Bezkarni faszyści na ulicach polskich miast. Stołeczni policjanci w ogniu krytyki

Pierwszy maja w koszulce z symbolem SS na marszu nacjonalistów w Warszawie. Pięć dni później, już w kajdankach, mieszkaniec Mazowsza usłyszał w prokuraturze zarzut publicznego propagowania faszyzmu, za co grozi mu nawet do dwóch lat więzienia.

 

Takich osób na marszu było jednak więcej - podkreślają przedstawiciele Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych, którzy byli świadkami zamieszek.

 

Obywatele RP złożyli tuż po marszu zawiadomienie do prokuratury, że policja nie dopełniła obowiązków. Funkcjonariusze nawet nie spisali bowiem osób, które jawnie propagowały symbole faszystowskie.

 

Policjanci odpierają zarzuty - nie mogli zajmować się symbolami, kiedy w ruch poszły pięści, a nawet butelki. Można było jednak temu zapobiec, gdyby policja interweniowała wcześniej. Tym bardziej, że faszyści w Polsce zaczynają poczynać sobie coraz śmielej.