Broniarz: Jeżeli nauczyciele podtrzymają decyzję o strajku, to egzaminy będą zagrożone

Broniarz: Jeżeli nauczyciele podtrzymają decyzję o strajku, to egzaminy będą zagrożone
fot.PAP/Jakub Kaczmarczyk
W poniedziałek rozpoczął się bezterminowy strajk w części szkół i przedszkoli organizowany przez ZNP i FZZ. Ostatnie rozmowy oświatowych związków zawodowych z rządem odbyły się w niedzielę wieczorem; porozumienie z rządem zawarła tylko oświatowa "Solidarność"; ZNP i FZZ odrzuciły propozycje rządu.
 
Wiceminister edukacji Maciej Kopeć poinformował na konferencji prasowej, że z danych przekazanych przez kuratoria do godz. 12 wynika, iż do strajku przystąpiło 48,5 proc. szkół i placówek.
 
Komentując te szacunki w Polsat News Broniarz powiedział: "Cieszymy się, że wiceminister dostrzega prawie 50 proc. szkół. To jest już duży postęp, bo jeszcze nie tak dawno to było tylko 22 proc." Broniarz zwrócił uwagę, że do Państwowej Inspekcji Pracy wpłynęło ponad 13,8 tys. zawiadomień o sporach zbiorowych w szkołach.
 
"Zdaniem Związku Nauczycielstwa Polskiego w zdecydowanej liczbie województw ta statystyka (strajkujących szkół - PAP) pokrywa się z liczbą szkół, które deklarowały gotowość wejścia w spór zbiorowy, weszły w ten spór zbiorowy i tutaj mamy pełną satysfakcję, że ten strajk z punktu widzenia efektu liczbowego naprawdę jest udany" - powiedział Broniarz.
 
Szef ZNP był także pytany, czy zagrożony jest przebieg egzaminów: 10, 11 i 12 kwietnia ma odbyć się egzamin gimnazjalny, 15, 16 i 17 kwietnia – egzamin ósmoklasisty, a 6 maja mają rozpocząć się matury.
 
"Jeżeli nauczyciele w dniu egzaminów podtrzymają swoje decyzje o aktywnym udziale w strajku, to siłą rzeczy są one zagrożone" - przyznał Broniarz. "Przypomnę, że od 4 marca do 25 marca strona rządowa nie zrobiła nic, nie odbyło się jakiekolwiek, najmniejsze nawet spotkanie z przedstawicielami protestujących nauczycieli, które to spotkanie mogłoby ten konflikt, tę temperaturę obniżyć bądź też całkowicie wygasić" - zaznaczył.
 
Broniarz odniósł się także do konferencji wicepremier Beaty Szydło, która w poniedziałek powiedziała, że "przewodniczący ZNP Broniarz podjął decyzję o odrzuceniu kolejnej propozycji rządu, podjął decyzję o odrzuceniu podwyżek dla nauczycieli. Zrezygnował z tego i rozpoczął strajk. Bierze odpowiedzialność przede wszystkim za uczniów, za egzamin, który będzie się odbywał za kilka dni".
 
"Rezygnacja z podwyżek została wyartykułowana przez 600 tys. protestujących nauczycieli, którzy tę wiedzę o skali podwyżek mają od 25 marca" - odpowiedział Broniarz. "Skala poparcia dla naszego protestu wyrażona właśnie w tej statystyce pokazuje, że nie ja to odrzuciłem, tylko protestujący nauczyciele. Także z +Solidarności+, także z Forum (Związków Zawodowych), także z ZNP" - dodał.
 
W poniedziałek ZNP opublikował komunikat, w którym wskazał na różnice w sposobie, w jaki odsetek protestujących szkół wylicza związek i MEN.
 
Związek zbiera dane z publicznych samorządowych szkół, przedszkoli, placówek oświatowych i zespołów szkół. Zespół szkół, w skład którego może wchodzić kilka podmiotów, związek traktuje jako jedną placówkę. ZNP nie uwzględnia w statystyce szkół i przedszkoli niepublicznych, społecznych, a także placówek takich jak np. specjalny ośrodek wychowawczy, ośrodek rewalidacyjno-wychowawczy, młodzieżowy ośrodek socjoterapii, szkoły policealne, placówki doskonalenia nauczycieli.
 
"Natomiast z informacji, jakie otrzymaliśmy od dyrektorów szkół wynika, że kuratorzy oświaty na prośbę MEN, zbierali dane inaczej" - zaznacza ZNP. Związek wskazuje, że z MEN jako oddzielne placówki liczy np. szkoły wchodzące w skład zespołu szkół.
 
(PAP)