Salisbury traci dochody. Kłopoty brytyjskiego miasteczka po zamachu na Skripala

Osiem tygodni temu cały świat usłyszał o miasteczku Salisbury w Wielkiej Brytanii, gdzie otruto byłego rosyjskiego szpiega Siergieja Skripala i jego córkę. Dziś lokalni przedsiębiorcy narzekają, że przez porachunki między agentami służb specjalnych cierpi ich miasto.

 

Firmom spadły obroty a co za tym idzie dochody. Przyznają to m.in. sprzedawcy biżuterii, których lokal mieści się niedaleko miejsca, gdzie doszło do ataku.

 

Do miasta nie chcą też przyjeżdżać turyści, którzy boją się o swoje życie. Miejsce, gdzie doszło do próby zamordowania przez otrucie Rosjan wciąż jest odgrodzone policyjną taśmą.

 

Niektórzy mieszkańcy wierzą, że mogą się tam znajdować jeszcze śladowe ilości środku typu Nowiczok, który według Londynu został użyty w ataku. Substancja poraża system nerwowy w sposób nieodwracalny.

 

66-letni Siergiej Skripal wciąż przebywa w szpitalu, jego 33-letnia córka już opuściła ośrodek.