Jest wyrok ws. Jerzego Owsiaka. Sąd wymierzył mu karę nagany

Jest wyrok ws. Jerzego Owsiaka. Sąd wymierzył mu karę nagany
PAP/Lech Muszyński

Dodatkowo Owsiak będzie musiał pokryć koszty postępowania w wysokości 100 zł i opłatę sądową w wysokości 30 zł. Wyrok nie jest prawomocny. Owsiak powiedział, że nie będzie się odwoływał i że uważa ten wyrok za sprawiedliwy. "Teraz będę oczekiwał, że prawo będzie równe wobec wszystkich" - dodał.

 

W uzasadnieniu wyroku sędzia Renata Sikorska powiedziała m.in., że "w przestrzeni publicznej, w miejscu publicznym takich słów używać nie wolno. Ten przepis art. 141 Kodeksu wykroczeń ma na celu (...) ochronę obyczajności społecznej. Wypowiadanie takich słów publicznie może bowiem urazić uczucia innych osób".

 

Sędzia dodała, że chodzi nie tylko o ochronę obyczajności, ale przede wszystkim o ochronę języka polskiego przed nadmierną wulgaryzacją, "która w tej chwili jest powszechna i która postępuje" - podkreśliła.

 

Po ogłoszeniu wyroku Jerzy Owsiak powiedział PAP: "Nie będę się odwoływał. Uważam ten wyrok za sprawiedliwy. Jeśli jest taki przepis, który nie pozwala - to nie pozwala. Albo prawo jest jasne albo prawo jest jakieś wyjątkowe. Mało tego. Teraz będę oczekiwał, że prawo będzie równe wobec wszystkich. To nie jest tylko problem Jurka Owsiaka, jest to problem bardzo wielu ludzi" – dodał.

 

Szef WOŚP stanął we wtorek przed słubickim sądem po tym, jak w pierwszych dniach września Komendant Miejski Policji z Gorzowa Wlkp. skierował do tego sądu wniosek o ukaranie szefa Fundacji WOŚP Jerzego Owsiaka za użycie w miejscu publicznym nieprzyzwoitych słów. Chodziło o przekleństwa, które padły ze sceny podczas zakończenia tegorocznego festiwalu Przystanek Woodstock.

 

W nocy z 4 na 5 sierpnia br. Jerzy Owsiak przy muzyce Piotra Bukartyka i jego zespołu żegnał uczestników festiwalu. Dziękował młodym ludziom za udział w imprezie, wyraził także swoje poglądy na temat polityki i polityków. Wtedy właśnie padło kilka niecenzuralnych słów.

 

Owsiak stanął przed sądem obwiniony o popełnienie wykroczeni z art. 141 Kodeksu wykroczeń. Za takie zachowanie ów kodeks przewiduje ograniczenia wolności, grzywny do 1,5 tys. zł lub naganę.

 

Podczas składania wyjaśnień przed sądem Owsiak nie przyznał się do winy tłumacząc, że przekleństwa wplecione w jego wystąpienie były formą artystycznej wypowiedzi, przekazaniem jego emocji i częścią utworu muzycznego odgrywanego na zakończenie festiwalu.

 

Mówił także, że miał żal do urzędników, że po raz kolejny impreza miała status podwyższonego ryzyka, co generuje dodatkowe koszty i problemy. Zaznaczył, że przeklinając nie chciał nikogo obrazić i nie kierował tych słów do konkretnych osób. Podobnie argumenty wysuwał jego obrońca, mówiąc o formie przekazu artystycznego.

 

Oskarżyciel, którym była policjantka, wniósł o ukaranie obwinionego naganą. Adwokat i sam Jerzy Owsiak wnosili o uniewinnienie. Sąd po krótkiej przerwie ogłosił wyrok, uznając, że szef WOŚP popełnił wykroczenie.

 

Przed przyjściem do sądu Jerzy Owsiak wraz z małżonką Lidią udali się do Szpitala Powiatowego im. prof. Z. Religi w Słubicach. Tam w imieniu Fundacji WOŚP przekazali na wyposażenie oddziału ginekologiczno-położniczo-noworodkowego dwóch lamp do fototerapii noworodków. Sprzęt jest warty prawie 25 tys. zł.

 

Przed samym sądem zgromadziła się grupa kilkudziesięciu osób, które wspierały Owsiaka i sprzeciwiały się jego karaniu. Manifestacja miała spokojny przebieg. Po wyjściu z sądu powitano szefa WOŚP kwiatami.

 

23. Przystanek Woodstock odbył się między 3 a 5 sierpnia w Kostrzynie nad Odrą. Służby wojewody lubuskiego oszacowały liczbę jego uczestników na 250-300 tys. osób. Na kilku scenach zaprezentowało się kilkadziesiąt zespołów z Polski i zagranicy. Było też wiele innych okołofestiwalowych wydarzeń.

 

Organizatorem Festiwalu jest Fundacja Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, która tym letnim koncertem chce podziękować wszystkim wolontariuszom i ludziom wspierającym jej styczniowe, finałowe działania.

 

Podobnie jak przed rokiem, także i teraz impreza w wyznaczonych strefach miała status podwyższonego ryzyka. Dla organizatora oznaczało to dodatkowe koszty i obowiązki, m.in. zapewnienie liczniejszych służb porządkowych i informacyjnych czy ograniczenia w spożywaniu alkoholu.

 

(PAP)