tragiczne następstwa wypadku, ale również na najwyższy stopień zawinienia, jaki można przypisać oskarżonemu.

 

"W tej sprawie krzywda ludzka domaga się sprawiedliwej kary. W I instancji wymierzona została kara maksymalna, ale w ocenie Sądu Okręgowego jest ona naprawdę karą sprawiedliwą i absolutnie nie można mówić o tym, że jest +rażąca+. Dlatego sąd uznał, że kara z I instancji nie powinna być zmieniona" - zaznaczył sędzia.

 

Wypadek miał miejsce w Łodzi na początku stycznia 2014 r. Jadący ul. Piotrkowską tramwaj linii 16 nie zatrzymał się na przystanku i na czerwonym świetle wjechał na skrzyżowanie z ul. Radwańską. Na przejściu dla pieszych potrącił trzy kobiety. Dwie z nich - w wieku 72 i 77 lat - zginęły na miejscu, jedną - w wieku 75 lat - w stanie ciężkim przewieziono do szpitala. Nie udało się jej uratować.

 

Tramwaj uderzył też w jadącego prawidłowo opla, którego kierowca także trafił do szpitala. Po zderzeniu motorniczy zatrzymał pojazd dopiero po przejechaniu kilkuset metrów. Badanie wykazało, że kierował nim, mając w organizmie 1,4 promila alkoholu. Jak ustalono, alkohol spożywał w czasie przerwy w pracy.

 

Prokuratura oskarżyła 37-letniego dziś mężczyznę o spowodowanie, w stanie nietrzeźwości, wypadku drogowego, w wyniku którego zginęły trzy osoby, oraz o sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym. W sierpniu ub. roku sąd skazał go na karę 13,5 roku więzienia oraz dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych.

 

Od wyroku odwołała się obrona, która domagała się jednoznacznego wyjaśnienia kwestii przyczyny domniemanej utraty przytomności przez motorniczego w czasie prowadzenia tramwaju oraz sprawdzenia, czy układ hamowania awaryjnego pojazdu był sprawny.

 

W postępowaniu odwoławczym sąd wykluczył, by do wypadku przyczynił się stan techniczny tramwaju. Opierając się na opiniach biegłych - m.in. psychiatry, neurologa, toksykologa i pulmonologa - uznał też, że przyczyną utraty kontroli nad pojazdem przez motorniczego był spożyty przez niego alkohol.

 

"Wprowadzenie się przez oskarżonego w stan nietrzeźwości w pełni uprawniało Sąd Rejonowy do przyjęcia, że w sposób umyślny naruszył on zasady bezpieczeństwa w ruchu drogowym; nie ulega to najmniejszej wątpliwości" - zaznaczył sędzia Surmacz.

 

Obrońca oskarżonego podniósł też w apelacji kwestię "rażącej niewspółmierności kary" w stosunku do popełnionego czynu.

 

"To nie kara w tej sprawie jest rażąca, ale to czego oskarżony się dopuścił. Tu - zdaniem sądu - tkwi cały ciężar tej sprawy, który ma przełożenie na wymiar orzeczonej kary. Wszyscy pamiętamy, jak wstrząsająca dla opinii publicznej była informacja podana niedługo po wypadku, że motorniczy był po prostu pijany. To niewyobrażalne, by być w pracy i pić alkohol, lekceważąc zagrożenie, jakie może z tego wyniknąć" - podkreślił sędzia.

 

Wyrok, wydany w środę przez łódzki Sąd Okręgowy, jest prawomocny i nie podlega zaskarżeniu w drodze zwykłych środków odwoławczych. Strony mogą jedynie podjąć próbę wniesienia o jego kasację do Sądu Najwyższego.


(PAP)