„Biełaruś Siegodnia”: Niepodległość dopiero od prezydentury Łukaszenki

„Biełaruś Siegodnia”: Niepodległość dopiero od prezydentury Łukaszenki
fot.PAP/EPA
Retrospektywna analiza jednej z instytucji państwa, choć najważniejszej, będzie niepełna bez zrozumienia najważniejszej rzeczy. Zrozumienia, że chodzi w istocie o ćwierć wieku niepodległej białoruskiej państwowości” – pisze gazeta administracji prezydenta, główny państwowy dziennik, „Biełaruś Siegodnia” w tekście otwierającym projekt 25.by, poświęcony ćwierćwieczu państwowości.
 
Gazeta przyznaje, że Białoruś uzyskała niepodległość jeszcze w 1991 r., a deklarację suwerenności państwowej ogłosiła jeszcze w 1990 r. „O państwowości w tych latach można mówić wyłącznie bardzo umownie” – czytamy w artykule.
 
Gazeta wskazuje, że w tym okresie kraj był pogrążony w głębokim kryzysie społeczno-gospodarczym, choć kwitł polityczny pluralizm.
 
Państwo było słabe, spadała produkcja i dochody ludności, za to szalała inflacja, w siłę rośli spekulanci i przestępcy – tak w skrócie podsumował dziennik pierwsze lata niepodległego państwa białoruskiego.
 
„Właśnie wtedy, w 1994 r. z ust kandydata na prezydenta Alaksandra Łukaszenki padły słowa o epokowym znaczeniu (…): +Odciągnąć państwo i naród od przepaści – to najważniejsze zadanie prezydenta+” – napisała „Biełaruś Siegodnia”, oceniając, że „ludzie byli zmęczeni politycznym zamieszaniem i totalnym zubożeniem – i uwierzyli”.
 
„Tym samym na Białorusi uruchomiony został realnie skuteczny mechanizm wyprowadzenia państwa z kryzysu. I kształtowania realnej białoruskiej państwowości" - napisano.
 
Tekst w prezydenckiej gazecie wywołał krytyczne komentarze ze strony środowisk niezależnych, a media niepaństwowe oceniły m.in., że „Białorusinom wbija się do głowy nowy mit – że był tylko Łukaszenka, a przed nim – chaos i barbarzyństwo”.
 
Łukaszenka sprawuje funkcję prezydenta Białorusi od 20 lipca 1994 roku. Białoruska opozycja od lat zarzuca mu, że po dojściu do władzy ograniczył swobody demokratyczne i pluralizm.
 
(PAP)