Poznań: manifestacja "Nacjonalizm nie przejdzie" oburzyła Roberta Winnickiego

Prezes Ruchu Narodowego Robert Winnicki uważa, że prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak tolerując anarchistów chce doprowadzić do takich zamieszek, jak w Hamburgu latem tego roku. Poseł zaapelował, by poznaniacy „jak najszybciej odsunęli tego niebezpiecznego, skrajnie lewicowego polityka od władzy”.
 
Prezes Ruchu Narodowego, były działacz Młodzieży Wszechpolskiej i poseł niezrzeszony Robert Winnicki miał w środę zorganizowane spotkanie w jednym z pubów Poznaniu. Spotkanie to stało się pretekstem dla środowisk antyfaszystowskich do zorganizowania manifestacji pod hasłem "Nacjonalizm nie przejdzie! #2 - Wygwizdujemy Winnickiego!".
 
Winnicki podkreślił w czwartek, że działania prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka, tolerowanie przez niego w mieście środowisk anarchistycznych i udzielenie zgody na tę manifestację miało na celu wywołanie zamieszek w mieście.
 
„Nie może być tak, że grupa kryminalistów z Rozbratu cenzuruje debatę publiczną w Poznaniu, a już całkowitym skandalem jest, że mają do tego parasol polityczny prezydenta miasta. Prezydenta miasta, który oczywiście znajduje czas, żeby chodzić w gej paradach, a nie znajduje czasu, żeby godnie uczcić np. Powstanie Wielkopolskie, Marsz Powstańców Wielkopolskich – to jest absolutny skandal” – oświadczył Winnicki.
 
„Nie chciałbym, i nie życzę tego Poznaniowi, żeby stał się w Polsce drugim Hamburgiem, bo ci którzy wczoraj manifestowali przeciwko spotkaniu naszemu narodowemu, to te same osoby” – podkreślił poseł. „Zgoda na lewicową ekstremę, na lewacką przemoc w Europie Zachodniej doprowadziła właśnie do takich scen jak w Hamburgu w lecie tego roku i do takiego scenariusza prowadzą Poznań rządy pana Jaśkowiaka” – powiedział prezes RN.
 
Winnicki zaapelował do mieszkańców Poznania, by „jak najszybciej odsunęli tego niebezpiecznego, skrajnie lewicowego polityka od władzy". "Żeby odsunęli od władzy człowieka, który dąży do tego, żeby Poznań stał się drugim płonącym Hamburgiem” - dodał.
 
Prezydent Jaśkowiak odnosząc się do słów Winnickiego powiedział PAP, że "słowa mało znaczącego posła oraz jego akcja w Poznaniu to po prostu próba zwrócenia na siebie uwagi mediów". "I to mu się akurat udało" - zauważył. "Poseł Winnicki nie ma do powiedzenia nic ciekawego i szkoda mi czasu na analizę jego wypowiedzi" - zaznaczył Jaśkowiak.
 
Winnicki odniósł się także do działań urzędnika miejskiego podczas środowych manifestacji. Jak tłumaczył, od lat organizuje różnego rodzaju konferencje, pikiety i manifestacje, i podczas tych wydarzeń czasem też dochodziło m.in. do prowokacji, blokad i starcia z policją. Ale, jak dodał, „nigdy nie spotkał się z taką postawą urzędników, nawet miasta Warszawy”. Według posła, miejski urzędnik miał „oczekiwać” od policji, by ta pozwoliła zebranym manifestować wzdłuż całej ulicy, w tym bezpośrednio przed wejściem do pubu.
 
„Wczoraj razem z posłem Tadeuszem Dziubą z PiS negocjowaliśmy z policją, by ona pod naciskiem urzędnika z miasta jednak nie przeprowadzała takiej operacji, która skończyłaby się tym, że anarchiści znaleźliby się bezpośrednio w styczności z uczestnikami spotkania – a na to naciskał urzędnik wydelegowany przez pana Jaśkowiaka” – relacjonował poseł.
 
„Oczywiście ten urzędnik musiał działać zgodnie z linią polityczną zaordynowaną przez swojego szefa. Mówię to z cała odpowiedzialnością, że prezydent Jaśkowiak świadomie, celowo i z premedytacją, za pomocą swojego urzędnika, w moim przekonaniu dążył do eskalacji wczoraj w kierunku niepokojów społecznych” - oświadczył.
 
