Indie - najmłodszy kraj z armią bezrobotnych

Indie - najmłodszy kraj z armią bezrobotnych
fot.PAP/EPA
Dinesh Malhotra przeciska się w stronę peronu stacji metra Huda City Centre w Gurgaon, mieście satelickim Delhi. Przed ósmą rano początkowa stacja żółtej linii jest pełna. Tłum młodych ludzi biegnie po schodach w stronę odjeżdżającej kolejki, wpada do wagonu i rzuca się na siedzenia. Słychać głośny śmiech.
 
„Tak jest co rano, każdy walczy o miejsce w wagonie, bo szybko się zapełnia” - tłumaczy PAP 24-letni Dinesh, który pracuje w call center. „To zabawa, ale i konieczność. Ogromna konkurencja” - dodaje po chwili zastanowienia.
 
Niemal nikt w firmie Dinesha nie przekroczył trzydziestki. „A nawet może 25 lat” - mówi, podkreślając, że to nie jest tylko specyfika tej branży. "Gdziekolwiek pracowałem, wokoło są sami młodzi ludzie. Starsi siedzą na rządowych posadach” - zaznacza.
 
Według oficjalnych danych połowa populacji Indii ma poniżej 25 lat, a dwie trzecie mniej niż 35 lat. Do 2020 r. średnia wieku wyniesie 29 lat i Indie staną się najmłodszym krajem świata. Dane ONZ pokazują, że w 2027 r. Indie będą miały ponad miliard ludzi w wieku produkcyjnym.
 
„Dla Indii to ogromna szansa na przyśpieszenie wzrostu gospodarczego” - tłumaczy PAP Anand Sharma, konsultant w firmie doradczej Ernst&Young. Zdaniem ekonomistów Indie mogą przyspieszyć nawet o dodatkowe 2 proc. tylko dzięki przyrostowi siły roboczej. Bank Światowy przewiduje tempo wzrostu PKB w 2018 r. na 7,3 proc., a w kolejnych dwóch latach na 7,5 proc.
 
„O ile wykorzystana zostanie siła robocza” - zastrzega Sharma. „Bezrobocie wśród młodych Indusów jest wysokie i może wywołać niepokoje społeczne”” - dodaje.
 
Badania Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) wskazują, że w Indiach aż 31 proc. Indusów w wieku między 15-29 lat nie tylko nie ma pracy, lecz również się nie kształci, żeby poprawić swoje kwalifikacje. Gorzej jest tylko w RPA, gdzie wskaźnik wynosi 37 proc.
 
„Uczę się do egzaminów wstępnych na uczelnie techniczne, ale podobno jest teraz kryzys w branży i nie wiem, co wybrać” - mówi PAP 17-letni Rajan Kushwaha, który uczy się do egzaminów w mieście Kota, słynącym z kursów przygotowawczych.
 
Według firmy rekrutacyjnej Head Hunters do 2021 r. indyjska branża IT ma zwolnić ponad 600 tys. pracowników. Redukcje dotkną gorzej wykwalifikowanych programistów, których zastępują już teraz maszyny.
 
„Jeszcze do niedawna każdy chciał być inżynierem. Teraz coraz częściej myślimy o egzaminach do służby cywilnej i administracji. Stabilną pracę może dać też wojsko” - twierdzi Rajan.
 
Młodzieniec pochodzi z Raxaul, miasteczka w stanie Bihar na granicy z Nepalem. Ten stan jest jednym z najgorzej rozwiniętych miejsc w Indiach. Ekonomiści zwracają uwagę, że właśnie w stanach północnych, przede wszystkim w Biharze i Uttar Pradeś, jest największa armia młodych, słabo wykształconych ludzi.
 
„Każdy chciałby zostać tu gwiazdą kina Bollywood lub gangsterem” - mówi 16-letni Gaurav Nanda z Patny, stolicy Biharu. „Nie jest łatwo o dobrą pracę. Jest praca za grosze, które ledwo starczają na przeżycie. To już lepiej być gangsterem” - dodaje.
 
Rząd premiera Narendry Modiego, który doszedł do władzy w 2014 r. dzięki poparciu młodych ludzi, obiecał szeroko zakrojony program szkoleń. Do 2022 r. miał podnieść kwalifikacje 400 mln ludzi. Tymczasem program utknął i w ciągu dwóch lat udało się przeszkolić niespełna 12 mln osób.
 
„Praca w call center jest ogromnie nudna i męcząca. Miała być dla mnie tymczasowym zajęciem” - mówi Dinesh z Gurgaon. Przyznaje, że od kilku lat nie może znaleźć niczego innego i tylko zmienia kolejne centra obsługi klienta.
 
Z Delhi Paweł Skawiński 
 
(PAP)