Podlaskie: zakończyła się akcja gaszenia Tatarskiej Jurty w Kruszynianach

Dyżurny operacyjny Komendy Wojewódzkiej PSP w Białymstoku mł. bryg. Grzegorz Hołubowicz poinformował PAP, że akcja gaszenia drewnianego budynku Tatarskiej Jurty zakończyła się we wtorek przed godziną 15 i brało w niej udział 21 jednostek straży pożarnej. Przypomniał, że zgłoszenie o pożarze strażacy otrzymali w poniedziałek przed godz. 23.

 

Dyżurny powiedział, że na miejscu pozostał już tylko jeden zastęp straży pożarnej, który monitoruje miejsce rozbiórki podczas wywożenia zgliszczy.

 

"Nic na razie nie wiemy o wstępnej przyczynie, będzie to badała policja przy pomocy osób i biegłych z zakresu pożarnictwa(...) my, szczerze mówiąc, patrząc na rozmiar tego pożaru, to jesteśmy zadowoleni z tego, że tam nikt nie ucierpiał, nie został ranny, nie zginął, a wiadomo, że to był obiekt nie tylko gastronomiczny, ale również i hotelowy" - powiedział mł. bryg. Hołubowicz.

 

"Niestety, ze względu na drewnianą konstrukcję obiektu i pokrycie dachowe również z drewnianego gontu pożar bardzo szybko rozprzestrzeniał się po całym obiekcie" - powiedział dowodzący akcją gaśniczą w Kruszynianach bryg. Dariusz Łukaszewicz z Komendy Powiatowej PSP w Sokółce.

 

Zdaniem właścicielki Tatarskiej Jurty Dżennety Bogdanowicz ogień pojawił się przy kominie. "To musiała być przyczyna techniczna(...)u nas się nie pali papierosów w pokojach, my też jesteśmy niepalący, a goście, którzy są u nas, nie palą przy stolikach. Jest jedno miejsce, gdzie mogą palić papierosy, więc na pewno to nie było zaprószenie, na sto procent" - stwierdziła.

 

Tatarska Jurta to miejsce chętnie odwiedzane przez turystów z całej Polski. Słynie przede wszystkim z tatarskiego jedzenia.

 

Bogdanowicz powiedziała PAP, że Kruszyniany co roku odwiedzają tysiące turystów. Majowy weekend planowało tu spędzić kilkaset osób. "W momencie wybuchu pożaru w budynku przebywali właściciele, pracownicy i turyści, w sumie około 35 osób" - mówiła.

 

Dżenneta Bogdanowicz prowadziła wraz z mężem tatarskie gospodarstwo agroturystyczne od 17 lat. "Nie mogę dojść do siebie, ponieważ to jest dorobek naszego życia, mój i mojego męża, to było moje marzenie. To powstało, mąż to wybudował, byliśmy razem, potem doszły do nas dzieci i ta jedna noc..." - mówiła. Bogdanowicz powiedziała, że oprócz rzeczy osobistych spłonęły rodzinne pamiątki, fotografie, tradycyjne tatarskie stroje.

 

Właściciele wstępnie szacują straty na 1,5 mln zł. Zapowiadają, że obiekt odbudują. "My bierzemy się do roboty, musimy nakarmić naszych gości, przecież oni przyjadą, niektórzy nie będą wiedzieli o tym, że tutaj stała się taka tragedia. Będziemy gotować na zewnątrz" - zapowiedziała Dżenneta Bogdanowicz.

 

Pomoc już zaoferowała Muzułmańska Gmina Wyznaniowa. Jej przedstawiciele poinformowali, że czasowo nieodpłatnie wynajmą poszkodowanym teren i budynek Centrum Edukacji i Kultury Muzułmańskiej, które znajdują się nieopodal Tatarskiej Jurty.

 

"Żeby oni mogli jakoś funkcjonować, żeby mieli z czego żyć, a przede wszystkim pracownicy, żeby mieli gdzie pracować i żeby nie zaburzyć tej harmonii, jaka do tej pory się wytworzyła w obsłudze turystów" - powiedział przewodniczący Muzułmańskiej Gminy Wyznaniowej w Kruszynianach Bronisław Talkowski.

 

Właściciele poinformowali, że gospodarstwo było ubezpieczone, ale każdy indywidualnie może wesprzeć odbudowę Tatarskiej Jurty. Informacje o tym znajdą się na stronie www.kruszyniany.pl.

 

Kruszyniany są ważnym miejscem dla liczącej około 3 tys. osób społeczności polskich Tatarów. Znajduje się tam jeden z trzech muzułmańskich cmentarzy w Polsce. W wiosce jest meczet z XVIII w. Tatarzy żyją w Kruszynianach od 1679 r. - zamieszkali tam za sprawą króla Jana III Sobieskiego. Dziś we wsi mieszka 30 rodzin, w tym cztery tatarskie. Gmina muzułmańska liczy około 100 Tatarów, przy czym także osoby spoza Kruszynian.

 

(PAP)