Terlecki o rezolucji PE: Głosowanie przeciwko ojczyźnie to skandal; to nie są patrioci

Terlecki o rezolucji PE: Głosowanie przeciwko ojczyźnie to skandal; to nie są patrioci
fot. PAP/Stanisław Rozpędzik
PE przyjął w środę rezolucję, wzywającą polski rząd do przestrzegania postanowień dotyczących praworządności i praw podstawowych, zapisanych w traktatach. Europosłowie zainicjowali też własną procedurę zmierzającą do uruchomienia art. 7 traktatu wobec Polski. Przeciwko rezolucji głosowali europosłowie PiS, eurodeputowani PSL nie wzięli udziału w głosowaniu, a większość eurodeputowanych PO wstrzymała się od głosu, ale sześciu poparło ten dokument.
 
Zdaniem Terleckiego, to "skandal, że są tacy, którzy tak bardzo nie lubią, nie chcą własnej ojczyzny, że potrafią głosować przeciwko niej". W jego ocenie, europosłowie, którzy zagłosowali za przyjęciem rezolucji "nie są patriotami". "Zachowali się obrzydliwie wobec własnej ojczyzny i myślę, że to powinno mieć jakieś konsekwencje" - dodał.
 
Według polityka PiS, europosłowie głosujący za rezolucją, nie powinni ponownie kandydować na stanowisko europarlamentarzystów w następnych wyborach. Jak tłumaczył, "ta szóstka (posłów - PAP) nie zasługuje na to, żeby w ogóle myśleć o nich, jako o przyszłych parlamentarzystach, niech sobie kandydują z Niemiec czy z Belgii czy skąd chcą".
 
Terlecki dodał, że każdy poseł może mieć swoje zdanie na temat sytuacji w Polsce, "ale głosowanie za rezolucjami, które mają karać Polskę za niepopełnione winy, to jest jednak przekroczenie wszelkich granic". "Sankcji się nie boję, ale prawdę mówiąc przykro jest oglądać to widowisko europejskie" - mówił.
 
Podczas wystąpienia w Brukseli na posiedzeniu komisji sprawiedliwości PE wiceszef KE Frans Timmermans powiedział m.in., że Komisja chce bezpośrednio rozmawiać z rządem Polski nt. praworządności, jednak obecnie ogranicza się to do "wymiany pism". Dodał, że pomimo wystosowania do polskich władz czterech pism z zaproszeniem do rozmów nie zostały one przyjęte.
 
"Znaliśmy zdanie pana Timmermansa, dobrze było wiadomo, do czego prowadzą te rozmowy, że w kółko jest powtarzanie tych samych komunałów i banałów" - powiedział Terlecki pytany, dlaczego polski rząd nie przyjął zaproszeń od wiceszefa KE. "Właściwie nie było o czym rozmawiać" - dodał.
 
Parlament Europejski, przyjmując dokument, dał mandat Komisji Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych PE do opracowania specjalnego sprawozdania dotyczącego Polski. W ten sposób będzie mógł na sesji plenarnej przyjąć sprawozdanie komisji, wzywając tym samym Radę UE do podjęcia działań przewidzianych przez art. 7 ust. 1 Traktatu o UE.
 
Zgodnie z nim, Rada UE, czyli przedstawiciele rządów, może na wniosek PE lub Komisji Europejskiej stwierdzić istnienie wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia przez państwo członkowskie wartości unijnych. Potrzeba do tego większości czterech piątych państw UE. Na uruchomienie art 7. wobec Polski, mimo wielu wezwań ze strony europarlamentarzystów, nie zdecydowała się do tej pory Komisja Europejska.
 
PE ostrzega, że jeżeli ryzyko zostanie potwierdzone a polskie władze odmówią zastosowania się do zaleceń UE, procedura może doprowadzić do zawieszenia prawa głosu Polski w Radzie Europejskiej. Wymaga to jednak jednomyślności krajów UE.
 
Art. 7 traktatu o UE to tzw. opcja atomowa, w wyniku której kraj może zostać nawet objęty sankcjami, nawet zawieszeniem prawa do głosowania na forum UE. Aby tak się stało, zielone światło musi dać jednomyślnie szczyt unijny. Węgry wielokrotnie powtarzały jednak, że w takiej sytuacji będą przeciw karaniu Polski. 
 
(PAP)