Tomasz Gollob: nie jest łatwo, ale bardzo, bardzo ciężko

Było to pierwsze wystąpienie publiczne sportowca po kwietniowym wypadku na torze motocrossowym.
 
"Witam serdecznie po tak długim czasie niewidzenia się z państwem. Było to przemyślane, a ten czas był dla mnie potrzebny, żebym oswoił się z sytuacją, która mnie w kwietniu spotkała" - rozpoczął swoje wystąpienie Gollob. "Cieszę się, że jestem w miarę naprawiony. To, co zostało zrobione w szpitalu, wykonane zostało najlepiej na świecie. Tutaj jest wiele dobrych możliwości. Ten czas, który jest przede mną, jest długi i ciężki. Nastawiłem się już na długą drogę i nie zamierzam się poddawać. Nie jest łatwo, ale bardzo, bardzo ciężko. Mam nadzieję, że za +x+ czasu będę w lepszym stanie niż dzisiaj" - podkreślił żużlowiec.
 
Podziękował za wsparcie całej sportowej Polsce, która w dniu jego wypadku się zjednoczyła i pokazała wielkie serce. "Zrobiło to na mnie wielkie wrażenie" - mówił Gollob. Dziękował również komendantowi 10 Wojskowego Szpitala Klinicznego w Bydgoszczy, lekarzom tam pracującym oraz całemu personelowi.
 
"Dziękuję panu komendantowi, który umożliwia mi naprawę mojego ciała w tym szpitalu. Trwa to już ok. trzydziestu lat. Wszystkie rzeczy, które miałem naprawiane w swojej karierze i dzięki temu mogłem ją kontynuować, miałem naprawiane w tym szpitalu. Gdy znalazłem się tutaj po tym ciężkim wypadku, byłem bardzo zadowolony z tego, że znowu spotkałem się w swoim domu, gdyż tutaj doskonale znają moje ciało" - wspominał pierwsze chwile po wypadku Gollob.
 
Wskazał, że prof. Marek Harat mówił mu podczas poprzedniego urazu, że nie ma już więcej części zamiennych do jego kręgosłupa i powinien pomału pomyśleć o zakończeniu przygody z wyczynowym sportem. Żużlowiec przyznał, że nie zareagował na tę sugestię na czas.
 
"Z wypadku nie pamiętam nic. Odnalazłem się w rzeczywistości ok. tygodnia po nim. Myślę, że lekarze mogą coś więcej o tym powiedzieć. Zapewniam państwa, że moja cała kariera, która trwała ok. 40 lat, była traktowana poważnie. To, że coś się stało na tym torze, to nie był przypadek. Nie przyśniło mi się nic i nie wstałem i nie pojechałem na te zawody. Nie było łatwo, gdy uświadomiłem sobie, co się stało. Mogę przypomnieć jedną rzecz z pierwszego widzenia z prof. Haratem, który powiedział, że trzeba to umieć zrozumieć. Jeżeli inaczej się do tego podejdzie, to można zrobić sobie wiele kłopotów wewnętrznych. Jestem bardzo wdzięczny za otoczenie takimi profesjonalnymi doktorami" - stwierdził Gollob.
 
Zawodnik dodał, że miał przygotowane kolejne dziesięć lat funkcjonowania w sporcie, m.in. planował udział w Rajdzie Dakar. "To jednak już tylko historia. Szkoda, bo chciałem zdobyć jeden z medali w MŚ w motocrossie i +popłynąć Dakarem+, który zawsze był w mojej głowie. Najśmieszniejsze jest to, że to wszystko było dograne i miało się stać, ale się nie stało" - przyznał.
 
Gollob dodał także, że "jest chyba jeszcze potrzebny". "Nie będę chodził na razie, ale jeździł na wózku. Od dzisiaj będziecie mnie mogli spotkać w różnych miejscach i nie będę się ukrywał, jak niektórzy fotoreporterzy, którzy chcą zrobić zdjęcia z ukrycia" - wskazał sportowiec.
 
Podkreślił, że za niedługi czas chce być maksymalnie sprawny.
 
"To, co się wydarzyło, zamknęło mi możliwość rywalizacji w sporcie - jakimkolwiek. Potrzebowałem czasu, bo proszę sobie wyobrazić, co przeżywałem w pierwszych miesiącach po wypadku" - stwierdził Gollob.
 
46-letni Gollob, indywidualny mistrz świata w jeździe na żużlu z 2010 roku, 23 kwietnia miał wystartować w motocrossowych mistrzostwach strefy północnej w Chełmnie. Podczas treningu przed zawodami uległ jednak poważnemu wypadkowi.
 
Jak wykazały badania, doznał urazu kręgosłupa w odcinku piersiowym, doszło też do złamania siódmego kręgu piersiowego i przemieszczenia między szóstym a siódmym kręgiem oraz do uszkodzenia rdzenia kręgowego. Miał również stłuczone oba płuca. Przeszedł długą operację i był przez lekarzy utrzymywany w stanie śpiączki farmakologicznej. Po kilku dniach został z niej wybudzony. Od 2 maja znajdował się na oddziale neurochirurgii 10 Wojskowego Szpitala Klinicznego w Bydgoszczy pod opieką prof. Marka Harata, a 22 maja został przeniesiony do kliniki rehabilitacji.
 
W środę lekarze podczas konferencji prasowej wskazali, że rehabilitacja w warunkach szpitalnych się kończy, a żużlowiec będzie najprawdopodobniej wypisany do domu do końca listopada.
 
Tomasz Więcławski 
 
(PAP)