Polska przegrała z Unią sprawę pracowników delegowanych

To zły kompromis napędzany przez politykę - tak o porozumieniu państw UE, dotyczącym zmian w dyrektywie o pracownikach delegowanych wypowiedziała się organizacja zrzeszająca przedsiębiorców BusinessEurope.
 
"Jesteśmy głęboko zaniepokojeni kluczowymi aspektami porozumienia. Kompromis przewiduje zmniejszenie okresu delegowania do 12 miesięcy z możliwością przedłużenia do 18 miesięcy na podstawie umotywowanego wniosku firmy. To nie zgadza się z potrzebami przedsiębiorstw na jednolitym rynku" - napisano w wydanym we wtorek oświadczeniu.
 
Przedsiębiorcy zwracają uwagę, że długoterminowa mobilność pracowników jest stosunkowo częstą praktyką w takich sektorach jak usługi produkcyjne (np. roboty instalacyjne i montażowe), czy usługi biznesowe. Obawy o nadużycia w tych branżach praktycznie nie występują. "Ograniczanie mobilności będzie szkodziło tego rodzaju działalnościom przynoszącym wysoką wartość dodaną, a także podważało funkcjonowanie jednolitego rynku usług" - ostrzega organizacja.
 
Biznes chce, aby w trakcie negocjacji między Parlamentem Europejskim a Radą UE z udziałem Komisji Europejskiej jego stanowisko było lepiej uwzględnione.
 
"W szczególności wzywamy Radę, PE i KE do utrzymania początkowo zaproponowanego 24-miesięcznego okresu delegowania, tak jak sugeruje to Parlament Europejski, jak również umożliwienia przedłużenia tego okresu w sposób, który jest zgodny z regułami dotyczącymi koordynacji systemów zabezpieczeń społecznych" - zaznaczono w oświadczeniu.
 
Stowarzyszenie zwraca uwagę, że jeśli problemem są oszustwa i nadużycia prowadzące do nieuczciwej konkurencji, odpowiedzią na to nie może być podważanie całej działalności, jak to się dzieje wobec delegowania w niektórych krajach UE. Nie może nią być też zwiększanie obciążeń biurokratycznych dla pracodawców. Zdaniem BusinessEurope prawdziwą odpowiedzią na problemy powinno być lepsze skupienie się na wdrażaniu już istniejących regulacji.
 
"To zły kompromis napędzany symboliką polityczną. Zamiast ochrony wolnego przepływu osób i egzekwowania istniejących, wymagających regulacji, by walczyć z nadużyciami, Rada uwierzyła w mit, że obecne przepisy musza być zmienione w celu walki w dumpingiem socjalnym i podziałem Europy" - ocenił dyrektor generalny BusinessEurope Markus J. Beyrer.
 
Opinia europejskich firm jest zbieżna z poglądem polskiego rządu, który od miesięcy starał się przekonać państwa unijne do mniej restrykcyjnych rozwiązań. Na poniedziałkowym posiedzeniu unijnych ministrów odpowiedzialnych za kwestie pracy Polska przegrała jednak głosowanie.
 
Stanowisko Rady UE przewiduje ograniczenie okresu delegowania do 12 miesięcy. Takie rozwiązania zaproponowała kilka miesięcy temu Francja i choć nie podobało się ono wielu państwom członkowskim, również z zachodniej Europy, ostatecznie to Paryż zwyciężył w tej rozgrywce.
 
Innym rozwiązaniem, z którym starała się walczyć Polska, jest objęcie przepisami kierowców TIR-ów, co dla firm transportowych wysyłających pracowników do całej Europy jest szczególnie kłopotliwe. Rada UE proponuje jednak, by przedsiębiorstwa miały 4-letni okresu przejściowy na dostosowanie się do nowych przepisów. Ostateczny kształt regulacji musi zostać jeszcze wypracowany w negocjacjach pomiędzy przedstawicielami KE, europosłów i państw członkowskich.
 
Z Brukseli Krzysztof Strzępka 
 
(PAP)/Superstacja