Co najmniej 50 zabitych i 200 rannych w Las Vegas. Masakra podczas koncertu country

Sprawca przebywał na 32. piętrze hotelu, w pobliżu którego pod gołym niebem odbywał się koncert.

 

"Policjanci udali się tam (gdzie był napastnik) i zabili podejrzanego na miejscu" - powiedział na konferencji prasowej szeryf Las Vegas Joe Lombardo. Według niego sprawca był mieszkańcem tego miasta.

 

Nie podano żadnych informacji dotyczących motywów działania mężczyzny. Szeryf przekazał jedynie, że napastnik prawdopodobnie działał w pojedynkę. Trwają poszukiwania kobiety, która wraz z nim wynajmowała pokój w hotelu. Agencja Reutera podaje, że chodzi o Azjatkę.

 

Jak relacjonowali świadkowie sprawca strzelał do uczestników koncertu amerykańskiego piosenkarza Jasona Aldeana. Na Instagramie muzyk poinformował, że on i jego zespół są bezpieczni. "Dzisiejsza noc była przerażająca - napisał. - Myślami i modlitwą jestem ze wszystkimi dotkniętymi dzisiejszym zdarzeniem".

 

Zamieszczone w internecie zdjęcia z miejsca tragedii ukazują wielu rannych uczestników koncertu, leżących na ziemi, przed sceną i barierkami. Świadkowie mówią, że w czasie koncertu usłyszeli hałas, który początkowo kojarzył im się z tłuczonymi szybami; potem zorientowali się, że to strzały z broni automatycznej.

 

Wśród ofiar śmiertelnych jest co najmniej dwóch policjantów.

 

Choć wcześniej pojawiały się doniesienia o wymianie ognia między policjantami a grupą uzbrojonych mężczyzn, policja utrzymuje, że najprawdopodobniej był tylko jeden napastnik.

 

W czasie operacji policja apelowała, by mieszkańcy omijali okolice hotelu oraz by "nie publikowali na żywo ani nie ujawniali taktycznych pozycji funkcjonariuszy na miejscu zdarzenia".

 

Dyrekcja portu lotniczego Las Vegas-McCarran tymczasowo wstrzymała połączenia z tym lotniskiem.

 

(PAP)