Obywatele RP: Uczestnicy Marszu Niepodległości złamali prawo

W sobotę ulicami Warszawy przeszedł Marsz Niepodległości organizowany przez środowiska narodowe. Wcześniej Policja zatrzymała grupę Obywateli RP kontrmanifestujących przy trasie Marszu Niepodległości, zostali oni przewiezieni na komendę. Oburzenie m.in. w mediach i wśród polityków opozycji wzbudziły niektóre transparenty, które mieli ze sobą demonstranci. Widniały na nich hasła: "Biała Europa", "Wszyscy różni, wszyscy biali".

 

Kasprzak na konferencji prasowej w Warszawie powiedział, że Obywatele RP jeszcze przed marszem domagali się od władz miasta i od prezydent Hanny Gronkiewicz - Waltz "przysłania na miejsce marszu narodowców, zwanego Marszem Niepodległości obserwatorów z miasta, którzy z chwilą stwierdzenia przestępstw tam popełnianych rozwiązaliby ten marsz, tak jak powinien być on rozwiązywany corocznie".

 

Powodem - powiedział - istotną treścią demonstracji organizowanych 11 listopada "są przestępstwa i wykroczenia: mowa nienawiści i groźby karalne", ale też używanie przez uczestników marszu rac.

 

Podkreślał, że podobnie działo się - choć na mniejszą skalę - we Wrocławiu, gdzie aktywiści Obywateli RP również uczulali władze miasta. "Tam marsz został poprowadzony przez księdza Międlara i Piotra Rybaka, skazanego za spalenie kukły Żyda. I w Warszawie, i we Wrocławiu nie było żadnej reakcji" - wskazywał.

 

Mówił, że w czasie marszu mała grupa kobiet - z Obywateli RP, ale i ze Strajku Kobiet - stanęła na drodze Marszu Niepodległości z transparentami przeciw faszyzmowi i mowie nienawiści i że zostały one wówczas pobite. Kilka uczestniczek tego protestu wzięło udział w konferencji; mówiły, że zachowywały się pokojowo i nikogo nie obrażały, a same były lżone, opluwane, kopane - kark i brzuch, a także wyciągane z ulicy za włosy i wleczone po asfalcie przez uczestników marszu. Poinformowały, że zawiadomiły o tym zdarzeniu policję; pokazywały też zdjęcia i nagrania pokazujące niektóre z tych zdarzeń.

 

Protestowały przeciw nazywaniu ich akcji prowokacją czy szarpaniną; zaznaczały, że to wskazuje na ich udział. "To nie my szarpałyśmy, to my byłyśmy szarpane" - podkreślała, jedna z uczestniczek akcji, Ewa Błaszczyk (Obywatele RP). Z kolei Zofia Marcinek z Ogólnokrajowego Strajku Kobiet apelowała do władz miasta i policji, by nie traktowały marszów niepodległości jako zła koniecznego. "To nie jest klęska żywiołowa, tylko ludzie, którym zbyt długo pozwalano na szerzenie swoich nienawistnych idei" - mówiła.

 

W czasie konferencji dziennikarze pytali, czy doszło do sytuacji, w której do jednej z kobiet policjant zwrócił się: "siedź k..." Chodzi o krótkie nagranie, zamieszczone w internecie, które pokazuje interwencję wobec jednej z kobiet.

 

W niedzielę na oficjalnym profilu komendy głównej na Twitterze pojawiło się oświadczenie: "Wstępne czynności kontrolne nie wykazały nieprawidłowości w działaniach policjantów usuwających nielegalne zgromadzenie. Słowa jakie padły, kierowane były nie do kobiety, a do mł. asp. Mateusza "siadaj Kulson", co potwierdzili obecni na miejscu działań".

 

Do sprawy na konferencji odniosła się sama zainteresowana. Powiedziała, że nie brała udziału w proteście, chciała jedynie uzyskać informację od policjantów, w którym komisariacie przebywa jej mąż, który został zatrzymany wraz z innymi działaczami Obywateli RP. Zaznaczyła, że żaden z policjantów nie udzielił jej informacji, natomiast została wulgarnie obrażona. Wyraziła też zdziwienie tłumaczeniem policji.

 

W sobotę komendant główny policji nadinsp. Jarosław Szymczyk powiedział, że policja przewiozła do komendy 45 osób manifestujących przy trasie Marszu Niepodległości, nikogo nie zatrzymała, a wobec dwóch osób wszczęto czynności wyjaśniające. Także w sobotę szef MSWiA Mariusz Błaszczak został zapytany o ocenę haseł znajdujących się na transparentach uczestników Marszu Niepodległości. "Proszę nie ulegać takim skojarzeniom jednoznacznym" - odpowiedział Błaszczak. Przyznał jednocześnie, że nie widział tych transparentów.

 

(PAP)