Mężczyzna rozszarpany przez lwa! Bestia mieszkała na jego... podwórku

Mężczyzna rozszarpany przez lwa! Bestia mieszkała na jego... podwórku

Zdiechov leży w powiecie Vsetin w kraju (województwie) zlińskim. Tragedia wydarzyła się na ogrodzonym wybiegu, gdzie trzymana była para lwów - dziewięcioletni samiec i trzyletnia samica. Ciało hodowcy odnalazł około godziny siódmej rano jego ojciec. Zwierzęta zastrzelili policjanci z jednostki interwencyjnej z Brna. Według nieoficjalnych informacji, ofiarę zaatakował samiec.

 

"Możemy potwierdzić, że na miejscu są martwy hodowca i dwa lwy. Po porozumieniu się policji z pracownikami zoo w Zlinie drapieżniki zastrzeliliśmy, co uznano za najbezpieczniejszy sposób wejścia do wnętrza (wybiegu). Żaden z lwów nie wydostał się w trakcie incydentu poza wybieg, nie zaistniało zatem zagrożenie obywateli" - powiedziała rzeczniczka policji kraju zlińskiego Lenka Javorkova.

 

Na hodowlę lwów w Zdiechovie służby weterynaryjne nie wyraziły zgody. "Powodem był brak zezwolenia budowlanego na kwaterę z wybiegiem" - wyjaśnił zastępca rzecznika Państwowego Zarządu Weterynaryjnego Petr Majer.

 

Choć hodowcę kilkakrotnie ukarano grzywnami, nie było prawnej możliwości odebrania mu lwów. W myśl czeskich przepisów interwencja służb weterynaryjnych jest dopuszczalna tylko w razie dręczenia zwierząt, czego w tym przypadku nie dało się stwierdzić.

 

"To oczywiście smutne wydarzenie, nieszczęście, niemniej hodowca wyszedł mu naprzeciw. Fachowcy zwracali mu uwagę, że hodowla jest ryzykowna" - powiedział agencji CTK naczelnik gminy Zdiechov Tomasz Kocourek. Według niego zutylizowanie martwych lwów będzie kosztować gminę kilka tysięcy koron.

 

Hodowca przywiózł do Zdiechova sześcioletniego wtedy lwa latem 2016 roku i na posesji swej rodziny zbudował bez zezwolenia kwaterę z ogrodzonym wybiegiem. Już wcześniej, gdy trzymał tego lwa na Słowacji, został przez niego zaatakowany i musiał się leczyć w szpitalu.

 

(PAP)