USA nie dały Turcji zielonego światła do ataku na Północną Syrię

USA nie dały Turcji zielonego światła do ataku na Północną Syrię
PAP/EPA/YURI GRIPAS

Odpowiadając we wtorek na konferencji prasowej w Waszyngtonie na pytanie korespondenta telewizji Kurdistan24, czy słowa Recepa Tayyipa Erdogana dotyczące rzekomej zgody, jaką miał on uzyskać od prezydenta USA na inwazję na Północną Syrię, są "wprowadzeniem w błąd", zastępca rzecznika prasowego Departamentu Stanu Robert Palladino powiedział krótko: "tak".

 

Palladino przypomniał również, że siły USA są obecne w Syrii w celu zapewnienia trwałego pokonania Państwa Islamskiego (IS), dodając, że "zadanie nie zostało jeszcze wykonane". Przedstawiciel Departamentu Stanu dodał, że Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF) są "kluczowym partnerem" w walce przeciwko IS i zdaniem USA organizacja ta powinna być jedną z sił tworzących nową Syrię.

 

Tymczasem Centrum Informacyjne SDF poinformowało we wtorek wieczorem, że ofensywa przeciwko ostatniej enklawie Państwa Islamskiego, położonej we wschodniosyryjskiej muhafazie Dajr az-Zaur, jest kontynuowana. We wtorek w walkach z SDF zginęło 96 terrorystów, a międzynarodowa koalicja dokonała 66 uderzeń z powietrza. 14 grudnia SDF zdobyło najważniejszy bastion tej enklawy, tj. miasto Hadżin, uważane za ostatnią stolicę IS.

 

Telewizja Kurdistan24 poinformowała również w środę, powołując się na dobrze poinformowane źródła w Waszyngtonie, że wbrew sugestiom Erdogana jego rozmowa z Trumpem nie miała pozytywnego przebiegu. Prezydenci Turcji i USA rozmawiali w piątek na temat sytuacji w Syrii oraz tureckich gróźb wkroczenia na tereny kontrolowane przez SDF, na których znajdują się również bazy wojskowe USA.

W poniedziałek na spotkaniu z przedstawicielami tureckiego przemysłu obronnego Erdogan stwierdził, że inwazja na zamieszkaną głównie przez Kurdów Północną Syrię nastąpi "w ciągu kilku dni", dodając, że rozmawiał na ten temat z Trumpem, który "udzielił pozytywnej odpowiedzi".

 

Turecki prezydent zapowiedział atak na kontrolowane przez SDF tereny Północnej Syrii już 12 grudnia. Według nieoficjalnych informacji uderzenie tureckie miałoby nastąpić w czterech miejscach, tj. na miasta Kobane, Serekanie, Tel Abjad oraz Suluk. Celem ofensywy miałaby być aneksja pasa o głębokości 45 km wzdłuż syryjsko-tureckiej granicy. W środę pojawiły się doniesienia o ściąganiu przez SDF na te tereny posiłków, a także budowie rowów i tuneli obronnych. Na granicę przybyli również cywile, którzy zapowiedzieli, że będą "żywymi tarczami" broniącymi swej ziemi przed turecką agresją.

 

Po tureckiej zapowiedzi inwazji doszło do szeregu rozmów telefonicznych między przedstawicielami USA i Turcji. Oprócz rozmowy Trumpa z Erdoganem była to również rozmowa amerykańskiego sekretarza stanu Mike'a Pompeo z ministrem spraw zagranicznych Turcji Mevlutem Cavusoglu, a także szefa Połączonych Sztabów USA gen. Josepha Dunforda z jego tureckim odpowiednikiem gen. Yasarem Gulerem.

 

Turcję, Północny Irak oraz Północną Syrię odwiedził natomiast specjalny przedstawiciel USA ds. Syrii James Jeffrey, który w poniedziałek skrytykował tureckie plany inwazji na północno-wschodnią Syrię. W poniedziałek nazwał on relacje USA i SDF "transakcyjnymi i taktycznymi". Jednocześnie porównał je jednak do relacji, jakie USA miały z Kurdami w Iraku w latach 90., a które doprowadziły do powstania Regionu Kurdystanu w Iraku.

 

Jeffrey poinformował również o przerzuceniu na turecko-syryjską granicę stuosobowego oddziału tzw. Peszmergi Rożawa, tj. sił złożonych z Kurdów syryjskich, ale związanych z liderem Regionu Kurdystanu w Iraku Masudem Barzanim, który ma dobre relacje z Turcją.

 

Pod koniec listopada USA zaczęły budowę własnych wież obserwacyjnych na granicy z Turcją, deklarując, że celem jest zabezpieczenie Turcji przed ewentualnymi atakami z terytorium Syrii. Zdaniem Turcji groźba takich ataków uzasadnia interwencję. Władze Turcji negatywnie zareagowały jednak na ten krok. W środę pojawiły się natomiast informacje o planowanym wycofaniu wojsk USA z Syrii. Eksperci zwracają jednak uwagę na to, że nie jest to pierwsza tego typu zapowiedź Trumpa i mimo to USA nie tylko nie rozpoczęły wycofywania, ale wręcz przeciwnie, zwiększały swoje zaangażowanie. USA nie chcą również dopuścić do stworzenia lądowego połączenia Iranu z Morzem Śródziemnym. Zdaniem ekspertów, w przypadku wycofania się USA z Syrii syryjscy Kurdowie mogą być zmuszeni zwrócić się o pomoc właśnie do Iranu.

 

(PAP)