Premier Theresa May winę za porażkę Partii Konserwatywnej wzięła na siebie

Brytyjskie media w czwartek skrytykowały przemówienie premier Theresy May na konferencji programowej Partii Konserwatywnej, pisząc, że nie udało jej się wzmocnić swojej pozycji, a katastrofalny przebieg wydarzenia to symbol kłopotów jej ugrupowania.
 
Środowe wystąpienie May w Manchesterze, które miało być jej okazją do wzmocnienia swojej pozycji po tygodniach spekulacji o podziałach w rządzie, było wielokrotnie przerywane: raz z powodu protestującego mężczyzny, który wręczył jej fałszywy formularz P45, wystawiany osobie odchodzącej z pracy, a następnie kilkukrotnie przez problemy premier z głosem i jej napady kaszlu. Pod koniec wystąpienia ze sceny zaczęły także odpadać litery znajdujące się w sloganie Partii Konserwatywnej.
 
Dziennik "The Telegraph" zaznaczył, że choć "to, że wszystko poszło źle, nie było jej winą, to było to symptomatyczne dla rządu w tarapatach".
 
"Komu, poza tymi z najbardziej nieczułymi sercami, nie było jej szkoda? Lider nie powinien jednak wywoływać litości, a przynajmniej nie w tak krytycznym momencie dla historii naszego narodu" - napisała gazeta.
 
Zdaniem dziennika przemówieniu "brakowało spójności", a dwie najważniejsze propozycje rządu - interwencja na rynku cen energii i wybudowanie większej liczby mieszkań socjalnych - zostały zapożyczone z programu opozycyjnej Partii Pracy i "nie są torysowskim pomysłem" na rozwiązanie problemów.
 
"May ma przed sobą olbrzymie zadanie przeprowadzenia kraju na drugą stronę (negocjacji ws. Brexitu - PAP) i za dwa tygodnie dojdzie do konfrontacji z Brukselą w sprawie obecnego impasu w negocjacjach. Będzie musiała wykrzesać z siebie ostatki sił, aby ochronić interesy narodu przed kolektywnym wysiłkiem Unii Europejskiej, by wyrządzić Wielkiej Brytanii krzywdę. Kraj musi mieć nadzieję, że jest gotowa na to wyzwanie" - napisał "Telegraph".
 
Krytyczny był również "The Times", który zaznaczył, że "przemówienie przywódczyni na konferencji partyjnej powinno być afirmacją jej misji i władzy", tymczasem "May nie pokazała w Manchesterze żadnej z tych dwóch rzeczy".
 
Dziennik przypomniał, że May stanęła na czele rządu "w czasach konstytucyjnego fermentu", kiedy "Wielka Brytania potrzebowała premiera z jej uwagą do szczegółów, ale także z dalekosiężną wizją, której jej brakuje".
 
"W normalnych okolicznościach jej ostrożna polityka małych kroków dyskwalifikowałaby ją na najważniejszym stanowisku (w kraju), ale to nie są normalne okoliczności. (May) jest tam, gdzie jest, tylko dlatego, że po unijnym referendum w ubiegłym roku nie było innych alternatyw, i musi pozostać na stanowisku, bo nie ma ich także teraz" - oceniono.
 
"Times" zaznaczył, że nawet jeśli zignoruje się okoliczności towarzyszące wystąpieniu premier, to w jego treści, choć pełnej "dobrych intencji", "zabrakło głębi" i odwagi, aby m.in. ogłosić ambitniejszy program mieszkaniowy lub zagwarantować prawa obywateli Unii Europejskiej.
 
Dziennik "The Guardian" ocenił, że "to było najbardziej nietypowe wystąpienie lidera (ugrupowania) na konferencji Partii Konserwatywnej od czasu przemówienia Margaret Thatcher po wybuchu bomby w Brighton w 1984 roku (nieudany zamach Irlandzkiej Armii Republikańskiej na życie premier - PAP)".
 
"May przyjechała do Manchesteru jako politycznie najbardziej narażony na ciosy współczesny premier, a atmosfera na konferencji bardziej przypominała oddział traumatologii niż spotkanie partii, która mniej niż cztery miesiące temu wygrała wybory" - oceniono.
 
Ostrożnego poparcia udzielił premier tabloid "Daily Mail", który na pierwszej stronie ocenił, że "Brexit to pestka" w porównaniu z trudnościami, z którymi szefowa rządu musiała się zmierzyć w środę.
 
Jak dodano, May jest "poważnie podchodzącą do pracy, sumienną, ostrożną i wyczuloną na sprawy społeczne kobietą, która weszła do polityki nie po to, by dbać o swoją pozycję, ale by walczyć na rzecz ofiar niesprawiedliwości i tych, którzy ledwie sobie radzą". "Niektórzy mogą kwestionować słuszność jej rozwiązań, ale nie da się kwestionować przyzwoitości jej motywów" - zaznaczono.
 
Mniej optymistyczny był "The Sun", który ocenił wystąpienie jako "koszmar" i "tragikomiczną farsę", która przypominała scenę z brytyjskiego sitcomu "Hotel Zacisze". "Kto potrzebuje hotelu Basila, skoro mamy Partię Konserwatywną?" - kpił tabloid, dodając, że "niepokoi go brak ambicji w słowach premier".
 
Z Londynu Jakub Krupa 
 
(PAP)