„Tylko zimna krew organizatorów manifestacji przeciwko anarchistycznej blokadzie, zimna krew organizatorów manifestacji narodowej i profesjonalizm policji sprawiły, że wczoraj nie doszło w Poznaniu do burd, zamieszek” – wskazał Winnicki.
 
Jego zdaniem, „cała odpowiedzialność spada na kryminalne środowisko anarchistów, które jest tolerowane w Poznaniu, które cieszy się, za tej kadencji, niewątpliwym parasolem politycznym ze strony prezydenta Jaśkowiaka. Anarchiści są nie tylko kryminogenni z natury rzeczy, bo ideologia anarchistyczna dąży do zniszczenia państwa, wspieranie przez miasto już samych pobudek, takich ideowo-politycznych tego środowiska jest skandalem, ale to środowisko Rozbratu jest środowiskiem kryminalnym” – podkreślił.
 
Poseł powiedział też, że w środę zostały do niego skierowane kolejne zaproszenia od różnych grup. „Obiecuję, że do Poznania postaram się częściej przyjeżdżać i w takich właśnie spotkaniach otwartych uczestniczyć” - zapowiedział. Winnicki potwierdził także swoją środową deklarację, że rozważa skierowanie zawiadomienia do prokuratury dot. działań prezydenta Jaśkowiaka.
 
Rzeczniczka Urzędu Miasta Poznania Hanna Surma przekazała PAP w czwartek, że władze miasta stanowczo protestują przeciwko wypowiedzi posła Winnickiego odnoszących się do wykonywania obowiązków służbowych przez przedstawiciela organu gminy na środowych zgromadzeniach. „Nie opierają się na faktach i godzą w dobre imię przedstawiciela organu gminy” - dodała.
 
„W postępowaniu przedstawiciela organu gminy trudno dopatrzyć się zachowań – jakie zarzuca mu poseł Robert Winnicki – czyli jakiegokolwiek parcia do rozwiązań prowadzących do burd, nawoływania do tego Policji, czy występowania jako politycznego sojusznika środowiska kryminalnego i anarchistycznego. Autor tych słów oczernia urzędnika wykonującego obowiązki nałożone na organ gminy ustawą prawo o zgromadzeniach publicznych” – zaznaczyła Surma.
 
Jak tłumaczyła, w środę ok. godz., 17.30 „przedstawiciel organu gminy upoważniony przez prezydenta spotkał się w obecności funkcjonariusza Policji dowodzącego akcją zabezpieczającą z przewodniczącym zgromadzenia na ul. Strzałowa/Rybaki i udzielił mu pouczenia odnoście praw i obowiązków". Dodała, że przewodniczący przyjął je do wiadomości i współpracował z Policją, będąc też w bliskim kontakcie z urzędnikiem. "Następnie przedstawiciel organu gminy udał się z funkcjonariuszem Policji na ul. Długą, by spotkać się z organizatorem drugiego zgromadzenia. Nie stawił się on na spotkanie, więc urzędnik zadzwonił do niego przekazując, by nie rozłączał połączenia do momentu spotkania” – wskazała Surma.
 
Dodała, że kiedy doszło do spotkania, przedstawiciel organu gminy polecił zmianę miejsca zgromadzenia na to zgodne ze zgłoszeniem – czyli na sąsiadującą ul. Długą. „Wezwanie nie odniosło skutku, więc przekazał przez urządzenie głośnomówiące, że uczestnicy zgromadzania łamią w ten sposób przepisy ustawy prawo o zgromadzeniach publicznych i że powinni przenieść się na ul. Długą, na zgłoszone zgodnie z przepisami miejsce” – zaznaczyła Surma.
 
Wtedy ok. 60 zebranych oświadczyło, że znajdują się tam spontanicznie, więc urzędnik zakończył rozmowę, bo jego rola ogranicza się do monitorowania zgromadzeń zgłoszonych zgodnie z ustawą. Obie środowe manifestacje zakończyły się po godz. 20.30. W trakcie zgromadzeń policja nie odnotowało żadnych większych incydentów.
 
(PAP)
 
autor: Anna Jowsa