Mocne tarcia na linii Tusk-Schetyna. Wywiad dla ''Newsweeka'' pokazuje prawdę w ich relacjach

Mocne tarcia na linii Tusk-Schetyna. Wywiad dla ''Newsweeka'' pokazuje prawdę w ich relacjach
fot. PAP

Schetyna określił jako "bardzo dobrą rozmowę" z przewodniczącym Rady Europejskiej Donaldem Tuskiem pod koniec marca w Brukseli. "Ludzie zatrzymywali mnie na ulicy i mówili, że to świetnie, że znowu jesteśmy razem. Cieszą się, jak widzą, że współpracujemy" - mówi Schetyna w tygodniku. Pytany, czy ma kompleks Tuska, odpowiada: nie.

 

"Tusk przewodził Platformie, wygraliśmy wybory, ale nigdy nie budował szerokiej koalicji, co mi się udało. Jestem innym typem polityka. On mawiał: moja Platforma robiła to i to. Ja tak nie powiem, bo byłem częścią jego Platformy, a teraz Platforma jest nie tylko moja. Tusk jest liderem tworzącym politykę jednoosobowo. Ja wolę pracować zespołowo, korzystać z ludzi, z ich pomysłów" - podkreślił Schetyna.

 

Jak dodał, jego prawdziwym sprawdzianem, "będzie wynik wyborów". "Toczy się walka o wszystko. Albo pójdziemy drogą co najmniej węgierską, jeśli pozwolimy Kaczyńskiemu znowu wygrać, albo wrócimy do Europy i wszyscy będą w Polsce bić brawo tak, jak nam na zjeździe Europejskiej Partii Ludowej w Helsinkach, gdy przyjechaliśmy po wyborach samorządowych" - mówi Schetyna.

 

Na pytanie, czy boli, kiedy mówią: "Schetyna nie ma charyzmy", przyznaje, że po ludzki to boli. "Nigdy nie jest fajnie, kiedy ktoś cię krytykuje. Ale jak słyszę, że Tusk miał charyzmę, a ja nie mam, to przypominam sobie tych, którzy mówili, że opozycja nigdy się nie zjednoczy, a PO jest skończona, bo przegrała wybory i odebrała ludziom nadzieję. Wszystko zawsze było źle. A gdy wygraliśmy wybory samorządowe w wielkich miastach, zaległa cisza. Nie było ani o mojej charyzmie, ani o rzekomym lenistwie Trzaskowskiego. Ci sami, którzy nas krytykowali, zaczęli nagle mówić, że to była dobra kampania. To dla mnie największa satysfakcja" - powiedział szef PO.

 

Schetyna podkreślił też, że Ruch 4 czerwca nie jest konkurencją dla PO. "Po wyborach samorządowych rozmawialiśmy z Tuskiem, czy Koalicja Obywatelska wystarczy, żeby wygrać z PiS. Uważałem, że trzeba do niej dołożyć środowiska obywatelskie i samorządowe. Gdy na wybory jesienne powstanie szeroka koalicja, a samorządowcy wesprą listę do Senatu, to nie będzie przestrzeni dla nowego projektu" - powiedział szef Platformy.

 

Na pytanie, czy może czas na zmianę pokoleniową i powinno się zrobić miejsce 40-latkowm, takim jak Trzaskowski, lider PO mówi, że nie. "Jeżeli ktoś ma wygrać z Kaczyńskim, to jestem być może ostatnim politykiem czasów Solidarności, stanu wojennego podziemia, który jest w stanie to zrobić. Bo Kaczyński, choć starszy ode mnie i Tuska, to jest podobne pokolenie, które kształtowało polską politykę po 1989 roku" - powiedział.

 

"Wiem, jakie jest moje życiowe zadanie: pokonam Kaczyńskiego, przywrócę w Polsce demokrację, praworządność i dumę Polaków z tego, że tu mieszkają. A potem zostawię tę normalną, osadzoną na Zachodzie Polskę pokoleniu 40-latków, niech oni ją urządzają. Dzisiaj, myślę, ich pokolenie nie jest samo w stanie wygrać z Kaczyńskim. A ja nie chciałbym budować bez nich Polski takiej, w jakiej oni chcieliby żyć. Nowa przestrzeń musi być tworzona przez ludzi urodzonych już w nowej Polsce, tak jak moja córka Natalia. Ale przestrzeń wolności musimy im najpierw wyrąbać my".

 

(PAP)