Wakacyjne lenistwo posłów. Prawie dwa miesiące przerwy w obradach Sejmu

Co by o Marszałku Kuchcińskim nie mówić, trzeba przyznać, że ma gest. Tak jak w zeszłym roku, tak i teraz posłowie mogą spakować walizki prawie na dwa miesiące. Oczywiście, jak mówią posłowie, to nie oznacza, że nie będą pracować. Zapewniają, że będą spotykać się z wyborcami i przygotowywać do jesiennych wyborów samorządowych.

 

Prawo i Sprawiedliwość pokazało w tej kadencji mistrzostwo w kondensacji pracy. Tempo przyjmowania niektórych ustaw było zawrotne. Nowelizację ustawy o IPN przyjęto w kilkanaście godzin, ostatnie projekty dotyczące Sądu Najwyższego - w dwa dni. Pytanie, czy na takim pośpiechu nie cierpi jakość uchwalanego prawa.

 

Ale posłowie partii rządzącej mówią wprost, po co rozmawiać z opozycją, jak nie ma o czym. Do Sejmu posłowie wrócą 11 września. I będzie to wyjątkowo bolesny powrót. Od września będą zarabiać o około 2 tysiące mniej. I tu trzeba się dopatrzyć dobrej woli marszałka - przynajmniej w wakacje nie muszą oszczędzać.