Tragiczna noc sylwestrowa. W pożarach zginęło pięć osób

Tragiczna noc sylwestrowa. W pożarach zginęło pięć osób
PAP/Darek Delmanowicz

Do północy strażacy wyjeżdżali 987 razy, w tym 354 razy do gaszenia pożarów, w których rannych zostało osiem osób. W miejscowości Rudnik w województwie lubelskim zginęła jedna osoba. Do innych zdarzeń, takich jak np. wypadki drogowe, strażacy wyjeżdżali 530 razy. Zginęło w nich dziesięć osób, a 166 osób zostało rannych.

 

Od północy do godziny szóstej rano strażacy interweniowali 677 razy, z czego 474 razy interwencje dotyczyły pożarów. Zginęły w nich cztery osoby, a dziewięć zostało poszkodowanych. Dwa śmiertelne pożary, które wciąż są gaszone, powstały w województwie małopolskim. Pierwszy, w którym zginęła jedna osoba, wybuchł dwie minuty po północy w miejscowości Żegiestów w powiecie nowosądeckim, drugi - o g. 4.45 w miejscowości Podgórska Wola w powiecie tarnowskim. Zginęły w nim dwie osoby. Jak podkreślił Frątczak, na razie ciężko odkreślić, co było przyczyną pożarów.

 

Do kolejnego pożaru doszło nad ranem w Łodzi w pięciokondygnacyjnej kamienicy. Z budynku ewakuowano 20 osób, cztery osoby zostały ranne, a jedna osoba zmarła.

 

Dla porównania rzecznik PSP zaznaczył, że przez całe 48 godzin Sylwestra oraz Nowego Roku 2017/18 strażacy w całej Polsce wyjeżdżali 1988 razy, z czego 877 interwencji dotyczyło pożarów. W pożarach zginęły wówczas trzy osoby.

 

"Wyjątkowo tragiczna, niespokojna noc. Nie do końca chyba Polacy wzięli sobie do serca bezpieczne pożegnanie starego roku. Znacznie większa liczba interwencji, a jeszcze przed nami prawie cały dzisiejszy dzień" - skomentował Frątczak. "Chyba nie do końca bierzemy sobie do serca apele, jeśli chodzi o rozsądek przy stosowaniu środków pirotechnicznych. Sam mogłem zaobserwować, że mimo, iż wielu włodarzy miast zrezygnowało z pokazu sztucznych ogni, to wiele osób zapomina, że są sąsiedzi, są zwierzęta" - dodał rzecznik PSP.

 

(PAP)