Strażacy zabezpieczają pogorzelisko w Siemianowicach Śląskich

Strażacy zabezpieczają pogorzelisko w Siemianowicach Śląskich
PAP/Andrzej Grygiel

W akcji uczestniczyły zastępy strażackie z Siemianowic Śląskich, Katowic, Chorzowa, Piekar Śląskich, Sosnowca, Gliwic oraz specjalistyczna jednostka z Knurowa. Po opanowaniu ognia strażacy rozpoczęli działania z użyciem ciężkiego sprzętu.

 

"Metr po metrze odpady zgromadzone na składowisku są przerzucane przez koparko-ładowarki i przelewane wodą, wykorzystany został także specjalny dźwig załadunkowy" - relacjonował w czwartek rano rzecznik siemianowickiej straży pożarnej kpt. Mariusz Rozenberg.

 

Jak powiedział, pożar objął cały obszar składowiska o wymiarach około 50 na 60 metrów, gdzie znajdowały się wysokie na około 5 metrów zwały śmieci - głównie odpadów komunalnych, choć były tam również elementy z plastiku i gumy.

 

Strażacy pracowali w aparatach ochronnych dróg oddechowych, w warunkach dużego zadymienia i w wysokiej temperaturze. Wieczorem udało się stłumić ogień i przystąpić do dalszych prac. Jak powiedział rzecznik, w czwartek na składowisku prowadzone będą jeszcze działania zabezpieczające i profilaktyczne.

 

W wyniku pożaru nikt nie został poszkodowany, nie było też potrzeby ewakuacji ludzi. Choć kłęby gęstego, czarnego dymu były widoczne z daleka, ratownicy chemiczni nie stwierdzili w składzie powietrza substancji zagrażających zdrowiu mieszkańców Siemianowic Śląskich oraz pobliskich Katowic. Na miejscu byli m.in. inspektorzy Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska.

 

W zakładzie recyklingu odpadów w Siemianowicach Śląskich w przeszłości doszło już do poważnych pożarów. W sierpniu ub. roku kilkudziesięciu strażaków walczyło z żywiołem, gdy w ogniu stanęły dwie duże pryzmy, zawierające m.in. tworzywa sztuczne. Przez kilka godzin ogień gaszono wówczas wodą i pianą.

 

Natomiast w listopadzie 2014 r. na składowisku nastąpił samozapłon odpadów, które najpierw zaczęły się tlić, a potem gwałtownie zapaliły. Ustalono wówczas, że wbrew deklaracjom dostawcy w odpadach znajdowały się związki magnezu, które wywołały efekt dużej łuny i intensywnego świecenia palących się odpadów z dużym wydzielaniem ciepła. Odpady nie były toksyczne.

 

(PAP)