Jest wstępne porozumienie ws. Brexitu. Ostateczna umowa do października 2018

Komisja Europejska i Wielka Brytania porozumiały się co do pierwszej fazy rozmów dotyczących Brexitu. Barnier podkreślił, że jego zdaniem osiągnięty w piątek postęp jest wystarczający, by przejść do kolejnego etapu negocjacji. "Teraz do Rady Europejskiej będzie należeć decyzja, czy jest on na tyle wystarczający, by przejść do kolejnego etapu rozmów" - dodał.

 

"Jeśli Rada Europejska osiągnie porozumienie, a Parlament Europejski przyjmie rezolucję w przyszłym tygodniu, dokument (dotyczący porozumienia) może być podstawą umowy o wyjściu Wielkiej Brytanii z UE. (...) Potrzebujemy ostatecznej wersji tej umowy do października 2018 roku. To mniej niż rok" - powiedział Barnier. Zaznaczył przy tym, że przed negocjatorami stoją kolejne problemy, z którymi będą musieli się zmierzyć.

 

Podczas swojego wystąpienia Barnier wyjaśnił m.in., na czym polegają ustalenia w sprawie tzw. rachunku rozwodowego. Zaznaczył, że opuszczając UE, Wielka Brytania nie wpłaci do kasy UE więcej niż wówczas, gdyby w niej pozostała. Nie zapłaci też wcześniej, niż wynika to z jej zobowiązań jako członka UE. Podkreślił jednak, że Londyn będzie musiał dotrzymać wszystkich zobowiązań wynikających z członkostwa.

 

Zaznaczył, że podanie wysokości tzw. rachunku rozwodowego Wielkiej Brytanii w związku z jej wyjściem z UE nie jest obecnie możliwe, bo sumy te mogą się zmienić w przyszłości. "Nigdy nie podawałem sum i nie zacznę (tego robić) dzisiaj, ponieważ mogą się zmienić" - zastrzegł. Dodał, że wymienianie konkretnych liczb mogłoby na tym etapie negocjacji spowodować polityczne kontrowersje.

 

Wyraził zadowolenie z faktu, że na skutek Brexitu żaden kraj UE, w tym Wielka Brytania, nie będzie musiał zapłacić więcej ani też nie otrzyma z unijnej kasy mniejszych funduszy.

 

Brak porozumienia w kwestii rozliczeń finansowych był jedną z głównych przeszkód w zamknięciu pierwszego etapu rozmów. Dotychczas strony negocjacji starały się nie wymieniać oficjalnie żadnych konkretnych sum. Z wypowiedzi polityków można było jednak wywnioskować, że szacunki Londynu oscylowały wokół 20 mld euro, natomiast Brukseli – 60 mld euro.

 

W kwestii granicy irlandzkiej Barnier powiedział, że wbrew spekulacjom ewentualne pozostanie przez Wielką Brytanię w obrębie jednolitego rynku UE nie jest rozpatrywane jako jedno z możliwych rozwiązań problemu tzw. twardej granicy między Irlandią a Irlandią Północną.

 

"Rząd brytyjski potwierdził, że chce także opuścić wspólny rynek i unię celną, co nie jest obowiązkowe" - powiedział. Jego zdaniem jednym z możliwych scenariuszy jest uregulowanie tych kwestii podczas dyskusji na temat przyszłych relacji między Londynem a UE.

 

Zaznaczył, że politycznej deklaracji w sprawie przyszłych stosunków UE-Wielka Brytania oczekuje w przyszłym roku. Jego zdaniem konkretne rozmowy na temat relacji handlowych będą mogły zacząć się już po podpisaniu ostatecznej umowy w sprawie Brexitu.

 

Barnier uważa, że przyszła umowa o wolnym handlu między UE a Wielką Brytanią będzie musiała być podobna do tej, jaką UE ma z Kanadą. Przypomniał, że Wielka Brytania nie chce być częścią jednolitego rynku, unii celnej UE ani podlegać jurysdykcji Trybunał Sprawiedliwości UE. "Jeśli tak się stanie, to co pozostanie? Tylko jedno: umowa o wolnym handlu na bazie kanadyjskiego modelu" - zaznaczył.

 

Podsumowując pierwszą fazę rozmów, które w ciągu kilku ostatnich tygodni "trwały zarówno za dnia, jak i w nocy", Barnier powiedział, że nie chodziło w nich o to, by któraś ze stron poszła na ustępstwa, lecz o to, by wypracować kompromis przy zachowaniu warunków wyjściowych negocjacji. "Z naszej strony nie ma mowy o ustępstwach w sprawie Irlandii Północnej, rozliczeń czy praw obywateli" - dodał.

 

Odnosząc się do komentarza szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska, który w piątek powiedział, że wbrew temu, co mogło się wydawać, pierwsza faza była łatwa i teraz dopiero zaczną się trudne rozmowy, Barnier odpowiedział: "Wszystkie fazy tych wyjątkowych negocjacji są trudne. Pierwsza była niezwykle ważna, bo wymagała zbudowania wzajemnego zaufania i możliwie szybkich ustaleń w obszarach, które budziły tak wiele obaw i niepewności wśród obywateli".

 

Jego zdaniem kolejna faza będzie rzeczywiście trudna, gdyż - jak się wyraził - nie wszyscy do końca rozumieją, że są kwestie, które nie podlegają negocjacjom. "Integralność wspólnego rynku nie podlega negocjajom. Podobnie jak nasza decyzyjna niezależność wewnątrz UE. Wielka Brytania powinna zdawać sobie dobrze z tego sprawę, bo sama uczestniczyła w tworzeniu tych zasad" - zaznaczył.

 

W trakcie pierwszej fazy rozmów Barnier okazał się stanowczym negocjatorem, nieugiętym wobec nieustannych prób Londynu, by trzy podstawowe kwestie - praw obywatelskich, granicy irlandzkiej i rozliczeń finansowych - połączyć od razu ze sprawą przyszłych stosunków handlowych.

 

Z drugiej strony nie ulegał też naciskom ze strony polityków UE, którzy wielokrotnie sugerowali, że aby wyjść z impasu, należałoby okazać się wobec strony brytyjskiej większą elastycznością.

 

Przy każdej z takich prób Barnier przywoływał postanowienia "27" z maja br., z których wynika jednoznacznie, że bez rozwiązania trzech podstawowych kwestii, przejście do rozmów na temat stosunków handlowych nie jest możliwe.

 

(PAP)