Uelastycznienie dyżurów lekarskich - niebezpieczny projekt MZ

Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy negatywnie ocenił projekt rozporządzenia, który daje dyrektorom szpitali więcej swobody w planowaniu dyżurów lekarskich. To desperacka próba ukrycia dramatycznej sytuacji w publicznej ochronie zdrowia - uważa OZZL.
 
Proponowane przepisy, zdaniem Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, to także ucieczka od merytorycznego sposobu rozwiązania problemu w porozumieniu z lekarzami. OZZL w wydanym w piątek stanowisku wezwało ministra Konstantego Radziwiłła do rezygnacji z wydania rozporządzenia. Zdaniem MZ, w niektórych miejscach wymagania dotyczące organizacji pracy są wygórowane i nieadekwatne do rzeczywistej potrzeby, i zmiany są potrzebne.
 
Z powodu niewystarczającej liczby lekarzy dyrektorzy części szpitali mają problem z obsadą dyżurów lekarskich. W ostatnich tygodniach w niektórych placówkach problem ten wzmógł się także w wyniku protestu medyków, w ramach którego lekarze wycofują swoją zgodę na pracę powyżej 48 godz. w tygodniu.
 
Resort zdrowia w mijającym tygodniu przekazał do konsultacji publicznych projekt rozporządzenia mający umożliwić szpitalom bardziej optymalne i swobodniejsze planowanie pracy personelu medycznego.
 
Zarząd Krajowy OZZL negatywnie ocenił projekt zmieniający rozporządzenie w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu leczenia szpitalnego. Przewiduje ono – jak wskazuje OZZL - umożliwienie dyrektorowi szpitala sporządzenia takiego harmonogramu dyżurów medycznych, w których jeden lekarz dowolnej specjalności może być wyznaczony do pełnienia dyżuru na dowolnej liczbie różnych oddziałów szpitalnych.
 
Związek podnosi też, że projekt rozporządzenia zakłada umożliwienie dyrektorowi szpitala nakazanie łączenia przez lekarza pracy na oddziale szpitalnym jednocześnie z pracą w przychodni, również w zakresie dyżuru medycznego.
 
Zdaniem OZZL, "w skrajnym przypadku może to oznaczać np.: zobowiązanie lekarza ginekologa do pełnienia dyżuru jednocześnie na oddziale ginekologicznym, chirurgicznym, chorób dzieci, chorób wewnętrznych i neurologii oraz połączenie tego dyżuru z przyjmowaniem chorych w punkcie nocnej pomocy lekarskiej".
 
OZZL wskazuje, że w uzasadnieniu do projektu napisano, że "wprowadzane przepisy mają na celu umożliwienie świadczeniodawcom optymalnego (...) zaplanowania pracy personelu medycznego" i "ustalenia optymalnego modelu czasu pracy personelu lekarskiego". Według OZZL, to tłumaczenie wydaje się "pozornie racjonalne" i wskazuje, że nie można go oceniać bez odniesienia się do faktycznej sytuacji polskich szpitali, "a zwłaszcza ich wielkiego niedofinansowania i ogromnego braku kadry lekarskiej".
 
Związek zauważa, że rozporządzenie powstaje gdy "znaczna część lekarzy wypowiedziała klauzulę otp–out, bo nie chce już pracować ponad siły i stwarzać w ten sposób zagrożenia dla życia swojego i swoich pacjentów". "Oceniając w takim kontekście proponowane rozporządzenie należy uznać, że jest to desperacka próba ukrycia przez rządzących dramatycznej sytuacji w publicznej ochronie zdrowia oraz ucieczka od merytorycznego sposobu rozwiązania problemu w porozumieniu z lekarzami" – ocenia OZZL.
 
Zdaniem Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, "wydając takie rozporządzenie w takiej chwili, przy takiej sytuacji polskich szpitali, Minister Zdrowia stwarza potencjalnie ogromne niebezpieczeństwo dla chorych, bo otwiera szeroko drzwi dla nieodpowiedzialnych decyzji dyrektorów szpitali".
 
Zdaniem OZZL, MZ "kompromituje przy okazji ideę służby zdrowia działającej +dla misji+, bo państwo, aby +zaoszczędzić+ pieniądze przeznaczane na leczenie szpitalne, gotowe jest narazić chorych na brak pomocy lekarskiej".
 
OZZL wezwało ministra do rezygnacji z wydania tego rozporządzenia. "Zamiast tego proponujemy podjęcie dialogu rządu z lekarzami w celu znalezienia kompromisowego rozwiązania. Apelujemy do Pana Premiera, aby zainteresował się tym problemem" – głosi stanowisko Związku.
 
Zdaniem ministra Konstantego Radziwiłła, w niektórych miejscach wymagania dotyczące organizacji pracy są wygórowane i nieadekwatne do rzeczywistej potrzeby. Radziwiłł zapewniał w środę w Łodzi, że "nikt nie mówi o tym, by schodzić z jakości i by nowe regulacje zagroziły bezpieczeństwu". "Nie ma o tym mowy" – powiedział.
 
W czwartek w Warszawie minister mówił, że "większość krajów Europy Zachodniej ma rozwiązania, które nie stawiają takich wymogów formalnych do tego, żeby obsadzać każdy oddział, w tym także takie oddziały, które nie działają na ostro, obsadą dyżurową lekarską". Zwrócił uwagę, że na niektórych oddziałach w weekendy przebywa niewielu pacjentów. "Decyzję o tym, ilu lekarzy powinno pracować w szpitalu i czy jeden lekarz może odpowiadać na raz za dwa oddziały, pozostawiamy w rękach dyrektorów, bo to oni będą odpowiedzialni za to, żeby podejmować decyzje adekwatne do potrzeb" - powiedział.
 
Projekt MZ wprowadza możliwość "zaangażowania personelu medycznego, celem właściwego ich wykorzystania, w sytuacjach nierównego natężenia realizacji świadczeń w różnych komórkach organizacyjnych świadczeniodawcy". Autorzy projektu zapewniają, że zmiany "nie będą miały negatywnego wpływu na jakość udzielanych świadczeń".
 
W projekcie zaproponowano m.in., by w szpitalach, w których działają przychodnie specjalistyczne, leczenie w trybie hospitalizacji mogło być łączone z leczeniem ambulatoryjnym "z uwzględnieniem intensywności pracy poszczególnych komórek organizacyjnych".
 
MZ chce, by nowe zasady układania dyżurów lekarskich weszły w życie dzień po ogłoszeniu. Argumentuje, że skrócenie terminu wejścia w życie jest podyktowane "koniecznością zagwarantowania dostępności do świadczeń opieki zdrowotnej w sytuacji ograniczonych zasobów kadrowych personelu medycznego".
 
MZ szacuje, że dotychczas umowy opt-out wypowiedziało 3,5 tys. lekarzy, w tym ok. 1,8 tys. rezydentów. Minister ocenił, że może to skomplikować pracę niektórych szpitali, ale dyrektorzy mają narzędzia, by zapewnić ciągłość opieki nad pacjentami. Rezydenci szacują, że klauzulę opt-out wypowiedziało 4,2 tys. lekarzy.
 
(PAP)
 
autor: Katarzyna Lechowicz-Dyl