Kamil Stoch znów bezkonkurencyjny. Polak zwyciężył w Garmisch-Partenkirchen

Stoch jest pierwszym polskim skoczkiem narciarskim, który wygrał dwa pierwsze konkursy Turnieju Czterech Skoczni. Dzięki temu umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji generalnej tegorocznej imprezy.

 

Dwukrotny mistrz olimpijski z Soczi i zwycięzca poprzedniej edycji TCS, w Ga-Pa był liderem po pierwszej serii, w której uzyskał 135,5 m. Drugi ze stratą 1,4 pkt był Słoweniec Tilen Bartol (136 m), a trzeci ze stratą 2,4 pkt zwycięzca pierwszych zawodów sezonu w Wiśle Japończyk Junshiro Kabayashi - 137 m.

 

Pozostali Polacy wypadli także dobrze, do finału obok Stocha awansowali jeszcze Dawid Kubacki, Maciej Kot, Piotr Żyła i Stefan Hula. Odpadł tylko Jakub Wolny, który przegrał w parze Markusem Eisenbichlerem. Niemiec uzyskał 128,5 m, o jeden metr więcej od Polaka.

 

Pierwsza seria zakończyła się sensacyjną porażką dwukrotnego mistrza świata Austriaka Stefana Krafta, który uzyskał 122,5 m, ale jego rywal w parze Słoweniec Ziga Jelar wylądował o trzy metry dalej. Kraft zajął najgorsze, szóste miejsce w klasyfikacji "szczęśliwych przegranych" (31. w konkursie), podczas gdy awans do finału otrzymuje tylko czołowa piątka.

 

W finale nic początkowo nie zapowiadało horroru pogodowego, jaki czekał dwóch najlepszych po pierwszej serii. Początkowo rozgrywano go w dobrych, zbliżonych dla wszystkich warunkach wietrznych. Żyła i Hula skoczyli po 126 m, te odległości nie pozwoliły im na zdecydowaną poprawę swoich lokat, ostatecznie uplasowali się odpowiednio na 25. i 27. pozycji.

 

Kot doleciał do 133 m, ale pomimo tego nie utrzymał 15. miejsca po pierwszej serii, zajął w Ga-Pa 18. lokatę. Kubacki wylądował na 133,5 m i uplasował się na 12. pozycji.

 

Horror pogodowy zaczął się po próbie trzeciego po pierwszej serii Japończyka Kobayashiego - 131,5 m. Na skoczni nagle znacznie wzmógł się wiatr, wszystkie wskaźniki mierzącego jego prędkość pokazywały, że zawodów nie można chwilowo kontynuować. Jury natychmiast zdjęło z belki przedostatniego Bartola, Słoweniec przez kilka minut nie zdejmował nart, czekając na poprawę pogody.

 

Stoch, który już także był przygotowany do próby, czekał na górze razem ze Słoweńcem. Skoczek z Zębu, bardzo skupiony, spokojnie się koncentrował. Na szczęście po kilkunastu minutach oczekiwania tuż przy belce startowej, gdzie porywy zimnego wiatru nie wpływały korzystnie na formę, jury pozwoliło na kontynuowanie zawodów.

 

Bartol osiągnął 133,5 m i zajął ostatecznie 5. miejsce. Tuż po nim Stoch oddał najdłuższy skok w konkursie, wylądował na 139,5 m i zapewnił sobie zwycięstwo.

 

Czekający na dole skoczni niektórzy zawodnicy byli tym chyba trochę zawiedzeni. Liczyli na wygraną, być może na to, że Stoch, zmęczony oczekiwaniem na górze, swoją próbę popsuje. To chyba było powodem, że dość długo trwały przygotowania do ceremonii dekoracji, gdyż trzeba było pilnie odnaleźć taśmę z polskim hymnem.

 

W klasyfikacji generalnej PŚ Stoch awansował na drugie miejsce, zwycięzca dwóch konkursów TCS ma w dorobku 523 pkt. Nadal prowadzi Freitag - 710 pkt.

 

(PAP)