Hiszpania: Setki tysięcy osób protestowały w Barcelonie przeciw secesji Katalonii

W proteście, który zorganizowała opowiadająca się za pozostaniem Katalonii w składzie Hiszpanii grupa Societat Civil Catalana, brały udział osoby z różnych regionów Hiszpanii.

 

Manifestanci przeszli przez centrum Barcelony niosąc hiszpańskie, katalońskie i unijne flagi oraz banery z hasłami: "Katalonia to Hiszpania" i "Razem jesteśmy silniejsi".

 

"Poza Katalończykami są setki tysięcy mężczyzn i kobiet ze wszystkich zakątków Hiszpanii, którzy przybyli tu, by powiedzieć swym katalońskim współbraciom, że nie są sami" - oświadczył uczestniczący w zgromadzeniu Vargas Llosa. "Pragniemy, by Barcelona znów była stolicą hiszpańskiej kultury" - zaznaczył. Pisarz osiadł w Hiszpanii, gdzie w roku 1993 otrzymał obywatelstwo tego kraju.

 

Niedzielny marsz ulicami Barcelony był największą dotychczas demonstracją zwolenników pozostania Katalonii w składzie Hiszpanii odkąd w tym autonomicznym bogatym regionie nasiliły się separatystyczne nastroje, które doprowadziły państwo na skraj kryzysu - pisze Associated Press.

 

Agencja przypomina, że demonstrację zorganizowano tydzień po ogłoszeniu przez rząd w Madrycie, iż katalońskie referendum w sprawie niepodległości jest nielegalne. W referendum z 1 października wzięło udział ok. 2,28 mln osób spośród 5,3 mln uprawnionych; 90,18 proc. głosujących opowiedziało się za niepodległością regionu.

 

W piątek parlament Katalonii poinformował, że we wtorek szef regionalnego rządu Carles Puigdemont wystąpi przed miejscowymi deputowanymi, aby omówić obecną sytuację polityczną. Niektórzy komentatorzy spodziewają się, że katalońscy deputowani popierający secesję mogą wówczas proklamować niepodległość regionu.

 

Tymczasem premier Hiszpanii Mariano Rajoy twierdzi, że jego rząd nie zgodzi się, by Katalonia zerwała z resztą kraju. W wywiadzie opublikowanym w niedzielnym "El Pais" Rajoy zaznaczył, że rozważa zastosowanie wszelkich metod, na jakie zezwala prawo, dla powstrzymania separatystów.

 

To, jak powiedział premier, obejmuje też zastosowanie art. 155 konstytucji, który pozwala władzom centralnym na przejęcie kontroli nad regionem, jeśli jego władze nie podporządkowują się zobowiązaniom wynikającym z ustawy zasadniczej.

 

(PAP)