Kuba oskarża USA o utrudnianie śledztwa ws. "ataków akustycznych"

Kuba oskarża USA o utrudnianie śledztwa ws. ataków akustycznych
fot.PAP/EPA
"Amerykańskie władze nałożyły na Kubę obowiązek zbadania i ujawnienia tych incydentów, bez brania spoczywającej na nich odpowiedzialności za udział w dochodzeniu" - zaprotestował podpułkownik Francisco Estrada, który w kubańskim MSW zajmuje się śledztwami karnymi. Wypowiadał się w filmie dokumentalnym pokazanym w czwartek wieczorem przez państwową telewizję.
 
Estrada zażądał od USA, by pozwoliły Kubie na dialog z amerykańskimi ekspertami i by zezwoliły jej na dostęp do zeznań świadków. "Niech pozwolą nam przesłuchać poszkodowanych i zadać im pytania na temat tego, co się stało, ich symptomów i różnych innych niezbędnych szczegółów" dotyczących śledztwa - dodał.
 
Według amerykańskich władz te tajemnicze ataki mogły zostać spowodowane użyciem skomplikowanych urządzeń zdolnych do wysyłania sygnałów dźwiękowych o częstotliwościach, które nie są odbierane przez ludzki słuch. Od końca 2016 roku do sierpnia 2017 roku ofiarami tych urządzeń padły co najmniej 24 osoby, głównie dyplomaci pracujący w Hawanie. Amerykańscy śledczy podejrzewają, że urządzenia mogły być umieszczone w rezydencjach dyplomatów bądź w pobliżu rezydencji amerykańskiego personelu w Hawanie.
 
Amerykańskie źródła dyplomatyczne twierdzą, że ataki te powodowały migreny, zawroty głowy, ale także "lekkie urazowe uszkodzenia mózgu i całkowitą utratę słuchu".
 
W reakcji na te incydenty USA wycofały z Kuby ponad połowę swego personelu dyplomatycznego, zawiesiły działalność konsulatu w Hawanie i nakazały wydalenie z USA 15 kubańskich dyplomatów, co wywołało kryzys dyplomatyczny między krajami.
 
Kubańskie władze protestowały przeciwko "nieuzasadnionym działaniom" Waszyngtonu i zapewniały, że wykazały się dobrą wolą, trzykrotnie zgadzając się na wizyty śledczych FBI w kubańskiej stolicy.
 
W pokazanym w czwartek dokumencie Estrada podkreślił, że władze nie były w stanie spotkać się z tymi śledczymi, i ubolewał, że USA tak późno poinformowały Kubańczyków o problemach. "25 kwietnia poinformowali nas o rzekomym fakcie, do którego miało dojść 30 marca" - powiedział. 
 
(PAP)