Niemcy - lekarka ukarana przez sąd grzywną za propagowanie aborcji

Niemcy - lekarka ukarana przez sąd grzywną za propagowanie aborcji
fot.PAP/EPA
Lekarka Kristina Haenel zamieściła na swojej stronie internetowej link z informacjami o aborcji, zawierający także dane o własnym honorarium za zabieg. "Intencją ustawodawcy nie była publiczna dyskusja o przerywaniu ciąży, tak jakby to była normalna sprawa" - powiedziała przewodnicząca składu sędziowskiego, cytowana przez agencję dpa.
 
Aborcja nie jest zwykłym zabiegiem, takim jak operacja wyrostka - podano w uzasadnieniu. Wyrok był zgodny z wnioskiem prokuratury.
 
Lekarka zapowiedziała odwołanie się od wyroku. "Nie robię tego, by zachęcać kobiety do przyjścia. One i tak do mnie przychodzą. Nie potrzebuję (reklamy)" - mówiła Haenel przed rozprawą. Jak sama twierdzi, od ponad 30 lat przeprowadza zabiegi przerwania ciąży.
 
Przed gmachem sądu zgromadziło się kilkaset kobiet demonstrujących poparcie dla oskarżonej lekarki. Haenel zainicjowała w internecie petycję przeciwko paragrafowi 219a kodeksu karnego, który zdaniem krytyków uniemożliwia nie tylko propagowanie aborcji, lecz także uzyskanie rzeczowej i neutralnej informacji. Petycję podpisało dotąd 115 tys. osób.
 
Za zmianą przepisów opowiedzieli się przedstawiciele Lewicy, Zielonych i SPD w regionalnym parlamencie Hesji.
 
Związek Federalny Prawo do Życia wyraził natomiast zadowolenie z wyroku. "Zakaz propagowania aborcji został wzmocniony" - powiedziała szefowa organizacji Alexandra Linder. Pozwolenie na reklamę sprawia, że przedmiot reklamy staje się czymś dobrym, akceptowanym, pozytywnym - tłumaczyła działaczka.
 
Paragraf 219a kk stanowi, że lekarzom, którzy publicznie oferują aborcję, grozi kara więzienia do dwóch lat. Przerwanie ciąży jest w zasadzie uznawane za naruszenie prawa, jednak paragraf 218 kk przewiduje wyjątki. Aborcja nie jest karalna w ciągu trzech miesięcy od zapłodnienia, jeżeli zabieg jest poprzedzony poradą u lekarza. Bezkarność zapewniona jest też wtedy, gdy ciąża jest następstwem gwałtu lub gdy istnieją medyczne powody jej przerwania.
 
Reformę prawa aborcyjnego zainicjował w latach 70. kierowany przez SPD rząd Willy'ego Brandta. Zwolenniczki liberalizacji przepisów demonstrowały wówczas pod hasłem "Mój brzuch należy do mnie". Szerokim echem odbiła się akcja prowadzona przez tygodnik "Stern", w którym znane kobiety przyznały, że dokonały aborcji. Jedną z nich była aktorka Romy Schneider.
 
Według dpa liczba aborcji w Niemczech systematycznie maleje. W latach 90. dokonywano ok. 130 tys. zabiegów rocznie, w roku ubiegłym było ich 99 tys.
 
Z Berlina Jacek Lepiarz 
 
(PAP)