Gruzja: tysiące ludzi przed parlamentem

Według mediów w piątek w akcji pod parlamentem uczestniczyło kilka tysięcy osób, które pragnęły wyrazić solidarność z ojcem zabitego i skrytykować sposób potraktowania przez wymiar sprawiedliwości krwawego incydentu, w którym w grudniu ubiegłego roku w centrum Tbilisi w bójce zginęło dwóch nastolatków.

 

Protest rozpoczął się w czwartek po posiedzeniu sądu, który zajmował się sprawą zabójstwa Dawida Saralidzego i Lewana Dadunaszwilego. Sąd nie uznał za winnych śmierci Saralidzego żadnego z dwóch oskarżonych. Ojciec chłopca Zaza Saralidze oświadczył, że sprawa nie została należycie zbadana i że prokuratura kryje jednego z uczestników incydentu - syna byłego pracownika resortu.

 

Wcześniej zorganizowano wiec przed siedzibą prokuratury generalnej, domagając się ustąpienia prokuratora generalnego Iraklija Szotadzego, który rzeczywiście podał się do dymisji. Domagano się też ustąpienia całego rządu.

 

Premier Giorgi Kwirikaszwili wyszedł do protestujących w nocy z czwartku na piątek, lecz demonstranci nie dopuścili go do głosu. Na zwołanym następnie briefingu szef rządu powiedział, że nie zamierza podawać się do dymisji. Zapewnił jednak, że sprawa zabójstwa obu nastolatków została przekazana do rozpatrzenia resortowi spraw wewnętrznych i że będzie ją nadzorować wicepremier, minister spraw wewnętrznych Giorgi Gacharia.

 

Z inicjatorem protestów Zazą Saralidze spotkał się w piątek prezydent Gruzji Giorgi Margwelaszwili, o czym poinformowano na oficjalnym koncie prezydenta na Facebooku. Prezydent po rozmowie w cztery oczy z ojcem zabitego chłopca podkreślił, że Gruzja powinna być dla swych obywateli "krajem, w którym doświadczają oni poczucia sprawiedliwości", lecz że "jednocześnie musi w nim istnieć wewnętrzna stabilność".

 

Gruziński portal civil.ge informuje, że wiece solidarności z Saralidzem zorganizowano w piątek w różnych miastach Gruzji, w tym w Bordżomi, Gori, Kutaisi i Zugdidi.

 

(PAP)