Policja i Służba Więzienna zignorowały zagrożenie? Matka Stefana W. ostrzegała przed synem

"Nieprawdziwe są informacje podane przez "Gazetę Wyborczą" jakoby SW była informowana o zgłoszeniu matki Stefana W. (była ona zaniepokojona zachowaniem syna - PAP). SW została poproszona przez policję o przeprowadzenie wywiadu na koniec odbywania kary. SW zadanie wykonała i przekazała treść policji" - poinformowała Służba Więzienna.

 

Jak dodała w komunikacie wydanym w środę, chodziło o rozmowę na temat "planów związanych z opuszczeniem przez skazanego zakładu karnego".

 

Zakład Karny w Gdańsku poinformował policję o dokładnej godzinie i terminie, w którym Stefan W. opuści więzienie. Ponowną informacje na ten temat przekazał policji bezpośrednio po zwolnieniu z zakładu karnego - czytamy w komunikacie.

 

"Były to jedyne dostępne prawem działania, które mogła podjąć Służba Więzienna wobec skazanego, który odbył w całości orzeczoną karę" - podkreśliła SW.

 

"30 listopada 2018 roku do Komisariatu III Policji w Gdańsku zgłosiła się osoba zaniepokojona stanem psychicznym Stefana W., który aktualnie odbywał karę pozbawienia wolności. Policjanci jeszcze tego samego dnia wysłali pismo do dyrektora zakładu karnego, w którym przebywał osadzony, informując go o pozyskanej wiedzy. W piśmie tym zwrócili się z prośbą o podjęcie przez zakład karny możliwych dostępnych działań" - poinformowała PAP policja.

 

"Tydzień przed tym, jak Stefan W. miał opuścić więzienie, jego matka ostrzegła gdańską policję, że jest zaniepokojona zachowaniem syna. Policja powiadomiła zakład karny. Mimo to nie podjęto żadnych działań" - podała w środę po południu "Gazeta Wyborcza".

 

Jak pisze gazeta, niepokoje matki 27-latka związane były z jego stanem psychicznym – słyszał głosy, miał duże poczucie krzywdy, o swoją sytuację obwiniał polityków. Mimo to ostatnie miesiące kary odbywał w zakładzie półotwartym w Gdańsku-Przeróbce.

 

Według informacji "GW" matka Stefana W. zgłosiła swoje wątpliwości 30 listopada komendantowi komisariatu na ul. Białej w Gdańsku. Ten zwrócił się do zakładu karnego Gdańsk-Przeróbka, gdzie Stefan W. kończył karę więzienia za napady na banki.

 

"Policjanci jeszcze tego samego dnia wysłali pismo do dyrektora zakładu karnego, w którym przebywał osadzony, informując go o pozyskanej wiedzy" – powiedziała w rozmowie z "GW" asp. Karina Kamińska z KMP w Gdańsku. "W piśmie tym zwrócili się z prośbą o podjęcie przez zakład karny możliwych dostępnych działań" - dodała. Według ustaleń gazety odpowiedź brzmiała, że nic złego się nie dzieje.

 

W niedzielę wieczorem na scenę, na której odbywał się finał WOŚP w Gdańsku wtargnął 27-letni Stefan W. i kilkukrotnie ugodził nożem prezydenta Adamowicza. Jeszcze w nocy samorządowiec przeszedł pięciogodzinną operację. Po jej zakończeniu lekarze z gdańskiego Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego informowali, że urazy, jakich doznał samorządowiec "były bardzo ciężkie". W poniedziałek krótko przed godz. 15 Centrum poinformowało, że prezydent Adamowicz zmarł. Pogrzeb prezydenta Adamowicza odbędzie się w sobotę.

 

W poniedziałek gdański sąd przychylił się do wniosku prokuratury i zdecydował o tymczasowym aresztowaniu 27-letniego Stefana W. - sprawcy śmiertelnego ataku na prezydenta Gdańska. Wcześniej mężczyźnie postawiono zarzut zabójstwa z motywacji zasługującej na szczególne potępienie. Czyn ten zagrożony jest karą co najmniej 12 lat więzienia, 25 lat pozbawienia wolności, a nawet dożywocia. Stefan W. nie przyznał się do jego popełnienia.

 

Stefan W. zabójca prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza stwierdził w śledztwie, że jest ofiarą prokuratorsko-policyjnego spisku – wynika z nieoficjalnych informacji PAP. Nie przyznał się do winy, a podczas przesłuchania opowiadał – jak wynika ze źródeł PAP – "kompletnie fantastyczne historie".

 

Stefan W. był przesłuchiwany w obecności psychologa. Sprawiał wrażenie jakby żył w równoległej rzeczywistości. Obszernie mówił swoim życiu, ale wiele z przytoczonych przez niego faktów nie miało nigdy miejsca. Opowiadał zmyślone historie, które nie miały żadnego związku z zabójstwem, którego dokonał podczas finału WOŚP w Gdańsku. Okazało się to podczas weryfikacji jego zeznań przez prokuratorów.

 

(PAP)