Jedna z najtrudniejszych akcji ratowniczych. W Zofiówce o życie zaginionych walczyło ponad 1000 osób

Zeszłotygodniowe tąpniecie w Zofiówce miało siłę 3,5 w skali Richtera. Było ono najsilniejsze w historii kopalni. Chodnik został wybity do góry. Na pomoc uwięzionym górników ruszyli najpierw ratownicy kopalniani, czyli ochotnicy. Później dołączyli do nich zawodowcy z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego.

 

Prześwity w miejscu akcji miały maksymalnie po 40 centymetrów, więc ratownicy z ważącym 20 kilogramów sprzętem mieli spore problemy z poruszaniem się w tych ekstremalnych warunkach. Później natknęli się oni na zalewisko, w którym było 200 tysięcy litrów wody z gęstym szlamem.

 

Ratownicy musieli używać wolniejszych, pneumatycznych pomp. I tu także były problemy, bo jedna z nich od gęstego błota się po prostu - zatkała. Trzeba było ją wymienić na nową, co także kosztowało sporo czasu.

 

900 metrów pod ziemią pracowało ośmiuset ratowników. Dodatkowo, w sztabie w siedzibie kopalni kolejnych kilkaset osób. Wszyscy do końca wierzyli, że trzech górników uda się wydostać żywych.